O wyznaczaniu terminów

Zamawiający wyznaczając wykonawcom terminy na składanie wyjaśnień, uzupełnień czy podmiotowych środków dowodowych, nie jest ograniczony zbyt wieloma szczegółowymi regulacjami. Zresztą, nic dziwnego – wszak wyjaśnienie wyjaśnieniu nierówne. Konkretne przepisy odnoszą się tylko do składania podmiotowych środków dowodowych i wyznaczają minimalne terminy, jakie zamawiający musi dać wykonawcom – 5 dni poniżej progów unijnych i 10 dni powyżej nich.

Czy to oznacza, że poza tym hulaj dusza, piekła nie ma? Nie do końca, mamy przecież jeszcze zasady. Co prawda nie znajdziemy w ustawie ogólnego zapisu dotyczącego takich terminów podobnego do art. 131 ust. 1 (i analogicznych w postępowaniach poniżej progów unijnych), zgodnie z którym termin składania ofert czy wniosków ma uwzględniać złożoność i specyfikę przedmiotu zamówienia oraz czas niezbędny do ich przygotowania i złożenia. Jednak nie ulega wątpliwości, że podobna zasada obowiązuje także i przy terminach składania wyjaśnień, uzupełnień czy podmiotowych środków dowodowych. Gdyby bowiem nie myśleć o wykonawcy, zamawiający naruszaliby zasadę zapewnienia zachowania uczciwej konkurencji – nierealny termin w praktyce eliminowałby z przetargu wykonawcę, a nie o to w zamówieniach chodzi.

Czytaj dalej

O wzywaniu do uzupełnienia podmiotowych środków dowodowych

Jedną z wielkich, pozytywnych rewolucji w zamówieniach publicznych było przed laty wprowadzenie możliwości uzupełniania dokumentów składanych przez wykonawców. Wtedy jeszcze komplet dokumentów na potwierdzenie spełniania warunków i brak podstaw wykluczenia wykonawcy co do zasady musieli składać wraz z ofertami – możliwość uzupełniania tych papierów pozwalała zmniejszyć ryzyko wyrzucenia za burtę wyłącznie z błahych przyczyn formalnych oferty, która mogłaby być najkorzystniejsza. Oczywiście, nie zawsze było różowo, czasami zamawiający zmuszeni byli do uzupełniania dokumentów w ofertach mniej korzystnych – mimo że ta najkorzystniejsza była kompletna, prawidłowa i gotowa do wyboru. To był jednak koszt do przełknięcia, a i ustawodawca powoli takie problemy dostrzegał.

Z czasem ustawodawca poszedł wykonawcom bardziej na rękę i stwierdził: z ofertą wystarczy oświadczenie, a dokumenty będzie składać tylko ten najwyżej oceniony, na wezwanie zamawiającego. Zapewne w jakimś stopniu ułatwiło to życie wykonawcom (z przygotowania oferty odpadł element kompletowania takich papierów, choć oczywiście trzeba być przygotowanym do ich złożenia w późniejszym terminie), z drugiej strony – przedłużyło postępowania (jeśli pierwszy nie złoży tego co trzeba, powtarza się procedurę z kolejnym) i odrobinę ją skomplikowało.
Czytaj dalej

O podpisie osobistym

Art. 63 ustawy Pzp nakłada na wykonawców obowiązek posługiwania się w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego podpisami elektronicznymi. Ten przepis wprost odnosi się do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu oraz oferty, jednak dalsze przepisy rozporządzeń w sprawie podmiotowych środków dowodowych (…) oraz w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…) przenoszą reguły dotyczące tych podpisów także do dalszych dokumentów składanych w toku postępowania. Powyżej progów unijnych sprawa jest stosunkowo prosta: wymagany jest podpis kwalifikowany. Natomiast poniżej tych progów ustawodawca dał większy wybór: podpis kwalifikowany jest OK, ale równie dobre są podpis zaufany oraz podpis osobisty*.

