O nierównym traktowaniu zamawiającego i wykonawcy

Jedną z naczelnych zasad zamówień publicznych jest zasada równego traktowania. Oczywiście, chodzi tutaj o równe traktowane wykonawców przez zamawiającego, ale coraz więcej mówimy o tym, że zamawiający także powinien stawiać się raczej w roli partnera wykonawcy niż bezlitosnego poganiacza niewolników. Jasne, w tym zakresie nigdy do ideału nie dojdziemy – zawsze główne warunki, na których udzielane jest zamówienie, będzie kształtować zamawiający, a więc jego pozycja w postępowaniu będzie mocniejsza. Byleby tylko korzystał z tej pozycji z głową – niech będzie tyranem, ale oświeconym, działającym racjonalnie.

Niestety, niekiedy ustawodawca w tym uprzywilejowaniu pozycji zamawiającego posunął się za daleko. Przykładem są niedawne wydarzenia – atak hakerski na platformę e-Zamówienia zaowocował koniecznością unieważnienia przez zamawiających postępowań, dla których termin składania ofert upływał akurat tego dnia. Unieważnienia z powodu wady niemożliwej do usunięcia – ponieważ platforma nie działała, zamawiający nie mogli przesunąć terminu składania ofert przed jego upływem (zresztą, to też nie jest pstryknięcie palcami, tego się nie zrobi w 10 minut). Ponieważ termin nie był przesunięty, wykonawcy zostali pozbawieni szansy na złożenie ofert. Efekt: wypaczona konkurencja.

Gdzie tu nierówne traktowanie? W art. 222 ustawy Pzp: jeśli zamawiający ma kłopoty z otwarciem ofert, może sobie to otwarcie przełożyć do momentu, w którym kłopoty miną. Oczywiście, praktyczna realizacja tego pomysłu jest kłopotliwa: jeśli strona postępowania i platforma do otwarcia ofert to części tego samego systemu, wykonanie dyspozycji art. 222 ust. 3 Pzp też może być niemożliwe (w przypadku większej awarii, obejmującej różne moduły systemu, czy, jak tym razem, w przypadku ataku na system paraliżujący całkowicie komunikację z nim). No bo jeśli system w ogóle nie działa, nie będzie dało się opublikować w nim informacji o awarii i przesunięciu terminów.

Jednak sytuacja z ostatniego poniedziałku pokazała, że to co mamy w art. 222 ust. 2 to także za mało. Bo przecież wciąż panuje zwyczaj składania ofert na ostatni dzień, na ostatnią chwilę. W sytuacji awarii mechanizmu uniemożliwiającej składanie ofert ustawa powinna przewidywać mechanizm pozwalający przesunąć nie tylko samo otwarcie, ale i składanie ofert. I to automatycznie, bez konieczności dodatkowych czynności zamawiającego lub ze zgodą na dokonanie niektórych czynności w sposób sprzeczny z dotychczasową logiką postępowania (obejmującą zakaz zmian SWZ po terminie składania ofert) – na przykład poprzez automatyczne założenie, że w przypadku awarii termin składania ofert zostaje przedłużony, a zamawiający podaje nowy termin składania ofert niezwłocznie, gdy tylko awaria zostanie usunięta.

To nie jest ani pierwszy, ani zapewne ostatni taki kłopot z e-Zamówieniami. Taka historia może się powtórzyć, a nie da się wykluczyć zwykłej awarii. To koszt korzystania z systemów informatycznych, z którym trzeba się liczyć. Nie można ich z tego powodu przekreślać, choć warto zastanowić się nad rozwiązaniem powstających problemów.

Ps. No dobra, moja propozycja idealna nie jest. Niekiedy wykonawcy widzą awarię systemu tam, gdzie wszystkim innym ten system działa. Na takie przypadki jednak nic się nie poradzi, a zapewne da się po prostu awarię zdefiniować w taki sposób, aby nie wylewać dziecka z kąpielą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *