O znakach towarowych, umowach i wolnej ręce

O tym, że przepisy ustawy zakazujące używania znaków towarowych (a raczej – pozwalające na ich użycie tylko pod pewnymi warunkami) są nazbyt rygorystyczne, już w „szponach” pisałem, i to nie raz (przede wszystkim chyba w dwóch tekstach: przed dekadą i dwa lata temu). Stanowisko moje się nie zmieniło i tym bardziej cieszy mnie, że wątek ten pojawił się także przy dokonanym ostatnio przeglądzie regulacji unijnych. Jednak od „pojawienia się wątku” do zmian legislacyjnych droga daleka i szczerze mówiąc wątpliwa, bo unijni biurokraci zagrożenia dla konkurencji widzą bardzo szeroko.

No dobrze, przepisy mamy, jakie mamy, znaków towarowych nie powinno się używać, a jeśli tak – to ze wskazaniem równoważności. Zakaz ten odnosi się do opisu przedmiotu zamówienia, który co do zasady jest elementem łączącym wszystkie etapy postępowania – opis, który jest elementem dokumentów zamówienia, jest potem elementem umowy. Można byłoby zatem pomyśleć, że znak towarowy nie pojawi się w umowie nigdy (lub pojawi się, ale z zastrzeżeniem równoważności).

Czytaj dalej

O zamówieniu uzupełniającym do zamówienia mieszanego

Zasady udzielania zamówień, które niegdyś zwane były zamówieniami uzupełniającymi (i ja się jakoś do tej nazwy przywiązałem), a ostatnio częściej nazywane są zamówieniami podobnymi, ustawodawca uzależnił od tego, jaki charakter ma zamówienie. Art. 214 ust. 1 pkt 7 Pzp odnosi się do usług i robót budowlanych i wymaga m.in. przewidzenia możliwości udzielenia takich zamówień już w ogłoszeniu o zamówieniu pierwotnym. Z kolei art. 214 ust. 1 pkt 8 odnosi się do dostaw i nie wymaga obecnie takiego zastrzeżenia w warunkach pierwotnego przetargu, ale konieczne jest za to spełnienie dodatkowych warunków dotyczących przedmiotu dostaw.

Odchodząc jednak od szczegółowych warunków stosowania zamówienia z wolnej ręki na podstawie tych przesłanek, warto zwrócić uwagę na małą różnicę w ich konstrukcji. W art. 214 ust. 1 pkt 7 Pzp zapisano, że wykonawcy, któremu wcześniej udzielono zamówienia na usługi lub roboty, można zlecić podobne usługi lub roboty. W art. 214 ust. 1 pkt 8 jest natomiast inaczej: wykonawcy, któremu wcześniej udzielono zamówienia, można zlecić podobne dostawy, jednak nigdzie mowy o tym nie ma, że pierwotne zamówienie miało być zamówieniem na dostawy. Oczywiście, wydaje się to logiczne samo przez się, bo przecież, aby była mowa o podobnych dostawach, musi być jakiś ich wzorzec w zamówieniu wcześniejszym, konkurencyjnym. Ale czasami sytuacja się komplikuje.

Czytaj dalej

O warunkach udzielania zamówień uzupełniającyh

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami (w moim przypadku), ilość roboty rośnie lawinowo (zawsze jakoś jedno z drugim idzie w parze, choćby człowiek na początku roku planował coś odwrotnego), więc dziś znowu będzie nieco trywialnie i dość krótko. Wrócę do tematu zamówień niegdyś nazywanych „uzupełniającymi”, który poruszałem na tych łamach m.in. przed dwoma laty. Wtedy pisałem o nadmiernych (w mojej opinii) oczekiwaniach co do szczegółowości opisu zakresu takiego zamówienia. Dziś będzie o innym problemie, tym razem wynikającym nie z twórczej interpretacji przepisów ustawy, ale wprost z nich – z art. 214 ust. 2 Pzp.

