O obowiązywaniu w sprawach nieuregulowanych

Lubimy w umowach zamówieniowych dodawać zapis (zwykle gdzieś na samym końcu) o tym, że w sprawach nieuregulowanych umową obowiązują… – i tu umieszczać litanię aktów prawnych. Mam wrażenie, że standardem jest wymienianie tutaj kodeksu cywilnego i naszego prawa zamówień publicznych. Ale czasami zamawiający idą dalej – przy robotach budowlanych pojawia się prawo budowlane, przy licencjach ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, przy ubezpieczeniach prawo ubezpieczeniowe itd.

Czy to do czegokolwiek potrzebne? Niespecjalnie, bo przecież przepisy te obowiązują strony niezależnie od postanowień umownych. No, może posłużyć jako wskazówka, że skoro przywołane jest Pzp, to zapewne umowa została zawarta w reżimie wynikającym z Pzp. Że skoro przywołany jest kodeks cywilny, to mamy do czynienia z umową, a nie z decyzją administracyjną ;) Na wszelki wypadek, gdyby to nie wynikało już z treści samej umowy. No dobra, wzmianka o tym, że umowa stanowi zamówienie publiczne, faktycznie w niej się przydaje – ale niekoniecznie jako postanowienie o stosowaniu w sprawach nieuregulowanych, ale wygodniej i bardziej jednoznacznie chyba w jakiejś preambule (tymczasem mam wrażenie, że zazwyczaj jest to i to).

Czytaj dalej

O ustawie

Przy święcie człowiek chciał odgonić od siebie rozkminianie zamówieniowych kruczków, będzie zatem refleksja bardziej ogólnej natury. Wciąż mówimy o „nowej” ustawie Pzp, tymczasem ona obowiązuje nas już ponad cztery lata i o „starych” przepisach powoli zapominamy. Gdy uchwalano obecne przepisy, jednym z argumentów za ich wprowadzeniem był fakt, że poprzednia regulacja była kilkudziesięciokrotnie zmieniana, w tym przynajmniej kilka czy kilkanaście razy – dość poważnie. Mniej więcej co dwa lata dostawaliśmy „większe” nowelizacje, po których pewne nawyki trzeba było zmieniać.

Nowa ustawa miała sprawę uporządkować. Ale po tych czterech latach mogę chyba napisać, że jedyną wartością dodaną związaną z ujęciem regulacji w nowy kształt, było uporządkowanie odrobiny bałaganu, który do poprzedniej regulacji przez kilkanaście lat nowelizowania się wkradł. Ale czy ta wartość dodana była warta całej reszty? Owszem, pojawiło się kilka cennych zmian (choć niekoniecznie najszczęśliwiej wprowadzonych, bo konstrukcja dotycząca zamówień krajowych, niby osobna, ale z odwołaniem do szeregu przepisów w części unijnych jest wyjątkowo kuriozalna), ale tak naprawdę zrobiono kolejny krok w kierunku konstrukcji molocha nie do ogarnięcia.

Czytaj dalej

O naprawianiu świata ustawą Pzp

Celem ustawy Pzp jest z jednej strony zapewnienie przejrzystości działań podmiotów wydających środki publiczne, a z drugiej danie im narzędzi do efektywnego wykonywania tego zadania. Nie ulega wątpliwości, że wśród tych celów jest także naprawianie błędów, które w praktyce udzielania zamówień publicznych się pojawiają – i stąd przez lata obowiązywania ustawy mieliśmy szereg reakcji na rozmaite wypaczenia systemu. Niektóre sensowne, inne bezsensowne (jak na przykład wymóg 60-procentowego kryterium ceny), a niektóre z kolei wylewające dziecko z kąpielą (jak na przykład bezwarunkowy wymóg waloryzacji – ustawodawcy nie przyszło do głowy, że są zamówienia, w których waloryzacja wykonawcy na nic nie jest potrzebna, a utrudnia życie).