Już nieraz pisałem to na tych łamach i pewnie nieraz powtórzę – moim zdaniem mamy do czynienia z nadgorliwością ustawodawcy i utrudnianiem życia wykonawcom. Owszem, chwała mu, że w zamówieniach krajowych wachlarz możliwych do zastosowania podpisów jest szerszy niż w postępowaniach unijnych. Ale choć wachlarz jest większy (trzy rodzaje podpisów), to wciąż stanowi on ograniczenie możliwości wykonawców i wciąż stanowi dla nich kłopot. I tak, zdaję sobie sprawę, że mówimy o pieniądzach całkiem sporych, bo jak obiektywnie spojrzeć choćby na 130 000 zł, to to jest kupa kasy i warto zadbać o jej bezpieczne wydanie. Czy jednak z tego powodu nie można ufać wykonawcom, że nie są tymi za kogo się podają? Ja bym zaufał. Mniejsza jednak z tym, dziś ma być o podpisie osobistym.
Czytaj dalej

O nieuniknionym nierównym traktowaniu

Jedną z głównych zasad zamówień publicznych jest konieczność zapewnienia równego traktowania wykonawców przez zamawiającego. Ba, bodaj czy nie najgłówniejszą. I wiele obowiązków zamawiających w ustawie jest podporządkowana realizacji tej zasady. Jednak w życiu nic nie jest czarno-białe i mamy mnóstwo odcieni szarości. I tak jest też z tym traktowaniem wykonawców – czasami jakaś „nierówność” wynika z życia, a czasami wręcz wprost z przepisów. O kilku takich nierównościach zdarzało mi się zresztą już w „szponach” pisać.

Sześć lat temu pisałem o przewadze nad konkurencją, jaką ma wykonawca, który wcześniej wykonywał zamówienie obecnie powtarzane (co widać przede wszystkim przy przetargach na usługi okresowe czy na kontynuację robót). Jasne, zamawiający powinien tę nierówność „wyrównywać” podając jak najdokładniejsze informacje – ale nigdy nie jest tak, że opisze absolutnie wszystko (jak chociażby opisać podejście przedstawicieli zamawiającego do wykonawcy i obowiązku współpracy na etapie realizacji umowy?). Z kolei dwa lata temu pisałem o bardzo dobrym instrumencie, który znajduje się w ustawie, a który pozwala na informowanie znanych zamawiającemu wykonawców o wszczęciu postępowania. Tu też ustawodawca wyważył interesy i stwierdził, że uszczerbek dla zasady równego traktowania jest niewielki, a korzyść dla interesu publicznego może być znacznie większa: wszak wykonawca bezpośrednio zaproszony chętniej złoży ofertę, a w zamówieniach zamawiającym powinno chodzić właśnie o oferty*.
Czytaj dalej

O wiedzy zaczerpniętej z innej oferty

Zamówienia publiczne i zdrowy rozsądek niekiedy nie idą w parze. Czasami co prawda zdrowy rozsądek potrafi zwyciężać, ale czy w tym przypadku także? Nie sądzę, choć bardzo chciałbym się mylić. Chodzi mianowicie o przypadek, gdy w tym samym postępowaniu u jednego wykonawcy brakuje dokumentu, który zamawiający otrzymał od innego wykonawcy. W praktyce zamawiający ma wiedzę, której potrzebuje, ale nie może jej użyć w sensowny sposób. Najprostszym i pewnie najczęstszym przypadkiem będzie karta katalogowa jakiegoś produktu, który jest oferowany przez więcej niż jednego wykonawcę – skoro produkt ten sam, to i karta powinna być identyczna. Jednak jeśli w jednej ofercie jej brakuje, zamawiający nie może zajrzeć do drugiej i zaczerpnąć niezbędnej wiedzy, tylko musi wezwać do jej uzupełnienia (wiedząc doskonale, co otrzyma) – oczywiście, o ile przewidział uzupełnianie przedmiotowych środków dowodowych.

Czym te karty będą się od siebie różnić? W zasadzie powinny tylko podpisem – za zgodność z oryginałem jednej z nich poręczy jeden wykonawca, a za zgodność z oryginałem drugiej – inny (oczywiście, jeśli takie potwierdzenie w ogóle będzie konieczne). Ale niekiedy nawet takiej różnicy nie będzie – wystarczy, że wyjdziemy poza świat przedmiotowych środków dowodowych i zajmiemy się podmiotowymi. Zdarza się bowiem niekiedy, że różne podmioty korzystają z tych samych podmiotów udostępniających zasoby czy podwykonawców i składają dotyczące ich dokumenty dotyczące przesłanek wykluczenia czy spełniania warunków. Skoro to te same podmioty, to zaświadczenie z urzędu skarbowego czy z rejestru karnego będzie poświadczać dokładne to samo. Co więcej, tu nawet niezgodności z podpisami zapewne nie będzie – wszak za zgodność z oryginałem powinien poświadczać taki papier nie wykonawca, ale właśnie podmiot, którego dokument dotyczy.
Czytaj dalej

O nieżądaniu dokumentów na potwierdzenie spełniania warunków udziału

Czekając na certyfikację wykonawców, dziś będzie o rozwiązaniu przewidzianym w art. 124 pkt 2 nowej ustawy Pzp. Zgodnie z tym przepisem zamawiający może, ale nie musi żądać od wykonawców w toku postępowania o wartości przekraczającej progi unijne dokumentów na potwierdzenie spełniania warunków udziału w postępowaniu i kryteriów selekcji. Wcześniej takie rozwiązanie funkcjonowało tylko w postępowaniach o wartości poniżej progów unijnych, natomiast powyżej nich żądanie dokumentów było obowiązkowe. Obecnie każdy zamawiający w każdym postępowaniu może odpuścić wykonawcom obowiązek składania części środków dowodowych – także i w tych największych. Czy ma ono jednak sens?

