O ofertach częściowych i zamówieniu z wolnej ręki

Przywykliśmy do tego, że w postępowaniach przetargowych możemy dopuszczać składanie ofert częściowych. Ba, biorąc pod uwagę ostatnie zmiany w przepisach i konieczność tłumaczenia się przez zamawiających w dokumentach zamówienia z ewentualnego niedopuszczenia takich ofert – można powiedzieć, że czuć pewną presję, aby składanie ofert częściowych dopuszczać. Jest wszakże jeden tryb postępowania, w którym z takim rozwiązaniem jest kłopot, nawet gdyby zamawiający tego bardzo chciał – zamówienie z wolnej ręki.

W praktyce niejedno takie zamówienie obserwuję – gdy przedmiot zamówienia jest powtarzalny, udzielany wielu podmiotom (zwłaszcza osobom fizycznym), z identycznym uzasadnieniem i zrobienie jednego zamówienia z wolnej ręki z częściami było dla zamawiającego znacznie mniej pracochłonne od robienia sporej liczby odrębnych postępowań, a dla wykonawców – było kompletnie bez różnicy. I nie widzę w tym nic złego, ale formalnie rzecz biorąc tak się robić nie powinno.

Czytaj dalej

O terminie na zadawanie pytań

Cóż, terminu na zadawanie pytań tak naprawdę w ustawie nie ma. Każdy może zapytać o wszystko w każdej chwili. No, naturalną granicą jest termin składania ofert, ale zdarzyło mi się także spotkać z pytaniem zadanym przez wykonawcę już po złożeniu ofert – wezwany do uzupełnienia poprosił o wyjaśnienie zapisu specyfikacji, do którego wezwanie do uzupełnienia się odnosiło. Cóż, sytuacja niecodzienna, skończyła się – o ile dobrze pamiętam – nie publikacją wyjaśnienia treści SIWZ, ale uszczegółowieniem wezwania do uzupełnienia i przedłużeniem terminu na jego złożenie.

Jest natomiast w ustawie termin zadawania pytań, na które zamawiający ma obowiązek odpowiedzieć. Różnie on się w historii naszej ustawy kształtował, dość długo była to połowa terminu wyznaczonego na składanie ofert, a więc każdorazowo uzależnione od momentu publikacji ogłoszenia i wyznaczonego terminu składania ofert. Obecnie mamy w ustawie ten termin wyznaczony na sztywno – w przetargach unijnych upływa on 14 dni przed upływem terminu składania ofert, chyba że zamawiający skrócił termin składania ofert z uwagi na pilność wykonania zamówienia – wówczas i termin na zadanie pytań z obowiązkiem odpowiedzi skraca się do 7 dni. W przypadku postępowań krajowych termin ten z kolei upływa 4 dni przed terminem składania ofert*.

Czytaj dalej

O zamówieniach kiedyś nazywanych „uzupełniającymi”

Zamówienia, które na gruncie starej ustawy Pzp nazywaliśmy „uzupełniającymi” (w odróżnieniu od „dodatkowych”) dziś już takiej nazwy nie noszą. Jednak mechanizm w ustawie pozostał i nie uległ rewolucyjnym zmianom w porównaniu do rozwiązań, które mieliśmy w art. 67 poprzedniej ustawy Pzp. No, na jedną zmianę trzeba zwrócić uwagę – poprzednio takie zamówienia były limitowane do wartości 50% zamówienia podstawowego, teraz ustawa żadnego limitu nie narzuca. Zamawiający może sobie hulać, jak mu się żywnie podoba, pod warunkiem, że wcześniej całe to swoje przyszłe potencjalne „hulanie” doliczy do wartości zamówienia podstawowego.

