O zdalnym (a raczej hybrydowym) rozprawianiu

Dziś nietypowy tekst. Garść wrażeń z wycieczki do KIO na rozprawę prowadzoną według nowych zasad, z możliwością zdalnego udziału. Teoretycznie mogły one się zdarzać już od marca, ale większość odwołań dotyczy jednak kwestii związanych z wyborem, odrzuceniami itp., a nie postanowień SWZ – a na wybory, odrzucenia itp. w postępowaniach wszczętych po wejściu w życie zmian przepisów trzeba było chwilę poczekać. I faktycznie – okazała się ta rozprawa pewnym testem dla wszystkich uczestników. Gdy przed nią zadzwoniłem po paru znajomych z pytaniem o doświadczenia, żaden ich jeszcze nie posiadał, a sama przewodnicząca składu wspomniała, że to jej drugi przypadek.

I faktycznie, mamy trochę choroby wieku dziecięcego – w przypadku zdalnego udziału w rozprawach do pewnych spraw musimy się dopiero przyzwyczaić. W tym przypadku mieliśmy rozprawę hybrydową – większość uczestników było zdalnie, ja zaś pofatygowałem się na Postępu osobiście (chyba zaskakując Izbę). I zdalny udział nie każdemu posłużył. Mieliśmy stronę, której jeden z przedstawicieli nie ogarnął kamery (jego identyfikacja była zaiste kuriozalna i chyba nie powinniśmy się do niej przyzwyczajać – drugi pełnomocnik strony pokazywał do kamery swój telefon, na którym w ramach połączenia video wspomniany uczestnik bez kamery pokazywał twarz i dowód). Mieliśmy innego uczestnika, którego jeden przedstawiciel nie ogarnął kamery i nic na to nie poradził, a drugi przedstawiciel był wyraźnie słyszalny, gdy się przedstawiał, ale z jego argumentacji nie dotarło do mnie nic.

Czytaj dalej

O nadużywaniu prawa do odwołania

Sporo ostatnio mówi się o przeciążeniu Krajowej Izby Odwoławczej – rośnie liczba odwołań, czego skutkiem jest przedłużanie się czasu trwania postępowań odwoławczych. A przecież jedną z zalet wprowadzenia KIO w naszym kraju było szybkie rozstrzyganie spraw. Oczywiście, możliwych lekarstw jest kilka, a biorąc pod uwagę informacje wynikające z wykazu prac legislacyjnych rządu (link), można spodziewać się w jakiejś nieodległej przyszłości podwyższenia wysokości wpisów od odwołania (i być może wprowadzenia mechanizmu ich waloryzacji – czemuż ustawodawca podobnie nie postąpił przy progu obowiązywania ustawy?), a także wprowadzenia posiedzeń i rozpraw prowadzonych wyłącznie zdalnie, bez możliwości fizycznego uczestnictwa (choć to dość szybki krok, bo przecież sama możliwość zdalnej obecności stron dopiero w tym momencie w KIO się pojawiła – czyżby to był krok podyktowany interesem samych arbitrów?).

Cóż, mając ostatnio do czynienia z odwołaniem napisanym przez jakiegoś agenta AI, bez większego ładu i składu, pomyślanego zapewne tylko na przestraszenie zamawiającego, a wobec braku jego reakcji – wycofanego w ostatniej możliwej chwili (na dzień przed wyznaczonym terminem rozprawy), jakoś trudno nie podzielić pozytywnego stosunku do nadchodzących zmian. Oczywiście, ich ocena będzie zależała od ostatecznego ich kształtu – póki co znamy tylko hasła i ogólne cele, a diabeł może siedzieć w szczegółach.

Czytaj dalej

O aberracji w KIO

Cóż, jakby Krajowa Izba Odwoławcza miała mało problemów, doszedł jej kolejny, godzący w wizerunek organu i środków ochrony prawnej. Mianowicie w ocenie niektórych członków organu wniesienie odwołania lub przystąpienia za pośrednictwem systemu „e-Doręczenia” nie spełniało wymagań wynikających z przepisów – w związku z czym pojawiły się postanowienia o umorzeniu postępowań odwoławczych zapoczątkowanych tak przesłanymi odwołaniami (i zapewne niektórzy przystępujący nie zostali dopuszczeni do postępowań).