Warunki udziału w postępowaniu zamawiający określa po to, aby zweryfikować zdolność wykonawców do realizacji zamówienia. Aby nie wyrzucić publicznych pieniędzy w błoto, nie zmarnować czasu, po prostu aby w terminie i w budżecie zrealizować określoną, zwykle publiczną potrzebę. Im większa wartość zamówienia, tym dbałość w tym zakresie istotniejsza (choć przecież i graniczne 130 000 zł netto to przecież – obiektywnie rzecz biorąc – niemało kasy). Oczywiście, warunki nie są narzędziem doskonałym, szczególnie w kontekście dominującej w doktrynie teorii o konieczności ich zerojedynkowości, ale w pewnych aspektach lepszych narzędzi zamawiający nie mają, a zatem muszą stosować i takie.
Czytaj dalej

O certyfikacji wykonawców

Zdarzyło mi się pisać w „szponach” (zresztą nie tylko, bo różne europejskie systemy w tym zakresie przedstawiałem w 2014 na łamach krakowskiej „Correcty”) o certyfikacji wykonawców, jednak zawsze w kategorii nieziszczalnego marzenia. Od wielu lat stosowne możliwości wynikają w dyrektyw, liczne kraje europejskie z nich korzystają, natomiast u nas temat leżał całkowitym odłogiem. I to pomimo faktu, że byłoby to rozwiązanie co prawda ściągające więcej roboty na UZP lub inny organ, natomiast znakomicie ułatwiające życie wykonawcom i zamawiającym, tak że bilans wychodziłby na zdecydowany plus. Zwłaszcza gdyby odnosił się nie tylko do przesłanek wykluczenia, ale też do warunków udziału w postępowaniu. Tymczasem nagle okazało się, że to marzenie jednak może się ziścić.

Tuż przed narodowym świętem Minister Rozwoju, Pracy i Technologii rozpoczął konsultacje publiczne projektu „Polityki Zakupowej Państwa” (nie wiem, skąd te wielkie litery). Projekt opublikowano pod adresem https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/konsultacje-publiczne-polityki-zakupowej-panstwa. I wśród najróżniejszych spraw objętych tym dokumentem znalazła się ta wymarzona przeze mnie certyfikacja wykonawców. Co prawda nie ma jej wśród najważniejszych haseł „Polityki” podkreślanych przez Ministra w komunikacie na temat rozpoczęcia konsultacji, w samej „Polityce” też niewiele jest na jej temat. Ale dla mnie, człowieka siedzącego w zamówieniach od niemal ćwierć wieku, to może być jej najistotniejszy element.
Czytaj dalej

O spełnionym śnie biurokraty

Biurokratycznych bzdur mamy w ustawie sporo. Nie tak dawno pisałem chociażby o rozdwojeniu oświadczeń składanych przez osoby po stronie zamawiającego, dziś natomiast będzie o oświadczeniach składanych przez wykonawcę. Zgodnie z przepisami ustawy wraz z ofertą składają oni oświadczenie o spełnianiu warunków udziału w postępowaniu oraz braku przesłanek wykluczenia (pozostawmy na boku możliwość nieżądania tego oświadczenia przez zamawiających, nie jest to bowiem rozwiązanie popularne). Powyżej progów unijnych w formie jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia, poniżej – zwykle znacznie bardziej uproszczone.