Te próby naprawiania świata niekiedy nie ograniczają się tylko do bolączek świata zakupów publicznych. Czasami ustawodawca chce naprawiać świat także pozazamówieniowy, czyniąc z ustawy narzędzie do realizacji procesów znacznie od zakupów większych. Wsparcie sektora małych i średnich przedsiębiorstw czy innowacyjności na rynku, niewątpliwie potrzebne i wpisane już w czwartym akapicie uzasadnienia projektu obecnej ustawy, realizowane są w sposób niezbyt inwazyjny – poprzez danie zamawiającemu narzędzi, ale bez zmuszania do korzystania z nich. Bywają jednak próby naprawiania świata dalej idące i niezbyt szczęśliwe – do nich zaliczyć można chociażby wymóg wyręczania inspekcji pracy poprzez zobowiązywanie zamawiających do wymagania od wykonawców zatrudniania odpowiednich grup pracowników na podstawie stosunku pracy, do nich można zaliczyć także wymóg (nie wpisany do ustawy Pzp, ale w praktyce do niej się odnoszący) zobowiązujący zamawiających do wymagania od wykonawców używania pojazdów ekologicznych (na szczęście od 1 stycznia 2025 rzeczone przepisy ustawy o elektromobilności przestały obowiązywać – w przypadku zdecydowanej większości zamówień).

Czytaj dalej

O wpadkach i marzeniach

Dziś będzie wyjątkowo nietypowo – pisanie tego tekstu przypadło na weekend sylwestrowo-noworoczny, publikacja jest zaplanowana na 2 stycznia, a to okres sprzyjający podsumowaniom i planom (przykład dał także UZP). Postanowiłem zatem ten tekst poświęcić marzeniom na przyszły rok (w końcu trwa przegląd ustawy, marzyć zatem można), choć warto zacząć od króciutkiego podsumowania tego, który właśnie upłynął.

Króciutkiego, bo chciałem zwrócić uwagę na jeden problem, który pewnie był nieunikniony od momentu, gdy zamówienia publiczne zaczęto elektronizować – ta elektronizacja to wielka wygoda, ale jednocześnie daje okazję do spektakularnych wpadek. I choć od owej pełnej elektronizacji mijają już u nas w tym momencie trzy lata, to takich wpadek nie uniknęliśmy. Część zawdzięczamy sobie – system e-zamówienia daleki jest od doskonałości, a jego kilkudniowa niewydolność w listopadzie kosztowała wiele (tylko jeden zamawiający, z którym współpracuję, musiał z jej powodu unieważnić trzy postępowania). Jednak nie tylko my mamy za uszami – nowy system ogłoszeń europejskich, eNotices2, który działa od kilku miesięcy, to katastrofa przewyższająca wszelkie obecne i historyczne formularze ogłoszeń proponowane przez UZP.

Czytaj dalej

O formularzu oferty w e-zamówieniach

O e-zamówieniach pisałem już w szponach kilkakrotnie. Jednym z głównych wynalazków, które w nich krytykowałem była informacja o złożonych ofertach wysyłana do Prezesa UZP* – w początkowym okresie niepowiązana z żadnym innym elementem systemu, niepozwalająca na ponowne wykorzystanie wprowadzonych do e-zamówień informacji (nie pobierała nawet danych zamawiającego). W tamtym tekście, z marca 2021, wspominałem, że byłoby fajnie, aby jednak takie dane się w nim pojawiały, przynajmniej z formularzy ofert.

Na formularze ofert przyszło nam trochę poczekać. Ale w końcu się pojawiły i w końcu informacja o złożonych ofertach zaczęła być z czymś w tym systemie powiązana. Zaczęła pobierać informacje z formularzy ofert składanych przez wykonawców. I wszystko byłoby pięknie i miałoby fantastyczny sens (zwłaszcza, że połączono z tym także generowanie informacji z otwarcia ofert), gdyby nie same te formularze ofert, których przygotowanie przez zamawiających i wypełnienie przez wykonawców nie jest zadaniem łatwym, a korzyść z ponownego wykorzystania informacji zamienia się w pułapkę.

Czytaj dalej

O głosowaniu

Przetarg to zabawa dla paru osób po stronie zamawiającego. Zwykle jest ich przynajmniej dwie: człowiek, który ma nieszczęście zajmować się zamówieniowymi procedurami (choć nie przeceniałbym jego przydatności ;)) i człowiek, który co nieco wie na temat przedmiotu zamówienia. Oczywiście, niekiedy mamy do czynienia z omnibusami albo z zamówieniami z zakresu zamówień publicznych i wtedy może być ich mniej, ale to sytuacja bardzo rzadka. Częściej mamy do czynienia z sytuacjami, gdy zaangażowanych ludzi jest więcej – szczególnie od strony merytorycznej, a już wyjątkowo szczególnie w przypadku projektów interdyscyplinarnych. Po prostu potrzeba składać do kupy wiedzę i doświadczenie kilku osób, aby uzyskać sensowny wynik. No i wychodzi z tego komisja przetargowa.

