Art. 63 ustawy Pzp nakłada na wykonawców obowiązek posługiwania się w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego podpisami elektronicznymi. Ten przepis wprost odnosi się do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu oraz oferty, jednak dalsze przepisy rozporządzeń w sprawie podmiotowych środków dowodowych (…) oraz w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…) przenoszą reguły dotyczące tych podpisów także do dalszych dokumentów składanych w toku postępowania. Powyżej progów unijnych sprawa jest stosunkowo prosta: wymagany jest podpis kwalifikowany. Natomiast poniżej tych progów ustawodawca dał większy wybór: podpis kwalifikowany jest OK, ale równie dobre są podpis zaufany oraz podpis osobisty*.
Już nieraz pisałem to na tych łamach i pewnie nieraz powtórzę – moim zdaniem mamy do czynienia z nadgorliwością ustawodawcy i utrudnianiem życia wykonawcom. Owszem, chwała mu, że w zamówieniach krajowych wachlarz możliwych do zastosowania podpisów jest szerszy niż w postępowaniach unijnych. Ale choć wachlarz jest większy (trzy rodzaje podpisów), to wciąż stanowi on ograniczenie możliwości wykonawców i wciąż stanowi dla nich kłopot. I tak, zdaję sobie sprawę, że mówimy o pieniądzach całkiem sporych, bo jak obiektywnie spojrzeć choćby na 130 000 zł, to to jest kupa kasy i warto zadbać o jej bezpieczne wydanie. Czy jednak z tego powodu nie można ufać wykonawcom, że nie są tymi za kogo się podają? Ja bym zaufał. Mniejsza jednak z tym, dziś ma być o podpisie osobistym.
Podpis osobisty to szczególny wynalazek. Wymyślono podpis zakodowany w dowodzie osobistym, który jest równie kłopotliwy w stosowaniu jak podpis kwalifikowany (wymaga specjalnego sprzętu oraz specjalnego oprogramowania), ale nie jest równie pewny jak on, w związku z czym zakres jego użycia jest bardzo boleśnie w życiu ograniczony. Czyli wiele zamieszania, a niewiele efektu. Odkąd w ustawie Pzp podpis osobisty się pojawił, ani razu nie zetknąłem się z jego zastosowaniem przez wykonawców i w gruncie rzeczy wcale się nie dziwię.
No dobrze, jednak poprawka: spotkałem się z wykonawcą, który myślał, że użył podpisu osobistego przy podpisaniu oferty. Wykonawca ten był świadom elektronizacji zamówień publicznych, świadom konieczności używania podpisów elektronicznych, ale gdy zobaczył hasło „podpis osobisty”, to osobiście podpisał wydrukowaną ofertę, następnie zeskanował ją i wysłał skan zamawiającemu. Był zdziwiony, gdy okazało się, że jego podpis osobisty nie okazał się tym, który zamawiający opisał w specyfikacji. I szczerze mówiąc – ja wykonawcy się nie dziwię. W rynku zamówień publicznych (zwłaszcza w postępowaniach krajowych) biorą niekiedy udział wykonawcy, którzy robią to bardzo sporadycznie albo wręcz po raz pierwszy. Którzy nie mają obeznania w pojęciach używanych w Pzp. Którzy na dodatek nie czytają dokładnie SWZ i nie podążają w ślad za licznymi tam zazwyczaj odesłaniami do aktów prawnych (z Pzp na czele, ale nie tylko)**.
Skoro już chcemy te trzy nieszczęsne podpisy (a nie wystarczy np. rejestracja w jakimś systemie potwierdzona weryfikacją adresu e-mail czy numeru telefonu), to przynajmniej nie nazywajmy jednego z nich „podpisem osobistym”, bo bez objaśnienia nikt niemający wcześniej do czynienia z takim określeniem nie będzie miał pojęcia, o co chodzi. A może w ogóle zrezygnujmy z tego wynalazku, bo nie zanosi się na to, aby owe dowody osobiste z warstwą podpisu elektronicznego realizowanego w taki sposób zdobyły szerszą popularność – wszak ten podpis nie daje pewności, jaką daje podpis kwalifikowany, a jednocześnie jest bardziej kłopotliwy w użyciu niż dający podobną pewność podpis zaufany (stosowany zresztą w szeregu innych kontaktów przedsiębiorców z machiną państwową).
*) Choć ta reguła nie jest uniwersalna: na przykład do zawarcia umowy o zamówienie publiczne nie wystarczy podpis zaufany lub osobisty.
**) Cóż, pewnie niewiele się pomylę, gdy stwierdzę, że SWZ od deski do deski nikt nie czyta.
Dlatego w swoich swz, po każdym wyrażeniu „podpis osobisty” dodaję: „(elektroniczny)”.
Może nie do końca zgodne z ustawami i dla tych co się znają brzmi trochę śmiesznie, ale dla tych co nie słyszeli daje do myślenia, że podpis osobisty to niekoniecznie ten, który składają na każdym papierowym dokumencie.