Przepis art. 214 ust. 1 pkt 7 (pkt 8 pozostawmy na boku – w zakresie dostaw również wiele się nie zmieniło, a więc pozostały przesłanki bardzo mocno ograniczające korzystanie z dobrodziejstw „uzupełniających” w zamówieniach takiego rodzaju) stanowi, że temu samemu wykonawcy w okresie trzech lat od podpisania umowy zamawiający może udzielić zamówienia na „powtórzenie podobnych usług lub robót budowlanych”, o ile to było przewidziane w ogłoszeniu o zamówieniu dla zamówienia podstawowego, wartość była uwzględniona w wartości zamówienia podstawowego i wreszcie „jest zgodne z jego przedmiotem”.
Czytaj dalej

O odpowiadaniu na pytania

Każdy się myli i wyjątkiem nie są tu zamawiający. Czasami trudno doszukiwać się winy, bo dokumenty przetargowe zwykle są obszerne i trudno dopilnować, aby wszystko się co do joty zgadzało – było jednoznaczne i wyczerpujące, dokładne i zrozumiałe, tak jak oczekuje tego ustawodawca zgodnie z art. 99 ustawy Pzp. To z tego powodu ustawodawca przewidział możliwość wnioskowania do zamawiającego o wyjaśnienie treści SWZ. Wykonawcy używają tego instrumentu w różnych celach. Czasami za pomocą pytań chcą doprowadzić do zmiany wymagań, które im nie odpowiadają, ale podstawowym celem procedury wyjaśniania SWZ jest danie szansy zamawiającemu na wyeliminowanie błędów zauważonych przez podmioty chcące złożyć oferty.

Wszak to wykonawca zainteresowany realizacją zamówienia najprędzej znajdzie jakieś nieścisłości w tym, co zamawiający mu udostępnił i będzie zainteresowany ich wyeliminowaniem, aby prawidłowo skalkulować ofertę. Wykonawca występuje zatem w roli kontrolera (działającego w swojej własnej sprawie), a zamawiający – z takich pytań, zmierzających do wyeliminowania nieścisłości w dokumentach zamówienia, powinien się tylko cieszyć. Bo przecież taka nieścisłość to w przyszłości potencjalne źródło kłopotów przy realizacji zamówienia, konfliktów, a w skrajnym przypadku taki pozostawiony za sobą byk może doprowadzić do nieosiągnięcia celów, zakładanych na starcie postępowania.
Czytaj dalej

O bezlitosności elektronizacji

Spokojnie, skorzystamy z tylnego wejścia - rys. Wanda Bednarczyk

Rys. Wanda Bednarczyk

Elektronizacja zamówień publicznych ma swoje wady (cóż, mimo paru lat wciąż główny problem leży chyba w stosowaniu podpisów elektronicznych), ale dominują zalety. Wykonawcom znacznie łatwiej składać oferty, sam proces składania znacząco się skrócił, mniej kosztuje, dokumenty bez problemu się powiela, no i wykonawcy pozbyli się niepewności: „dowiezie na czas, czy nie dowiezie”. Niepewności bardzo znaczącej. Z moich obserwacji wynika, że od momentu elektronizacji zjawisko składania ofert po terminie niemalże zaniknęło. Nie wiem, na ile to wynika z faktu, że teraz łatwiej złożyć ofertę, a na ile z tego, że zamówieniowe systemy zapewne sygnalizują próbę złożenia oferty po czasie wykonawcom i wówczas wiadomo, że nie ma sensu procesu kontynuować. Fakt jest jednak taki, że ofert składanych po terminie jest po prostu mniej.

Wciąż jednak się zdarzają. Niedawno trafił mi się przypadek wykonawcy, który spóźnił się niewiele ponad minutę. Nie wiem z czego to wynikało, zresztą nie ma to dla tego tekstu wielkiego znaczenia (aczkolwiek sprawa jest do zbadania, bo warto wiedzieć, czy w samym procesie składania ofert nie pojawiły się jakieś trudności, które można wyeliminować). Sytuacja ta skłania jednak do refleksji nad czasami, w których papierowe oferty się składało. Czy w tamtych czasach, gdyby wykonawca pojawił się z ofertą pod pachą u zamawiającego minutę po terminie, zostałby zdyskwalifikowany czy nie?
Czytaj dalej

O nierównym traktowaniu zamawiającego i wykonawcy

Jedną z naczelnych zasad zamówień publicznych jest zasada równego traktowania. Oczywiście, chodzi tutaj o równe traktowane wykonawców przez zamawiającego, ale coraz więcej mówimy o tym, że zamawiający także powinien stawiać się raczej w roli partnera wykonawcy niż bezlitosnego poganiacza niewolników. Jasne, w tym zakresie nigdy do ideału nie dojdziemy – zawsze główne warunki, na których udzielane jest zamówienie, będzie kształtować zamawiający, a więc jego pozycja w postępowaniu będzie mocniejsza. Byleby tylko korzystał z tej pozycji z głową – niech będzie tyranem, ale oświeconym, działającym racjonalnie.