Na kolejnym etapie wykonawca, którego ofertę oceniono najwyżej, jest wzywany do złożenia dokumentów potwierdzających okoliczności zawarte w tym oświadczeniu. W zakresie przesłanek wykluczenia to papierki z KRS/CEIDG, US, ZUS/KRUS, KRK. Na dokumentach jednak się nie kończy – ustawodawca wymienia także dwa oświadczenia. Jedno z nich, dotyczące grup kapitałowych, jest poniekąd zrozumiałe – składając ofertę wykonawca teoretycznie mógł nie wiedzieć, czy ktoś inny z jego grupy kapitałowej składa ofertę, a zatem dopiero na tym etapie świadomie może cokolwiek w tym zakresie w pełni świadomie zadeklarować. Trudno, niech już to oświadczenie będzie – całe szczęście, że zmieniono zasady jego składania (i wymaga się go tylko od najlepszego, a zniknął absurdalny wymóg składania go przez wszystkich wykonawców w ciągu trzech dni od publikacji informacji z otwarcia ofert).
Czytaj dalej

O ogłoszeniu o wykonaniu umowy i dowodzie należytego wykonania

W momencie pisania tego tekstu w Biuletynie Zamówień Publicznych opublikowano już 27 ogłoszeń o wykonaniu umowy (na koniec lutego były tylko trzy). Sprawdziłem wszystkie – wszędzie znajdziemy w punkcie 5.6 informację, że zamówienie zostało wykonane należycie. To chyba nieźle świadczy o kondycji naszych zamówień publicznych. Sto procent zamówień zleconych na podstawie nowych przepisów i dotąd wykonanych, zostało zrealizowanych w sposób, który zadowolił zamawiającego. Czyż ustawodawca mógłby sobie życzyć lepszego wskaźnika świadczącego o doskonałości swoich przepisów? :)

No dobrze, bądźmy poważni. Przepisy na pewno doskonałe nie są, ale nie o tym dzisiaj ma być mowa, ale o znaczeniu tego punktu 5.6 z ogłoszenia o wykonaniu umowy. Bo zdaje się ono przekraczać zwykłą statystykę i badanie, czy przepisy ustawy są skuteczne, jak sobie radzą zamawiający i czy dany wykonawca jest rzetelny. A raczej – w tym ostatnim przypadku mogą mieć szczególne znaczenie. Bowiem ustawodawca (a raczej autor rozporządzenia) zmusił zamawiających do oceny wykonania zamówienia o charakterze publicznym.
Czytaj dalej

O podmiotowych i przedmiotowych środkach dowodowych

Nowa ustawa sporo starych spraw i zjawisk ubiera jest w nowe słowa, zresztą często znacznie bardziej liczne niż dotychczas. Tak jest i z dokumentami, których zamawiający ma prawo żądać od wykonawców w postępowaniu. Ustawodawca zdecydował się podzielić je na dwie grupy: przedmiotowe środki dowodowe i podmiotowe środki dowodowe. Te pierwsze mają zapewniać zgodność oferowanego przedmiotu zamówienia z opisem przedmiotu zamówienia i możliwość oceny ofert w kryteriach (art. 7 pkt 20 Pzp). Te drugie mają potwierdzać brak przesłanek wykluczenia i spełnianie warunków udziału w postępowaniu (art. 7 pkt 17 Pzp). Pierwsze są składane wraz z ofertą (art. 107 Pzp), drugie na wezwanie zamawiającego (art. 126 Pzp). Na pierwszy rzut oka ma to sens. Wydaje się porządkować sprawy. Problemy zaczynają się jednak pojawiać w szczegółach. Bo rozróżnienie między jednymi a drugimi dokumentami bywa problematyczne.

Wyznacznikiem klasyfikacji do odpowiedniego rodzaju środków dowodowych jest cel, któremu służy dany dokument. A nie od dziś zdarza się, że ten sam dokument może służyć dwóm różnym celom, a zatem jednocześnie być podmiotowym i przedmiotowym środkiem dowodowym. Spójrzmy na przykład na wykaz osób: zwykle jego funkcją jest ocena spełniania przez wykonawcę warunków udziału w postępowaniu, ale niekiedy także ocena w kryteriach oceny ofert. Nieraz stykałem się z przypadkami, gdy zamawiający w takich sytuacjach żądał dokumentów w sposób przeczący logice: najpierw złóż to, co ponad minimum (razem z ofertą, do oceny w kryteriach), a potem, na żądanie, minimum (do oceny warunków). I czasami po złożeniu „minimum” okazywało się, że ocenę oferty w kryterium trzeba zmienić, bo wykonawcy nie pojęli sensu tego, czego oczekiwał zamawiający. Ba, zdarzyło się, że ocena w kryterium mogłaby być wyższa :) Warto było zatem skorzystać z art. 26 ust. 2f starej Pzp i żądać wykazu osób po prostu wraz z ofertą – jako jednego dokumentu służącego obu celom. Nowa ustawa na szczęście też taką furtkę w odniesieniu do podmiotowych środków dowodowych posiada (art. 126 ust. 2), problem w tym, że wciąż wielu zamawiających zapewne nie będzie jej w tych przypadkach wykorzystywać.
Czytaj dalej