Oczywiście, nie jest tak, że każdy z tych ludzi jest sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Wiedza każdej z tych osób w pojedynkę w warunkach zamówienia publicznego bywa może nie bezużyteczna, ale prowadząca na manowce. Aby przetarg „zadziałał” potrzeba tę wiedzę skumulować, połączyć. Trzeba dogadywać się, wymieniać informacjami, informować o nieprzekraczalnych ograniczeniach (ale i o możliwościach do wykorzystania). Zwykle jedna osoba z tym wszystkim sobie nie poradzi. I komisje przetargowe są tworzone właśnie po to, aby otrzymać zespół, który zadziała. Który z powodzeniem zrealizuje postępowanie, pamiętając o wszelkich potrzebach, ryzykach i niestety formalnościach. Sporo jest tutaj odpowiedzialności, bo każde przeoczenie może mieć fatalne skutki podczas późniejszej realizacji zamówienia.
Czytaj dalej

O niewykorzystanym potencjale e-zamówień

Trudno mi pisać o tym, co system e-zamówienia potrafi. Korzystam z niego w tym zakresie, w którym jest to niezbędne (czyli ogłoszeń). Nie zdarzyło mi się jednak wykorzystać go jako platformy do prowadzenia zamówień. Nie mogę zatem oceniać jego funkcjonalności w tym zakresie, choć każdorazowo po opublikowaniu ogłoszenia o wyniku postępowania dostaję niepokojącego maila informującego mnie, że mam określony czas (raczej krótki) na to, aby wszelkie pliki z platformy zabrać, bo później zostaną skasowane. Szkoda, bo przecież oferując taki system, możnaby oferować także możliwość archiwizowania w nim postępowań przez wymagany prawem okres.

Nie tylko tego system nie potrafi. Są rzeczy, do których wydaje się on idealnym miejscem, a jednak ich nie oferuje – w praktyce ograniczając konkurencyjność zamówień. Ustawa wymaga m.in. od zamawiających publikowania ogłoszeń o wstępnych konsultacjach rynkowych na ich stronach internetowych. Cóż, w odniesieniu do samego obowiązku publikacji ogłoszenia mam mieszane uczucia, ale skoro jest on w ustawie, to czemuś przecież służy – przede wszystkim daniu szansy jak największej grupie wykonawców, aby mogli zaprezentować swój pogląd na przedmiot zamówienia i warunki jego realizacji. I właśnie portal e-zamówienia, w którym zamawiający publikują ogłoszenia o zamówieniu, byłby idealnym miejscem na publikowanie także ogłoszeń o wstępnych konsultacjach rynkowych. Czy to duży kłopot? Jakoś nie sądzę, choć operując w e-zamówieniach nawet w tym ograniczonym zakresie czasami doświadczam tego, że autorzy potrafią niepotrzebnie komplikować rzeczy.
Czytaj dalej

O składaniu ofert w eZamówieniach

Na początek od razu zastrzeżenie: to nie instrukcja składania ofert w eZamówieniach. Dzisiejszy tekst jest niestety czysto teoretyczny. Tydzień temu w weekend nie działała cała platforma. W ubiegłym tygodniu, w momencie rozpoczynania pisania niniejszego tekstu, była już na chodzie – ale gdy wszedłem do „Centrum pomocy” na tej platformie i próbowałem skorzystać z wersji demo, po naciśnięciu wyeksponowanego w centrum pomocy przycisku zobaczyłem komunikat: „Szanowni Państwo, Uprzejmie informujemy, że związku z pracami serwisowymi Platformy e-Zamówienia, Platforma jest tymczasowo niedostępna. Za utrudnienia serdecznie przepraszamy.” Czuję się przeproszony, ale nieusatysfakcjonowany. Pozostało zatem skupić się na dostępnych instrukcjach.