Umieszczono tam wymóg wskazania zakresu ewentualnych zamówień uzupełniających (dotyczących usług i robót) i opisu warunków, na jakich będą udzielane. I szczerze mówiąc – irytuje mnie już nawet kwestia redakcyjna. Zakładam, że ustawa byłaby w tym zakresie znacznie bardziej przejrzysta, gdyby te zasady umieścić wprost w art. 214 ust. 1 pkt 7 lub ewentualnie art. 134 ust. 2 pkt 8. To przecież tylko kilka słów, które czytelności wyżej omówionych przepisów w żaden sposób by nie zaburzyły, a czytelność ustawy jako takiej – podniosły.

Czytaj dalej

O braku ofert i zamówieniu z wolnej ręki

Mamy w ustawie Pzp przepisy, które pozwalają na skorzystanie z trybu zamówienia z wolnej ręki w przypadku, gdy wcześniejsze postępowanie konkurencyjne (nie wiedzieć czemu tylko w niektórych trybach – powyżej progów unijnych przetarg nieograniczony lub ograniczony, a poniżej progów unijnych tryb podstawowy) zostało unieważnione z powodu braku ofert lub z powodu odrzucenia wszystkich ofert na podstawie określonych przesłanek (warto zwrócić uwagę, że ich zakres się różni w zależności od tego, czy jesteśmy powyżej, czy poniżej progu unijnego).

Oczywiście, mamy też wymóg, aby w takim przypadku pierwotne warunki zamówienia (a więc te z postępowania konkurencyjnego) nie zostały w istotny sposób zmienione, co powoduje, że możliwości w zakresie negocjowania warunków umowy zostały znacząco zredukowane w stosunku do „normalnego” zamówienia z wolnej ręki. Oczywiście, nie każdy warunek da się zachować – w trybie zamówienia z wolnej ręki nie da się na przykład zażądać wadium. Niemniej wykonawcy powinni wykazać spełnianie warunków udziału i brak przesłanek wykluczenia w zakresie, w jakim stawiane one były także w poprzednim postępowaniu, trudno też tutaj mówić o możliwości takiej zmiany warunków umowy, która mogłaby mieć wpływ na to, czy i jakie oferty złożono w poprzednim postępowaniu.

Czytaj dalej

O zamówieniach kiedyś nazywanych „uzupełniającymi”

Zamówienia, które na gruncie starej ustawy Pzp nazywaliśmy „uzupełniającymi” (w odróżnieniu od „dodatkowych”) dziś już takiej nazwy nie noszą. Jednak mechanizm w ustawie pozostał i nie uległ rewolucyjnym zmianom w porównaniu do rozwiązań, które mieliśmy w art. 67 poprzedniej ustawy Pzp. No, na jedną zmianę trzeba zwrócić uwagę – poprzednio takie zamówienia były limitowane do wartości 50% zamówienia podstawowego, teraz ustawa żadnego limitu nie narzuca. Zamawiający może sobie hulać, jak mu się żywnie podoba, pod warunkiem, że wcześniej całe to swoje przyszłe potencjalne „hulanie” doliczy do wartości zamówienia podstawowego.

Przepis art. 214 ust. 1 pkt 7 (pkt 8 pozostawmy na boku – w zakresie dostaw również wiele się nie zmieniło, a więc pozostały przesłanki bardzo mocno ograniczające korzystanie z dobrodziejstw „uzupełniających” w zamówieniach takiego rodzaju) stanowi, że temu samemu wykonawcy w okresie trzech lat od podpisania umowy zamawiający może udzielić zamówienia na „powtórzenie podobnych usług lub robót budowlanych”, o ile to było przewidziane w ogłoszeniu o zamówieniu dla zamówienia podstawowego, wartość była uwzględniona w wartości zamówienia podstawowego i wreszcie „jest zgodne z jego przedmiotem”.
Czytaj dalej

O 90% przychodu

Walka o odpady - rys. Wanda Bednarczyk

Rys. Wanda Bednarczyk

Dziś temat nie jest oryginalny – chodzi o niedawny wyrok KIO o dziesięciu sygnaturach (dla porządku wypada je podać: 561, 563, 573, 574, 575, 577, 579, 581, 587 i 589/22) w budzącej wielkie zainteresowanie sprawie odbioru odpadów na terenie Warszawy. No, odpady to rzecz w dzisiejszych czasach przynosząca pieniądze, ale zainteresowanie tym wyrokiem wynika przede wszystkim z jego potencjalnej precedensowości – może mieć on duże znaczenie dla interpretowania zasad zamówień udzielanych podmiotom powiązanym (in house) w polskich warunkach. Choć mam nadzieję, że podejście KIO zaprezentowane w tym wyroku jednak się nie przyjmie.