Niestety, niekiedy ustawodawca w tym uprzywilejowaniu pozycji zamawiającego posunął się za daleko. Przykładem są niedawne wydarzenia – atak hakerski na platformę e-Zamówienia zaowocował koniecznością unieważnienia przez zamawiających postępowań, dla których termin składania ofert upływał akurat tego dnia. Unieważnienia z powodu wady niemożliwej do usunięcia – ponieważ platforma nie działała, zamawiający nie mogli przesunąć terminu składania ofert przed jego upływem (zresztą, to też nie jest pstryknięcie palcami, tego się nie zrobi w 10 minut). Ponieważ termin nie był przesunięty, wykonawcy zostali pozbawieni szansy na złożenie ofert. Efekt: wypaczona konkurencja.
Czytaj dalej

O podpisie osobistym

Art. 63 ustawy Pzp nakłada na wykonawców obowiązek posługiwania się w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego podpisami elektronicznymi. Ten przepis wprost odnosi się do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu oraz oferty, jednak dalsze przepisy rozporządzeń w sprawie podmiotowych środków dowodowych (…) oraz w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…) przenoszą reguły dotyczące tych podpisów także do dalszych dokumentów składanych w toku postępowania. Powyżej progów unijnych sprawa jest stosunkowo prosta: wymagany jest podpis kwalifikowany. Natomiast poniżej tych progów ustawodawca dał większy wybór: podpis kwalifikowany jest OK, ale równie dobre są podpis zaufany oraz podpis osobisty*.

Już nieraz pisałem to na tych łamach i pewnie nieraz powtórzę – moim zdaniem mamy do czynienia z nadgorliwością ustawodawcy i utrudnianiem życia wykonawcom. Owszem, chwała mu, że w zamówieniach krajowych wachlarz możliwych do zastosowania podpisów jest szerszy niż w postępowaniach unijnych. Ale choć wachlarz jest większy (trzy rodzaje podpisów), to wciąż stanowi on ograniczenie możliwości wykonawców i wciąż stanowi dla nich kłopot. I tak, zdaję sobie sprawę, że mówimy o pieniądzach całkiem sporych, bo jak obiektywnie spojrzeć choćby na 130 000 zł, to to jest kupa kasy i warto zadbać o jej bezpieczne wydanie. Czy jednak z tego powodu nie można ufać wykonawcom, że nie są tymi za kogo się podają? Ja bym zaufał. Mniejsza jednak z tym, dziś ma być o podpisie osobistym.
Czytaj dalej

O ogłoszeniu o zamówieniu

W nowej ustawie Pzp (swoją drogą, do kiedy będziemy ją nazywać nową?) nie ma odpowiednika art. 41 z poprzedniej ustawy (i kilku innych, które go uzupełniały), zawierającego wykaz obowiązkowych elementów ogłoszenia o zamówieniu. Ustawa o tym obecnie milczy (poza kilkoma konkretnymi odwołaniami, nie zawsze sensownymi), choć to nie znaczy, że zamawiający ma zupełnie wolną wolę w tym, co w ogłoszeniu umieszcza. Nadal są przepisy. Dla postępowań unijnych zakres informacji w ogłoszeniu określa załącznik V do dyrektywy 2014/24/UE, dla postępowań krajowych zaś rozporządzenie o wzorze ogłoszenia w BZP. A gdyby przepisów było nie dość, mamy formularze elektroniczne, które do podania określonych informacji zmuszają.

Tylko dlaczego przygotowanie ogłoszenia o zamówieniu wymaga podania tak dużej ilości informacji, które wykonawcom zwykle do niczego się nie przydają? Ogłoszenia, gdy je wydrukować, mają objętość dobrych kilku kartek papieru. Niekiedy niewiele mniej niż specyfikacje warunków zamówienia. Tymczasem przecież ich rolą jest zainteresowanie wykonawców i przekazanie najistotniejszych informacji. Skrót, który pozwoli wykonawcy na wstępną ocenę, czy postępowaniem jest zainteresowany. Skrót, który ma zapakowane wszystkie możliwe informacje (choć niekiedy w skróconej formie) taki cel przestaje spełniać. Na taką wstępną ocenę pozwoliłby (i zrobiłby to znacznie skuteczniej, bo odpadłaby kwestia przeszukiwania) dokument z naprawdę najistotniejszymi dla wykonawcy informacjami. Kartka czy dwie. Gdy ktoś potrzebuje dokładniejszych informacji, szuka ich w specyfikacji, bo nie ma sensu przedzieranie się przez ogłoszenie, które z jednej strony jest przeładowane i nieczytelne, a z drugiej – w stosunku do SWZ niekompletne.
Czytaj dalej