I z instrukcjami już na samym wejściu jest kilka problemów. Pierwszy z nich dotyczy sposobu ich uporządkowania. Gdy wejdziemy na stronę centrum pomocy, nie zobaczymy, która instrukcja dla kogo jest przeznaczona. Oczywiście, to nie jest tak, że zamawiającego nie będzie interesowało, jak wykonawca składa ofertę – niejeden raz odbierze telefon z wołaniem „ratunku” i będzie prowadzić krok po kroku przez portal wykonawcę, a zatem dostęp do takiej instrukcji powinien mieć. Jednak odrobina uporządkowania i podzielenia instrukcji pod względem podmiotów docelowych i faz postępowania (albo korzystania z portalu) na pewno dobrze by temu centrum pomocy zrobiła. Byłoby po prostu łatwiej.
Czytaj dalej

O porządku i nieporządku

Na świecie są dwa rodzaje ludzi. Pedanci i bałaganiarze. Oraz całe spektrum stopni pośrednich. Są tacy, którzy układają na półkach książki alfabetycznie lub rozmiarami oraz tacy, którzy nie przejmują się, dopóki mają w okolicach zlewu miejsce na położenie brudnych naczyń. W zamówieniach publicznych jest nie inaczej. Są tacy, którzy o porządek w papierach dbają i są tacy, dla których nie ma to znaczenia. Jako człowiek, któremu nieco bliżej do tej pierwszej grupy, przeżywam katusze zawsze, gdy stanę w obliczu dokumentów przygotowanych przez ludzi tego drugiego gatunku.

A tacy zdarzają się zarówno po stronie zamawiających, jak i wykonawców. I patrząc na to, jak często w dokumentach przez nich przygotowywanych zdarzają się braki, mam wrażenie, że bałaganiarstwo znacznie powiększa ryzyko popełnienia błędu. W przypadku zamawiających takim błędem będą braki w papierach, niezauważone problemy, a także – jeśli bałagan przekłada się na treść SWZ – stworzone na własne życzenie kłopoty z ofertami. No bo przecież, jeśli jasno nie sformułuje się wymagań w SWZ, efektem jest pomieszanie po stronie wykonawców i większe prawdopodobieństwo błędów i braków. Niedawno miałem do czynienia z takim przypadkiem, w którym na pozór wszystkie wymagania dotyczące oferty były zebrane w jednym miejscu, ale po ocenie ofert okazało się, że w którymś z załączników był dopisek na końcu, którego żaden z wykonawców nie zauważył. Efekt – w najlepszym przypadku strata czasu, w najgorszym strata dobrych ofert. A już nie wspominam o irytacji członków KIO czy stracie czasu przy przygotowywaniu protokołu lub sprawozdania. W przypadku wykonawców – skutkiem bałaganiarstwa są najczęściej braki w ofertach, których przecież w nieskończoność uzupełniać się nie da (a w niektórych przypadkach – w ogóle).
Czytaj dalej

O oświadczeniu osoby przygotowującej postępowanie

O oświadczeniach z art. 56 nowej ustawy Pzp pisałem w „szponach” niedawno. Tyle że wtedy było o bezsensie składania dwóch oświadczeń przez tę samą osobę w różnych momentach tego samego postępowania. Dziś będzie o składaniu oświadczeń przez osoby przygotowujące postępowanie. W pierwotnej wersji nowej ustawy w art. 56 ust. 3 znajdowała się kategoria osób, która jeszcze przed 1 stycznia 2021 została z przepisu usunięta – mianowicie „osoby wykonujące czynności związane z przygotowaniem postępowania”. Były one zobowiązane do złożenia oświadczenia o niekaralności za określone przestępstwa. Zapis ten budził pewien niepokój: osób przygotowujących zamówienie jest sporo, zidentyfikowanie ich wszystkich i zadbanie o to, aby złożyli oświadczenie przed pierwszą czynnością związaną z opisem przedmiotu zamówienia problematyczne, a już szczególnie wtedy, gdy przygotowanie postępowania rozpoczyna się bez świadomości, że skończy się to wszystko postępowaniem ustawowym.

Listopadową nowelizacją ustawodawca zrezygnował z obejmowania tej kategorii osób obowiązkiem składania oświadczeń. W ustawie pozostały jednak „osoby mogące wpłynąć na wynik postępowania”. I to zarówno w ust. 3 (kwestia niekaralności), jak i ust. 1 (kwestia potencjalnego konfliktu interesów). Tych zapisów nie ruszono i mimo usunięcia wskazania wprost osób przygotowujących postępowanie, powstała wątpliwość: czy „osoby mogące wpłynąć na wynik postępowania”, to przypadkiem nie są m.in. osoby, które to postępowanie przygotowują? Jaką intencję miał ustawodawca usuwając tę kategorię z ust. 3: chciał zrezygnować z objęcia ich oświadczeniami, czy zorientował się, że takie osoby zawierają się w kategorii szerszej, w związku z czym po prostu wyczyścił przepis z niepotrzebnego powtórzenia?
Czytaj dalej