O dokumencie niepodpisanym

Pamiętam czasy, gdy w zamówieniach podpis był świętością. Czasy, gdy zamawiający wymagali w specyfikacjach, aby każdy dokument oferty był podpisany, każda strona była zaparafowana. Brak jakiejś parafki oznaczał kłopoty, często nie do przezwyciężenia. To stąd potem wzięła się jedna z ważnych zmian ustawy – doprecyzowano, że niezgodność oferty z SWZ skutkuje odrzuceniem oferty, o ile dotyczy jej treści.

Dziś jesteśmy w zupełnie innym świecie. Pomijając fakt, że z papieru przeszliśmy w świat wirtualny, to zaszły też inne zmiany. I okazało się, że w ofercie (a raczej – w dokumentach składanych przez wykonawcę zamawiającemu) nie każdy dokument musi być podpisany. Część takich przypadków wynika z przepisów odnoszących się bezpośrednio do określonych dokumentów, stwierdzających, że pobrany z odpowiedniego miejsca w sieci wydruk nie wymaga podpisu, albo że pewne instytucje mogą wystawiać swoje dokumenty w takiej formie (mam wrażenie, że w „szponach” było o tym więcej niż raz, ale w tym momencie tylko jeden taki tekst znalazłem – sprzed blisko trzynastu lat, gdy takie sprawy były nowinką).

Czytaj dalej

O potwierdzeniu cyfrowego odwzorowania pełnomocnictwa

Zgodnie z § 7 ust. 2 rozporządzenia w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…) pełnomocnictwo sporządzone w postaci papierowej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego przekazuje się jako cyfrowe odwzorowanie (czyli skan). Ten skan trzeba podpisać odpowiednim dla danego postępowania podpisem elektronicznym, poświadczającym zgodność skanu z dokumentem papierowym. Zgodnie z ust. 3 pkt 3 oraz ust. 4 tego samego przepisu – takiego potwierdzenia powinien dokonać sam mocodawca lub notariusz. Wydawałoby się, że trudno o jaśniejsze przepisy.

Tymczasem pojawiło się orzeczenie, które wspomniane przepisy rozporządzenia podważyło – wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie (SZP) w sprawie o sygnaturze XXIII Zs 58/24. Sąd doszukał się w postępowaniu zgodnym z przepisami rozporządzenia naruszenia zasad wynikających z aktu wyższego rzędu – mianowicie art. 99 § 1 kodeksu cywilnego w związku z art. 63 ust. 1 Pzp. Z pierwszego z tych przepisów wynika, że pełnomocnictwo do dokonania czynności, dla której zastrzeżona jest szczególna forma, musi być „udzielone w tej samej formie”. Z drugiego zaś – że oferta w postępowaniu o zamówienie publiczne powyżej progu unijnego musi być złożona w formie elektronicznej pod rygorem nieważności (czyli opatrzona elektronicznym podpisem kwalifikowanym)1.

Czytaj dalej

O podpisie i znaczniku podpisu

W starych dobrych czasach sprawa z podpisami była prosta – wystarczyło przejechać piórem czy długopisem po kartce papieru i podpis był pewny i gotowy. Oczywiście, bywały różne wynalazki – zdarzyło mi się widzieć w swojej karierze oferty „podpisane” za pomocą faksymile, składanie dokumentów w postaci wydrukowanego skanu (i nie byłoby problemu, gdyby podpis też nie był zeskanowany), czy wreszcie – podpisami nieczytelnymi i nieopatrzonymi nazwiskiem w żadnej formie, po których zamawiający musieli dochodzić w procesie wyjaśnień, spod czyjej ręki wyszły. No i oczywiście był problem podstawowy – po podpisaniu ofertę czy inny dokument trzeba było dostarczyć do zamawiającego, a to wymagało czasu i pieniędzy, a na dodatek czasami kończyło się spóźnieniem.