O poznaniu tożsamości oferentów

Urząd Zamówień Publicznych od jakiegoś czasu prowadzi aktywność wcześniej niespotykaną: zapisy wideo organizowanych przez siebie wydarzeń, dotąd dostępnych dla garstek szczęśliwców, zaczął pokazywać w internecie. To ma jak najbardziej sens – skorzystać z takiego wideo może znacznie większa liczba użytkowników, a do stwierdzeń tam padających można potem wrócić. Mam nadzieję, że podobnie będzie z transmitowaną na żywo w ubiegłym tygodniu konferencją* „Platforma e-Zamówienia – konferencja dla Zamawiających”. Temat arcyciekawy dla wielu użytkowników systemu zamówień publicznych, bo zamknięcie miniportalu już za kilka tygodni i uruchomienie modułu składania ofert na e-zamówieniach powoduje, że wielu zamawiających jest spragnionych praktycznej wiedzy na temat tego ostatniego rozwiązania.

Co prawda niestety nie udało mi się oderwać na czas tego szkolenia od obowiązków, więc było sporo rzeczy, które mnie ominęły (i dlatego liczę na powtórkę), jednak generalnie było to fajnie zorganizowane przedsięwzięcie, a praktycznym wypowiedziom towarzyszył chyba równie ciekawy czat, na którym przedstawiciele UZP odpowiadali na wiele praktycznych pytań nasuwających się widzom. Inspiracją do dzisiejszego tekstu jest właśnie jedno pytań z tego czatu: czy na e-zamówieniach zamawiający widzi przed otwarciem ofert kto złożył ofertę. Padła na nie odpowiedź, że widzi, ile jest ofert, ale nie widzi, kto je złożył.
Czytaj dalej

O wyższości dialogu konkurencyjnego nad negocjacjami z ogłoszeniem

Mamy w ustawie dwa odrębne tryby: negocjacje z ogłoszeniem oraz dialog konkurencyjny. Ten pierwszy jest w przepisach zamówieniowych od ich zarania: już w 1994 w ustawie o zamówieniach publicznych przewidziano tryb przetargu dwustopniowego i choć od tego czasu zmieniła się nazwa (a i parę innych szczegółów dotyczących przebiegu postępowania), podstawowe zasady pozostały niezmienione. Także gdy porównamy przesłanki zastosowania przetargu dwustopniowego z 1994 z obecnymi przesłankami zastosowania negocjacji z ogłoszeniem, wciąż mówimy o podobnych okolicznościach, o tych samych sprawach – przede wszystkim o sytuacjach, gdy charakter zamówienia powoduje, że negocjacje są potrzebne lub gdy zamawiający bez negocjacji nie potrafi wystarczająco dokładnie opisać przedmiotu zamówienia. Dziś jednak bramę do stosowania tego trybu otwarto szerzej, przede wszystkim z uwagi na przesłankę dotyczącą braku na rynku gotowych rozwiązań spełniających wymagania zamawiającego.

Dialog konkurencyjny pojawił się w przepisach znacznie później – w 2006. Początkowo traktowaliśmy go trochę tak, jak dziś traktujemy partnerstwo innowacyjne. Przesłanki zastosowania trybu dialogu konkurencyjnego były ostrzejsze od tych przewidzianych dla negocjacji z ogłoszeniem: konieczny był szczególnie złożony charakter zamówienia, z powodu którego nie da się opisać przedmiotu zamówienia lub określić uwarunkowań prawnych lub finansowych, a dodatkowo – cena nie mogła być jedynym kryterium oceny ofert. Na dodatek początkowo należało informować Prezesa UZP o wszczęciu takiego postępowania przy większych wartościach. Długo więc dialog konkurencyjny nie był zbyt atrakcyjny dla zamawiających. Trudniejsze do wykazania przesłanki, nieznana procedura.
Czytaj dalej