O obowiązku zatrudnienia na podstawie stosunku pracy

O tym, że art. 95 i art. 438 ustawy Pzp są przerzuceniem na zamawiających obowiązków, których pilnować powinien ktoś inny, już w szponach pisałem rok temu (skoro ani wykonawcy, ani zamawiającemu nie zależy na tym, aby faktycznie tego pilnować, efekt regulacji pozostaje wyłącznie na papierze). Oba te przepisy dotyczą obowiązku zatrudniania przez wykonawców osób wykonujących określone czynności na podstawie stosunku pracy i obowiązku wskazywania przez zamawiającego zakresu tych czynności – o ile przedmiotem zamówienia są usługi lub roboty budowlane. Przy czym zamawiający nie ma tu dowolności w określeniu tego zakresu: jego obowiązek zaczyna się od tego, że ma zidentyfikować, które czynności w ramach zamówienia mają taki charakter, że powinny być wykonywane przez osoby zatrudnione na podstawie stosunku pracy.

Jedyną wytyczną w przepisach pozwalającą na ocenę, czy dana czynność ma odpowiedni charakter jest jedno zdanie zawarte w art. 22 § 1 kp, gdzie opisano cechy charakterystyczne stosunku pracy: odpłatność pracy, wykonywanie jej pod kierownictwem pracodawcy, w czasie i miejscu przez niego wskazanym. Szczerze mówiąc, niewiele to pomaga, więc aby wypełnić obowiązek wynikający z art. 95 Pzp zamawiający powinni robić doktorat z orzecznictwa wydanego na podstawie tego przepisu.

Czytaj dalej

O KSeF i PEF

O KSeF i PEF oczywiście w zamówieniach publicznych, a nie w ogóle. Choć w gruncie rzeczy nie ma za wiele do pisania. KSeF jaki jest każdy widzi i na postępowania zamówieniowe w ogóle nie wpływa. No, wpływa nieznacznie na projektowane postanowienia umowy, w których dotychczasowe postanowienia dotyczące przekazywania faktur wypada uzupełnić o jedno zdanie dotyczące KSeF. Dlaczego uzupełnić, a nie zastąpić? Ano dlatego, że nawet po 1 kwietnia 2026, a więc po magicznej dacie, gdy obowiązek stosowania systemu obejmie niemal cały rynek, pozostanie to „niemal”. I zawsze może się zdarzyć, że w zamówieniach trafi nam się podmiot nieobjęty obowiązkiem wystawiania faktur w tym systemie – np. wykonawca zagraniczny, osoba nieprowadząca działalności czy firma zwolniona z tego obowiązku z powodu niskich obrotów. A zatem czasami faktury będą mogły trafić do zamawiających „po staremu”, ale tylko wtedy, gdy wykonawca nie będzie zobowiązany do używania KSeF.

Nie ma jednak sensu demonizowanie KSeF. Nawet jeśli o nim nie będzie napisane w umowie, i tak będzie stosowany, bo tego chcą przepisy. Nawet jeśli w już zawartych umowach są zapisy o przekazywaniu faktur w inny sposób, to i tak w praktyce strony będą musiały się zachowywać zgodnie z prawem, o ile ustawodawca tak im każe. Jeśli więc strony takiej umowy nie zmienią, nie wprowadzą do niej informacji o przesyłaniu faktur przez KSeF, a faktury będą przesyłane i przyjmowane przez ten system, nikt zamawiającemu głowy za to nie urwie. To przecież sprawa oczywista, wynikająca z ogólnie obowiązujących norm, w żaden sposób nie wpływająca na sam proces udzielenia zamówienia – jeśli oceniać ją na gruncie art. 454 ust. 2 Pzp, jest to bezdyskusyjnie zmiana nieistotna.

Czytaj dalej

O ofertach częściowych i umowach częściowych

Codziennością zamówieniową są przetargi, w których zamawiający dopuszczają składanie ofert częściowych. W zdecydowanej większości takich przypadków nie ustanawiają ani limitu części, na które jeden wykonawca może złożyć ofertę, ani limitu części, w których może wybrać jednego wykonawcę – zwykle mamy do czynienia tutaj z dowolnością. I niejednokrotnie się zdarza, że jeden wykonawca składa ofertę w kilku częściach danego postępowania, a potem wygrywa w więcej niż jednej.

Dopuszczenie ofert częściowych oznacza po stronie zamawiającego konieczność uwzględnienia tego faktu w dokumentach zamówienia – i chodzi tutaj nie tylko chodzi o opisanie tych części oraz ewentualnych ograniczeń dotyczących składania lub wyboru ofert (wspomnianych w akapicie powyżej), ale także o rozróżnienie warunków udziału w postępowaniu (cóż, niekiedy konieczne są różne warunki do różnych części, albo ich kumulacja) czy kryteriów oceny ofert (nie zawsze w danych częściach stosuje się identyczny schemat oceny, niekiedy stosuje się różne modele, uwzględniając specyfikę części). Czasami są inne projektowane postanowienia umowy.