Kilka lat temu zaczęła się era elektronicznych zamówień, a co za tym idzie – także elektronicznych podpisów. Właściwie wszystkie opisane powyżej problemy zniknęły – no, może poza podpisami zeskanowanymi, bowiem niektórzy wykonawcy z początku nie dostrzegli, na czym elektronizacja postępowania polega (jednak już od dłuższego czasu takiej oferty nie widziałem, więc był to zapewne problem wieku szczenięcego nowej epoki). Pojawiły się jednak nowe kłopoty, tym razem związane z podpisami elektronicznymi. O tym, że ustawodawca wymaga w tym zakresie za wiele, już w „szponach” pisałem (ot, choćby tutaj) – w postępowaniach krajowych wymogi określonych form podpisów wydają się zbędne, tym bardziej, że są dość skomplikowane.

Czytaj dalej

O podpisie zaufanym

A właściwie poniekąd i o podpisie zaufanym, i o podpisie osobistym. No, przynajmniej w części. O podpisie osobistym zresztą parę tygodni temu w szponach pisałem, ale tym razem będzie o czymś troszkę innym: o zamieszaniu z podpisami, jakie zgotował uczestnikom rynku zamówieniowego ustawodawca. Na pozór zasada jest prosta: jeśli postępowanie jest unijne, stosuje się tylko podpis kwalifikowany. Jeśli postępowanie jest krajowe – oprócz podpisu kwalifikowanego można użyć podpisu zaufanego lub nieszczęsnego podpisu osobistego. Gdy jednak pójdzie się dalej, okaże się że ta na pozór uniwersalna reguła wcale nie jest uniwersalna.

Mianowicie ustawodawca w kilku miejscach ustawy przewidział zupełnie inne reguły. Najlepszym przykładem jest reguła pisemności. Na przykład art. 220 ust. 4 i art. 307 ust. 3 Pzp (zgoda wykonawcy na przedłużenie związania ofertą), art. 252 ust. 2 (zgoda wykonawcy na wybór jego oferty po upływie okresu związania), art. 314 ust. 4 pkt 3 (oferty w ramach umowy ramowej), art. 352 ust. 1 (zgłoszenia do udziału w konkursie) – to wszystko czynności dokonywane w postępowaniach zarówno powyżej, jak i poniżej progów unijnych. Tymczasem w ich przypadku nie potrzeba żadnego z trzech powyżej wymienionych podpisów. Wystarczy, że coś jest elektroniczne i dające się utrwalić/powielić.
Czytaj dalej

O podpisie osobistym

Art. 63 ustawy Pzp nakłada na wykonawców obowiązek posługiwania się w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego podpisami elektronicznymi. Ten przepis wprost odnosi się do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu oraz oferty, jednak dalsze przepisy rozporządzeń w sprawie podmiotowych środków dowodowych (…) oraz w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…) przenoszą reguły dotyczące tych podpisów także do dalszych dokumentów składanych w toku postępowania. Powyżej progów unijnych sprawa jest stosunkowo prosta: wymagany jest podpis kwalifikowany. Natomiast poniżej tych progów ustawodawca dał większy wybór: podpis kwalifikowany jest OK, ale równie dobre są podpis zaufany oraz podpis osobisty*.

Już nieraz pisałem to na tych łamach i pewnie nieraz powtórzę – moim zdaniem mamy do czynienia z nadgorliwością ustawodawcy i utrudnianiem życia wykonawcom. Owszem, chwała mu, że w zamówieniach krajowych wachlarz możliwych do zastosowania podpisów jest szerszy niż w postępowaniach unijnych. Ale choć wachlarz jest większy (trzy rodzaje podpisów), to wciąż stanowi on ograniczenie możliwości wykonawców i wciąż stanowi dla nich kłopot. I tak, zdaję sobie sprawę, że mówimy o pieniądzach całkiem sporych, bo jak obiektywnie spojrzeć choćby na 130 000 zł, to to jest kupa kasy i warto zadbać o jej bezpieczne wydanie. Czy jednak z tego powodu nie można ufać wykonawcom, że nie są tymi za kogo się podają? Ja bym zaufał. Mniejsza jednak z tym, dziś ma być o podpisie osobistym.
Czytaj dalej