Tłumaczenie? Otóż, choć mamy w ustawie Pzp art. 508 ust. 2, który dopuszcza wnoszenie odwołań i przystąpień drogą elektroniczną, w tym e-Doręczeniami, to mamy też rozporządzenie w sprawie postępowania przy rozpoznawaniu odwołań przez Krajową Izbę Odwoławczą, z którego § 4 ust. 1 wynika (a raczej wynikało), że dopuszczalną drogą jest wyłącznie odpowiedni formularz elektroniczny w systemie ePuap (lub tradycyjna droga papierowa, wiążąca się z koniecznością przywiezienia oryginału odwołania na ul. Postępu). I właśnie przepis rozporządzenia uznano w tych przypadkach za przepis szczególny, precyzujący regulację ustawową.

Czytaj dalej

O deregulacji czyli o zmianie zasad w postępowaniu odwoławczym

W czwartek doczekaliśmy się publikacji w Dzienniku Ustaw nowych przepisów, rewolucjonizujących zasady rozstrzygania odwołań. Ukryte są one w art. 28 ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego (link tutaj). Zmiany wychodzą naprzeciw wielu postulatom środowiska, w tym niejednego wyrażonego wcześniej już na łamach „szponów”. Choć oczywiście, poczekamy na wejście ich w życie (przygotowanie do nich choćby samej Izby będzie pewnym wyzwaniem) – vacatio legis wynosi 9 miesięcy, a zatem dopiero postępowania odwoławcze prowadzone w wyniku postępowań o udzielenie zamówień publicznych wszczętych po 12 marca 2026 będą podlegać nowym zasadom. Na rozstrzyganie pierwszych odwołań w nowym trybie poczekamy zatem niemal rok.

Przyzwyczajeń trzeba będzie zmienić całkiem sporo – wprowadzona będzie możliwość zdalnego uczestnictwa w posiedzeniach i rozprawach, co mocno ułatwi życie osobom spoza stolicy (i obniży obroty Green Caffè Nero na ul. Postępu), choć pewnie dopiero praktyka pokaże, czy fizyczne uczestnictwo w rozprawie nie będzie dawało pewnej nieuchwytnej przewagi dzięki bezpośredniemu kontaktowi ze składem orzekającym. Wprowadzony zostanie obowiązek zajmowania stanowiska merytorycznego w przystąpieniu do odwołania, a także obowiązek udzielenia odpowiedzi na odwołanie w terminie wyznaczonym przez Izbę (w tym ostatnim przypadku właściwie sankcjonując obecną praktykę). Wyeliminowane zostaną przynajmniej niektóre problemy związane z nieprzekazywaniem pism innym stronom postępowania odwoławczego. Ograniczona zostanie możliwość zasypywania dowodami dopiero podczas rozpraw. Słowem – sporo dobrego.

Czytaj dalej

O kosztach dojazdu do KIO

Z zasądzaniem kosztów dojazdu na posiedzenia KIO bywają różne historie. Uwzględni KIO podróż samolotem czy nie? Uwzględni koszty dojazdu kilku osób, czy uzna, że jedna albo dwie wystarczyły? Uwzględni kilometrówkę czy powie, żeby się nie wygłupiać? Oczywiście, te kwestie nie mają fundamentalnego znaczenia dla postępowań zamówieniowych ani nawet odwoławczych. Zdarzył mi się jednak ostatnio przypadek, który prawdziwie mnie zaintrygował. Mianowicie Izba stwierdziła w orzeczeniu, że nie zasądzi zwrotu kosztów dojazdu wygrywającej stronie, albowiem rachunki za podróż dotyczyły pełnomocnika, a nie strony.

W wyroku powołano się na § 5 pkt 2 lit. a i b rozporządzenia w sprawie szczegółowych rodzajów kosztów postępowania odwoławczego (…) – bo w lit. a mowa jest o kosztach dojazdu strony na posiedzenie, a w lit. b o „wynagrodzeniu i wydatkach jednego pełnomocnika, jednak nieprzekraczających łącznie kwoty 3600 zł”. A skoro w lit. b jest mowa o wydatkach pełnomocnika, to wliczają się tu także koszty dojazdu (i muszą się one zmieścić w magicznych 3600 zł) – a koszty dojazdu z lit. a dotyczą nie pełnomocnika, ale strony.

Czytaj dalej

O ustaleniu kręgu uczestników postępowania odwoławczego

Weźmy sobie przystępującego idealnego. Nie chce bawić się jak w dziecko w piaskownicy i utrudniać życia przeciwnikom. Liczy na rozsądek KIO i fakty. Chce przed rozprawą wysłać pismo procesowe zawierające argumenty i dowody, a nie przywozić je, rozdawać na miejscu, a następnie czekać na korytarzu na zapoznanie się przez Izbę i przeciwników. Nie chce nikogo stawiać w gorszej pozycji. Jednak ma problem – musi określić, komu takie pismo powinien wysłać. Oczywiście KIO, oczywiście zamawiającemu i odwołującemu, te są strony są mu znane. Ale przecież na tym może się nie kończyć – czy są jeszcze jacyś przystępujący oprócz niego? Nie ma zielonego pojęcia.

Przydałoby się zatem, aby taką informację pozyskał. Nie da się wymagać, aby każde przystąpienie było wysyłane do każdego uczestnika postępowania odwoławczego, z czysto praktycznych przyczyn. Tym bardziej nie dałoby się tego zrealizować w przypadku odwołań na postanowienia dokumentów zamówienia, gdzie krąg potencjalnych przystępujących jest niczym nieograniczony. Ale pewne rozwiązania porządkujące proces odwoławczy można byłoby wprowadzić. Przy czym do głowy przychodzą dwa bardzo proste, wymagające niewielkiego wysiłku od KIO – możnaby wykaz stron publikować na stronie KIO wśród informacji o toku postępowania odwoławczego (póki co nie ma tam nawet informacji o odwołującym), alternatywnie możnaby taki wykaz stron zawrzeć również w piśmie zawierającym informację o terminie posiedzenia.

Czytaj dalej

O przesłaniu kopii przystąpienia

W jednej z niedawno wydanych przez UZP publikacji z orzecznictwem trafiłem na ciekawy cytat z lipcowego wyroku Krajowej Izby Odwoławczej o sygnaturze KIO 2240/24. Pełnej treści wyroku nie ma, ale wygląda na to, że jednym z problemów, nad którym KIO musiało się pochylić, była opozycja wobec przystąpienia jednego z wykonawców. Mianowicie przystępujący złożył przystąpienie w terminie, załączył do przystąpienia potwierdzenia wysłania kopii do zamawiającego i odwołującego, ale problem w tym, że kopie te wysłał pocztą. W efekcie do odwołującego trafiła ona 5 dni po tym, jak przystąpienie dostało KIO.

Izba stwierdziła, że postępowanie przystępującego było prawidłowe. Powołała się przy tym na fakt, że ustawa nie zawiera żadnego wymogu w zakresie terminu doręczenia kopii przystąpienia. Jest termin na doręczenie przystąpienia do KIO, ale o przesłaniu jego kopii ustawa wspomina tylko w kontekście dołączenia do przystąpienia dowodu, bez żadnych regulacji dotyczących faktycznego terminu doręczenia. Ponadto Izba popłynęła na szersze wody i powołała się na zasadę wynikającą z orzecznictwa TS UE, zgodnie z którą nie można ograniczać prawa do ścieżki sądowej bez wyraźnego umocowania w przepisach, oraz na nieodwracalność decyzji o uwzględnieniu opozycji.

Czytaj dalej

O udowodnieniu i uprawdopodobnieniu

„Szpony” już po urlopie, ale wracam do tematu odłożonego sprzed wakacjami – inspiracją jest jedno zdanie z przywołanego w tekście Sławomira Wikariaka „Badać można tylko to, co wskazano w zarzutach” („Dziennik Gazeta Prawna” z 11 lipca) wyroku Sądu Zamówień Publicznych. Wyrok wydano 9 maja 2024 r., ma sygnaturę XXIII Zs 16/24, a stwierdzono w nim m.in. co następuje: „Przepisy o postępowaniu dowodowym pozwalają izbie z urzędu dopuścić dowód niewskazany przez stronę (…), jednakże w żadnym przypadku nie pozwalają zastąpić dowodu uprawdopodobnieniem”.