Czytaj dalej

O ogłoszeniu o wykonaniu umowy i zmianach umowy

O problemach z ogłoszeniem o wykonaniu umowy już w „szponach” pisałem, ale raczej o takich bardziej fundamentalnych: trzy i pół roku temu o stwierdzaniu nienależytego wykonania umowy i jego skutkach oraz w ubiegłym roku o kłopotach z tym ogłoszeniem przy umowie zawartej na czas nieoznaczony. W tej pierwszej sprawie byłem niestety prorokiem – ogłoszenia o wykonaniu umowy pojawiają się jako dowody nienależytego wykonania przed KIO, choć na szczęście nie są przyjmowane bezkrytycznie (swoją drogą, łatwiej za ich pomocą udowodnić należyte wykonanie, o czym choćby pisze UZP).

Dziś będzie jednak o drobiazgu znacznie mniej fundamentalnym, a praktycznym – z którym zamawiający spotykają się wypełniając ten formularz ogłoszenia w systemie e-zamówienia. Mianowicie jednym z pól obowiązkowych ogłoszenia jest wskazanie, ile było zmian w umowie. A jeśli wskaże się tam liczbę większą niż 0, automatycznie otwierają się dodatkowe obowiązkowe pola do wypełnienia – bodajże sześć. I choć odrobinę mnie dziwią (na przykład, jeśli już UZP chce wchodzić w szczegóły, nie rozumiem dlaczego pyta o krótki opis zamówienia po zmianie zamiast o opis zmiany), ale są do przeżycia. Z wyjątkiem jednego.

Czytaj dalej

O nieużywaniu i nadużywaniu kar umownych

Wiele raz pisałem już w „szponach” o problemach z przygotowaniem i realizacją umów o zamówienie publiczne, ale chyba ani razu głównym tematem nie były kary umowne w nich przewidywane (choć może gdzieś pojawiły się w ramach innego wątku). Czas to nadrobić, bo przecież kary to niezwykle istotny instrument, którego celem jest zabezpieczenie interesu zamawiającego. Ważne jest jednak, by używać go z głową. Problemów z karami (ich adekwatnością, szczegółowością, sposobem opisania) jest mnóstwo, dziś będzie jednak o dwóch, które podsunęła mi niedawno życie.

Mianowicie wątek kar umownych wypłynął w ramach przygotowywania zamówienia publicznego, które jest powtarzane mniej więcej co roku. Wydawałoby się, że dla osób po stronie zamawiającego to wymarzona sytuacja, bo papiery są gotowe, wystarczy je zweryfikować, a nakład pracy jest znacznie mniejszy niż w czymś, co tworzy się od zera. Jednak ta weryfikacja jest kluczowa, człowiek cały czas się uczy, świat idzie do przodu, i czasami warto nawet utarte schematy zmieniać (a z pewnością za każdym razem powinno się o nich choć chwilę pomyśleć). W tym konkretnym przypadku w ramach zmieniania utartych schematów od jakiegoś czasu powtarza się jedno: trzeba dołożyć kar umownych.

Czytaj dalej

O obiektywnej przyczynie określenia terminu datą

Podczas dwóch dni spędzonych w towarzystwie Dariusza Koby na rozmowach o umowach w sprawie zamówień publicznych (i zresztą nie tylko) poruszony został też temat art. 436 pkt 1 Pzp, który leżał sobie w kolejce do opisania w „szponach”. Jaka to obiektywna przyczyna może uzasadnić wskazanie terminu realizacji umowy konkretną datą, zamiast dniami, tygodniami czy miesiącami? I co zrobić, jeśli datę się wyznaczy, a termin podpisania umowy się przeciąga?

Przepis miał za zadanie ukrócić bardzo niedobrą praktykę zamawiających, wyznaczających dość powszechnie terminy realizacji zamówienia konkretnymi datami, bez zważania na to, że czas trwania postępowania jest w momencie składania oferty nieodgadniony i jeśli pojawią się w nim nadzwyczajne atrakcje (albo zamawiający, bądź co bądź gospodarz postępowania, będzie działał bardzo wolno) może się okazać, że nie będzie się dało wykonać zamówienia w wyznaczonej dacie, choć wcześniej mogło wydawać się coś innego.

Czytaj dalej

O dokumentach zamówienia, ofercie i umowie

W każdym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego (no, prawie w każdym, bo możemy tu wyłączyć te realizowane w trybie zamówienia z wolnej ręki) mamy do czynienia z następstwem zdarzeń i kluczowych dokumentów. Najpierw zamawiający ogłasza zasady postępowania, publikując dokumenty zamówienia. Potem wykonawca odpowiada na te dokumenty składając ofertę, a w ślad za nią także przedmiotowe czy podmiotowe środki dowodowe. Wreszcie nadchodzi trzeci etap i dokument wiążący wszystko – umowa, która wieńczy postępowanie i jednocześnie rozpoczyna to, co w tym wszystkim najważniejsze, czyli realizację przedmiotu zamówienia.