O samych zamówieniach „in house” pisać tu nie zamierzam – poświęciłem temu tematowi co najmniej dwa teksty w „szponach”: przed siedmioma laty i przed trzema laty. W największym skrócie jest to grupa zamówień, która jest wyłączona ze stosowania dyrektyw zamówieniowych, ponieważ unijny ustawodawca uznał, że stanowią one wewnętrzną sprawę zamawiających. Nasz krajowy ustawodawca uznał, że zamówienia takie należy włączyć do ustawy i obwarować pewnymi procedurami (zaostrzając przy tym nieco warunki ich stosowania), choć są to procedury ograniczone – takich zamówień udziela się w trybie zamówienia z wolnej ręki.
Czytaj dalej

O wolnej ręce po nieudanym przetargu

W przepisach o zamówieniach publicznych już od 21 lat znajduje się przesłanka pozwalającą na zastosowanie zamówienia z wolnej ręki w przypadku niepowodzenia we wcześniejszych postępowaniach przetargowych. Oczywiście nie w każdym przypadku. Gdy pierwszy raz pojawiła się w ustawie, była w niej mowa o unieważnieniu wcześniejszego postępowania prowadzonego w trybie przetargu nieograniczonego z powodu braku wymaganej liczby ofert (wówczas wymagane minimum to były dwie oferty), o ile przedmiot zamówienia można było uzyskać tylko u jednego wykonawcy. Dodatkowo zastrzeżono, że pierwotne warunki zamówienia nie mogą zostać w sposób istotny zmienione. Przepis ewoluował, wyleciał z niego dopisek o możliwości uzyskania zamówienia u jednego wykonawcy (mocno utrudniający możliwość skorzystania), pojawiło się także odrzucenie wszystkich ofert, przejściowo obowiązywał wymóg unieważnienia aż dwóch postępowań, ale zasada wciąż pozostawała podobna.

Obecnie mamy art. 214 ust. 1 pkt 6 Pzp – odsyła on do dwóch trybów, w których mogło być prowadzone wcześniejsze postępowanie (przetargu nieograniczonego oraz przetargu ograniczonego), mówi o unieważnieniu postępowania z powodu braku wniosków lub ofert oraz unieważnieniu postępowania z powodu odrzucenia wszystkich wniosków lub ofert. Ogranicza się przy tym do dwóch rodzajów podstaw prawnych tego odrzucenia – albo chodzi o niezgodność oferty z opisem przedmiotu zamówienia, albo (to nowość w porównaniu z poprzednimi zasadami) zamawiający nie dostał wszystkich papierów na brak przesłanek wykluczenia lub spełnianie warunków, względnie ktoś po prostu podlega wykluczeniu lub nie spełnia warunków. Najważniejsza zasada (pierwotne warunki zamówienia nie zostały w sposób istotny zmienione) jest dziś słowo w słowo identyczna, jak w 2001…
Czytaj dalej

O zakazie podwykonawstwa w zamówieniu z wolnej ręki

Art. 214 ust. 9 ustawy Pzp zawiera (zaczerpnięty zresztą z art. 36a starej ustawy) zapis o tym, że jeśli zamawiający udziela zamówienia podmiotowi wewnętrznemu (in-house), ów podmiot nie może powierzyć podwykonawcy wykonania „głównego przedmiotu zamówienia”. Zasada pojawiła się w ustawie wraz z ujęciem w niej zamówień in-house w ogóle (zresztą, nieszczęśliwym, bo w wielu przypadkach obowiązek stosowania nawet tak skromnych procedur, jakie mamy przy zamówieniu z wolnej ręki, stanowi biurokratyczną barierę w transakcji – bądź co bądź – czysto wewnętrznej). W komentarzach można znaleźć dla niej uzasadnienia – np. Prezes UZP w swojej opinii „Współpraca publiczno-publiczna w rozumieniu ustawy Pzp” (dostępnej na tej stronie) wskazał, że zasada stanowi tylko implementację podstawowych zasad systemu i służy do tego, aby zapewnić konkurencyjność przy nabywaniu usług przez zamawiających i podmioty przez nich kontrolowane. Chodzi o niedopuszczenie do sytuacji, w której podmiot wewnętrzny nie ma zdolności do realizacji i staje się tylko pośrednikiem w dalszym zleceniu usług.