Cóż, zawsze uważałem, że używanie kategorycznych stwierdzeń (czyli: nigdy, zawsze, każdy, żaden itp.) wymaga szczególnego przemyślenia. I ostrożnego stosowania. Bo czasami patrzymy na konkretną sprawę, do której dana zasada jest jak najbardziej adekwatna, i generalizujemy. Tymczasem może się okazać, że dana zasada w niektórych sprawach nie do końca się sprawdzi, a nasza generalizacja, wyrwana z kontekstu, może być używana jako argument powszechnie. I właśnie taki problem widzę w tym zdaniu – bo owo stwierdzenie o „żadnym przypadku”, w którym udowodnienie może być zastąpione uprawdopodobnieniem, jest raczej nieprawdziwe.

Czytaj dalej

O wynikach ankiety UZP

Kilka tygodni temu, pod sam koniec ubiegłego roku, nawiązywałem w „szponowym” tekście do ankiety ogłoszonej przez Prezesa UZP w zakresie przeglądu i oceny rozwiązań ustawy Pzp, a w gruncie rzeczy – pomysłów na jej zmiany. Dziś znamy wyniki tej ankiety i w gruncie rzeczy nie zaskakują. Owszem, można było zastanawiać się, jak wykonawcy zareagują na propozycję podniesienia progu stosowania ustawy, ale to kilka innych odpowiedzi w tym badaniu budzi moje zastanowienie.

Tylko jedna z tych kwestii związana jest z pytaniami o charakterze zamkniętym – mianowicie mocno zaskoczyły mnie odpowiedzi zamawiających dotyczące wprowadzenia w ustawie limitu odpowiedzialności odszkodowawczej (dokładnie tego problemu, o którym pisałem we wspomnianym na wstępie tekście). Nie, żebym się kłócił z kierunkiem, w którym idą (choć uważam, że ustawa powinna nakazywać wprowadzenie limitu, ale nie powinna go określać). Zaskakuje co innego – że chociaż mało który zamawiający taki limit w swoich dokumentach zamówienia wprowadza, pomysł wprowadzenia limitu w ustawie poparła większość zamawiających uczestniczących w ankiecie – aż 57%. Taki rozziew między teorią i praktyką. Cóż, może to wynika z faktu, że osoby zajmujące się zamówieniami widzą, że limit to coś sensownego, ale inne „siły” w ich instytucjach przeważają.

Czytaj dalej

O przekazywaniu odpowiedzi na odwołanie

Człowiek czasami żyje sobie w chmurach, a gdy zajrzy do ustawy, ta sprowadza go na ziemię. Mianowicie spotkał się niedawno z przypadkiem, gdy przystępujący otrzymał od KIO wezwanie do wyrażenia sprzeciwu (w terminie 3 dni) wobec uwzględnienia przez zamawiającego odwołania pod rygorem umorzenia postępowania odwoławczego. Wszytko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że ów przystępujący odpowiedzi na odwołanie nie otrzymał. Nie przesłał mu jej zamawiający, nie przekazało także KIO.

Oczywiście, kluczowej sprawy przystępujący może się domyślić – odwołanie zostało w całości uwzględnione. Ale odpowiedź na odwołanie to nie zawsze tylko „tak, uwzględniam w całości zarzuty”. To czasami jakaś argumentacja (choć w przypadku odpowiedzi uwzględniających – rzadka), a czasami komentarze dotyczące sposobu uwzględnienia zarzutów. I możliwość zapoznania się z taką odpowiedzią wydawałoby się czymś absolutnie naturalnym. Tymczasem gdy zajrzymy do ustawy, ta nie przewiduje obowiązku przekazania odpowiedzi na odwołanie przystępującym. Ba, nie przewiduje obowiązku przekazania tej odpowiedzi odwołującemu. Choć wydawałoby się to najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.

Czytaj dalej