Ta umowa jest niejako podsumowaniem dwóch wcześniejszych elementów postępowania – z jednej strony wymagań zamawiającego zawartych w dokumentach zamówienia (których przecież naturalnymi elementami są projektowane postanowienia umowy i opis przedmiotu zamówienia), a z drugiej strony warunków realizacji wynikających z oferty wykonawcy. Czasami to będzie tylko cena, a czasami znacznie więcej elementów – najczęściej są to rzeczy oceniane w kryteriach, ale niekiedy także i te, od których zależy uznanie za spełnienie warunków udziału w postępowaniu.

Czytaj dalej

O premii dla wykonawcy

Kary są normą w umowach o zamówienie publiczne. To poniekąd oczywiste – pomijając aspekt rekompensaty szkód wywołanych niewłaściwym wykonaniem zamówienia, mają one charakter dyscyplinujący. Wykonawca powinien wiedzieć, że zawalenie sprawy nie skończy się tylko rozwiązaniem umowy, ale i trzepnie go po kieszeni. To ma mobilizować go do prawidłowej realizacji kontraktu, w terminach i zgodnie z wymaganiami zawartymi w umowie (te terminy są tu wyróżnione, bo chyba najczęściej właśnie ich kary dotyczą i najczęściej są tutaj nakładane).

Mamy więc kij. Ale budowanie motywacji może być realizowane nie tylko za pomocą kija – istnieje bowiem przecież także możliwość oferowania marchewki. W zamówieniach publicznych z taką marchewką jest kłopot. Mamy umowę, w której świadczenia pojawiają się z dwóch stron: wykonawca robi coś dla zamawiającego, a ten ostatni płaci wykonawcy kwotę, jaka wcześniej została podana w ofercie. Można zatem powiedzieć, że dodatkowa marchewka jest niepotrzebna – prawidłowe wykonanie prac powinno obie strony wystarczająco usatysfakcjonować (zamawiający cieszy się z realizacji zamierzonego celu, wykonawca otrzymuje odpowiednią zapłatę).

Czytaj dalej

O gotowości do realizacji zamówienia

A właściwie o płaceniu przez zamawiającego za tę gotowość wykonawcy. Nie jest to (przynajmniej jeśli szukamy takiej płatności wyodrębnionej w warunkach zamówienia) zjawisko częste w zamówieniach publicznych. Są jednak takie branże, w których stało się codziennością, niemal nieodzowną. Pamiętam jednak dawne czasy i podejście pewnego kontrolującego kwestionującego taką pozycję w umowie. No bo jak to tak – przecież to płacenie za „nicnierobienie”, a więc nie jest to racjonalne i efektywne wydatkowanie środków publicznych…

To był akurat specyficzny przypadek, ale branżą, w której opłata za gotowość mocno wzrosła w krajobraz (całkiem słusznie) jest branża odśnieżania. Wszystko dlatego, że jest to przedsięwzięcie o potencjalnie bardzo dużym jednoczesnym zapotrzebowaniu na usługi (gdy spadnie śnieg trzeba odśnieżyć naraz wszystko i wszędzie) oraz bardzo dużej nieprzewidywalności (zwłaszcza teraz, gdy zimy nie przypominają tych z czasów mojego przynajmniej dzieciństwa). Bo to wszystko oznacza, że potencjalny wykonawca takiego odśnieżania musi mieć w gotowości dużo ludzi, dużo sprzętu, a ich wykorzystanie następuje tylko okresowo i nie da się tego z góry przewidzieć (a przynajmniej – z rozsądnym wyprzedzeniem, czyli na początku realizacji kontraktu).

Czytaj dalej

O przeglądach gwarancyjnych

Gwarancja to jedno z podstawowych narzędzi używanych przez zamawiających w celu zapewnienia odpowiedniej jakości otrzymywanych dostaw, usług czy robót budowlanych. Wykonawca jest zobowiązany do usuwania wad czy usterek, a zamawiający może dysponować częścią zabezpieczenia należytego wykonania umowy w przypadku niewywiązywania się przez wykonawcę z jego obowiązków. Jednak gwarancja ma swoje granice. Wskazane jest określić te granice w umowie o zamówienie publiczne, w innym przypadku bowiem cały ten instrument może stracić sens.

Oczywiście, postanowienia dotyczące gwarancji powinny normować takie rzeczy jak usterki wyłączone z gwarancji (np. działania osób trzecich, jeśli przedmiot zamówienia nie ma być idiotoodporny, akty wandalizmu itp.), sposób i terminy usuwania usterek. Jest jednak jeden problem, z którym czasami trudno się mierzyć – a mianowicie konieczność zapewnienia w okresie gwarancji odpowiedniej konserwacji czy serwisów. Zwłaszcza wobec rynkowej praktyki w niektórych branżach, zgodnie z którą takiej konserwacji/serwisów powinien dokonywać wykonawca/producent lub podmiot przezeń wskazany.

Czytaj dalej