O podpisywaniu oferty w ePuap

Trochę nie wypada kopać leżącego, na dodatek takiego, którego dni są (oby!) policzone. Jednak o pewnych rzeczach pisać trzeba, choćby po to, aby nie powtórzyły się w przyszłości. Przecież za moment UZP ma uruchomić nowe, wspaniałe narzędzia do składania ofert (e-zamówienia) i największa moja nadzieja, jaką wiążą z tą rewolucją, to rezygnacja z pośrednictwa ePuap. Trudno bowiem wyobrazić sobie rozwiązanie mniej intuicyjne, bardziej kłopotliwe i na dodatek jeszcze ograniczające konkurencję (bo przecież dla wykonawców zagranicznych ePuap to zmora z najczarniejszych snów, w wielu przypadkach niedopuszczająca do złożenia oferty).

Jednak nawet na wykonawców krajowych czają się pułapki. Tak jest z kwestią podpisywania korespondencji w ePuap za pomocą profilu zaufanego, dopuszczonego także do podpisywania ofert w postępowaniach krajowych. Oczywiście, plik z ofertą można podpisać podpisem zaufanym odrębnie od podpisania korespondencji, tak jak się to robi podpisem kwalifikowanym. Trzeba tylko skorzystać z odpowiedniej strony internetowej, parę razy kliknąć, zalogować się i załatwione. Ale przesyłając ofertę za pośrednictwem ePuap system zapyta nas także, czy chcemy korespondencję do zamawiającego, zawierającą taki właśnie plik z ofertą, podpisać podpisem zaufanym. I zdarza się, że wykonawca uzna, że taki podpis wystarczy. Zwłaszcza, że system wystawi mu odpowiednie poświadczenie.
Czytaj dalej

O pisemności

Jedną z tych zmian w stosunku do obecnej ustawy Pzp, które podobają mi się w nowej ustawie Pzp, jest zmiana definicji pisemności. Obecna ustawa Pzp pisemności nie definiuje. Odsyła użytkownika przepisów do kodeksu cywilnego, który stanowi, że pisemne to własnoręcznie podpisane (względnie – podpisane kwalifikowanym podpisem elektronicznym). Tymczasem obowiązująca nam od dobrych paru lat dyrektywa 2014/24/UE (i jej pokrewne) pisemność rozumiały inaczej – ważne jest to, że da się odczytać, powielić i przekazać. A zatem gdyby porównywać to z naszym kodeksem cywilnym, mieściłaby się w tym nie tylko forma pisemna, ale i dokumentowa. Czyli nie jest potrzebny odręczny lub kwalifikowany podpis, liczy się tylko, by wiedzieć czyje to oświadczenie i by dało się utrwalić/przekazać.

Oczywiście, nasz ustawodawca miał prawo stawiać takie wymagania, a w praktyce pisemność w kodeksowym tego słowa znaczeniu dzieli ustawę z formami bardziej liberalnymi (czyli pisemnymi w rozumieniu dyrektywy, ale dokumentowymi w rozumieniu kodeksu cywilnego). Czyli na przykład wniosek o dopuszczenie do udziału w postępowaniu lub ofertę należy złożyć podpisaną odręcznie lub elektronicznie, ale wyjaśnienie tejże oferty może być złożone bez takiego podpisu, choćby i zwykłym mailem. I taki proces postępował – przed epoką poczty elektronicznej przywiązanie do odręcznego podpisu było znacznie większe. Dzisiaj postrzegamy takie wymogi jako praktyczną barierę, która spowalnia obrót: mogę podjąć decyzję błyskawicznie, ale ponieważ musi być utrwalona na własnoręcznie podpisanym papierze, jego przekazanie trwa znacznie dłużej. Ba, nie mam pewności, kiedy dojdzie do adresata – może się okazać, że po wyznaczonym terminie. Podpis kwalifikowany ten problem eliminuje, ale po pierwsze sam też jest w jakimś stopniu problemem (mniejszym problemem jest koszt, większym – mam wrażenie – gotowość i umiejętność jego używania), a po drugie, wciąż nie wszędzie „przejdzie”, bo nie wszystkie postępowania są elektroniczne.
Czytaj dalej