O tym, że przepisy ustawy zakazujące używania znaków towarowych (a raczej – pozwalające na ich użycie tylko pod pewnymi warunkami) są nazbyt rygorystyczne, już w „szponach” pisałem, i to nie raz (przede wszystkim chyba w dwóch tekstach: przed dekadą i dwa lata temu). Stanowisko moje się nie zmieniło i tym bardziej cieszy mnie, że wątek ten pojawił się także przy dokonanym ostatnio przeglądzie regulacji unijnych. Jednak od „pojawienia się wątku” do zmian legislacyjnych droga daleka i szczerze mówiąc wątpliwa, bo unijni biurokraci zagrożenia dla konkurencji widzą bardzo szeroko.
No dobrze, przepisy mamy, jakie mamy, znaków towarowych nie powinno się używać, a jeśli tak – to ze wskazaniem równoważności. Zakaz ten odnosi się do opisu przedmiotu zamówienia, który co do zasady jest elementem łączącym wszystkie etapy postępowania – opis, który jest elementem dokumentów zamówienia, jest potem elementem umowy. Można byłoby zatem pomyśleć, że znak towarowy nie pojawi się w umowie nigdy (lub pojawi się, ale z zastrzeżeniem równoważności).
Czytaj dalej