W skrajnym przypadku miałoby to prowadzić do wyprowadzenia zamówienia poza system zamówień publicznych – choć w praktyce trudno sobie wyobrazić. Bo chyba dość trudno utworzyć spółkę w taki sposób, aby nie łapała się na zasady zapisane w art. 4 pkt 3, a jednocześnie aby była podmiotem wewnętrznym w rozumieniu art. 67 ust. 1 pkt 11–14. Oba te cele nieco wchodzą w sobie w paradę: aby uniknąć art. 4 wypadałoby aby spółka nie zaspokajała potrzeb o charakterze powszechnym, ale aby zapewnić spełnienie wymagań z art. 67 wypada udowodnić, że wykonuje zadania powierzone przez zamawiającego – zdecydowana większość zamawiających ma jednak realizować cele publiczne, a nie komercyjne. No, ale być może moja wyobraźnia jest tutaj zbyt mała i jest możliwość udzielenia zamówienia in-house podmiotowi, który ustawy nie musi stosować i mógłby potem podzlecić to zamówienie komubądź na dowolnych zasadach. Jednak sama idea zlecenia zamówienia podmiotowi wewnętrznemu tylko wtedy, gdy ma on zdolność do jego realizacji ma jakiś sens. Choćby dlatego, że zlecając zamówienie bezpośrednio zdolnemu do jego realizacji wykonawcy zewnętrznemu unika się pośrednika, który zwykle powoduje podniesienie kosztów przedsięwzięcia.
Czytaj dalej

O przesłankach wyboru trybów

Świat się zmienia, słowo pisane coraz częściej ustępuje podcastom czy filmom. Ja do takich form przekazu jakoś przekonać się nie mogę. Zdarzają się jednak takie, które moją niechęć przełamują. Tym razem był to wywiad przeprowadzony na podcastowym kanale SIDiRu „PRZE:budowa”. Godzinna rozmowa z Dariuszem Kobą na temat „liftingu” zamówień publicznych, jego sensu i skutków dostępna pod adresem https://prze-budowa.simplecast.com/episodes/system-zamowie-publicznych-po-liftingu-dlaczego-niewiele-si-zmieni. A wśród wszystkich tematów, jakie tam zostały poruszone, jeden mnie odrobinę zaskoczył. Głównie dlatego, że sam na ten pomysł nie wpadłem, a jest poniekąd genialny w swojej prostocie. A chodzi o przesłanki zastosowania trybów innych niż te tzw. „podstawowe”.

Idea polega na tym, aby przesłanki zastosowania trybów nie dawały prawa do skorzystania z danego trybu postępowania, ale nakładały obowiązek, aby to zrobić. Czyli jeśli mamy do czynienia z brakiem gotowych rozwiązań na rynku, istnieje szczególny stopień złożoności lub ryzyko związane z przedmiotem zamówienia, albo przedmiot obejmuje rozwiązania projektowe – trzeba zastosować negocjacje z ogłoszeniem. No, może ten tok rozumowania jest odrobinę utrudniony, bo mamy ujednolicone przesłanki zastosowania negocjacji z ogłoszeniem oraz dialogu konkurencyjnego. Ale gdyby w tych sytuacjach przed zamawiającym stał tylko taki wybór, i tak byłoby o niebo lepiej. Dlaczego lepiej? Bo tych negocjacji w zamówieniach naprawdę nam brakuje. Bo niemal wszystkie zamówienia na rynku są prowadzone pod dyktando zamawiających, a wykonawcy nie mają w nich nic do powiedzenia, nawet jeśli mogliby powiedzieć coś sensownego (w tym wywiadzie – świetny przykład, podany z wyjątkową lekkością, w postaci rozmowy z prawnikiem).
Czytaj dalej