O zamówieniach kiedyś nazywanych „uzupełniającymi”

Zamówienia, które na gruncie starej ustawy Pzp nazywaliśmy „uzupełniającymi” (w odróżnieniu od „dodatkowych”) dziś już takiej nazwy nie noszą. Jednak mechanizm w ustawie pozostał i nie uległ rewolucyjnym zmianom w porównaniu do rozwiązań, które mieliśmy w art. 67 poprzedniej ustawy Pzp. No, na jedną zmianę trzeba zwrócić uwagę – poprzednio takie zamówienia były limitowane do wartości 50% zamówienia podstawowego, teraz ustawa żadnego limitu nie narzuca. Zamawiający może sobie hulać, jak mu się żywnie podoba, pod warunkiem, że wcześniej całe to swoje przyszłe potencjalne „hulanie” doliczy do wartości zamówienia podstawowego.

Przepis art. 214 ust. 1 pkt 7 (pkt 8 pozostawmy na boku – w zakresie dostaw również wiele się nie zmieniło, a więc pozostały przesłanki bardzo mocno ograniczające korzystanie z dobrodziejstw „uzupełniających” w zamówieniach takiego rodzaju) stanowi, że temu samemu wykonawcy w okresie trzech lat od podpisania umowy zamawiający może udzielić zamówienia na „powtórzenie podobnych usług lub robót budowlanych”, o ile to było przewidziane w ogłoszeniu o zamówieniu dla zamówienia podstawowego, wartość była uwzględniona w wartości zamówienia podstawowego i wreszcie „jest zgodne z jego przedmiotem”.

Warunków nie ma zatem zbyt wiele, i wydaje się, że spełnić je jest stosunkowo łatwo. Mam jednak wrażenie (choć nigdy nie śledziłem statystyk dotyczących udzielania zamówień z wolnej ręki na podstawie poszczególnych przesłanek, więc być może błędne), że zainteresowanie zamówieniami uzupełniającymi w ostatnich czasach mogło nieco spaść. Często były one przewidywane jako rozwiązania awaryjne na wypadek konieczności przedłużenia świadczenia jakichś usług (choćby z powodu przedłużania się kolejnego przetargu) lub na wypadek konieczności realizacji jakichś robót wcześniej nieprzewidzianych. Tymczasem poluźniono zasady dokonywania zmian w umowach, co jest łatwiejsze w stosowaniu (cóż, wymaga na pewno mniej papierów). Po pierwsze, pojawiła się możliwość aneksowania umowy na podstawie art. 455 ust. 2 Pzp – co prawda mamy tu limit wartościowy, ale w wielu takich przypadkach może on wystarczyć. Po drugie, poluźniono także inne przesłanki dotyczące aneksowania umowy – oderwano konieczność nieprzewidywalności od braku możliwości wykonania robót przez innego wykonawcę. A wypada wspomnieć także o innym rozwiązaniu, które ustawa dopuszcza, i po które zamawiający coraz chętniej sięgają – opcje.

Tym niemniej zamówienia „uzupełniające” mogą być dla zamawiających kuszące z powodu możliwości samodzielnego ustalenia limitu takich zamówień i stosunkowo skromnych (w przypadku usług i robót) obostrzeniach. Czy jednak na pewno? Czytając wyrok KIO z 17 maja 2021, sygn. akt KIO 1153/21, mam wrażenie, że zdaniem KIO przedmiot zamówienia uzupełniającego należy w zamówieniu podstawowym opisać tak szczegółowo, aby dało się ustalić jego wartość zgodnie z regułami sztuki (jak dla zamówienia podstawowego). Stwierdzono tam: „Pomimo tego, że przepisy nie wymagają szczegółowego opisu zamówienia, które ma zostać powtórzone, to jednak nie może być wątpliwości, że sam fakt ogólnego wskazania na tę możliwość uznać należy za niewystarczający.”

No właśnie – „pomimo, że przepisy nie wymagają, to…” To przykład sformułowania, którego w wyroku KIO wolałoby się nie widzieć. W końcu chodzi o to, aby przepisy jasno precyzowały, co zrobić należy. Jeśli w przepisach takich wymagań nie ma i KIO nie może ich wywieźć z bardziej ogólnych zasad, trudno zaakceptować takie podejście. Stawianie takich wymagań odpowiednie jest raczej dla opcji, a nie dla zamówienia uzupełniającego – a różnica pomiędzy tymi rozwiązaniami jest absolutnie zrozumiała. Opcja musi być szczegółowo opisana, bo jest wyceniana już w ofercie dla zamówienia podstawowego i zamawiający może jednostronnie zdecydować, że wykonawca opcję będzie musiał realizować. Z „uzupełniającym” jest zupełnie inaczej – tu mamy rokowania i konieczność porozumienia, natomiast żadnego obowiązku. Ba, mamy też dość odległy horyzont czasowy, w którym takie zamówienie może być udzielone – a w tym okresie mogą zmienić się technologie, przepisy czy różne inne uwarunkowania zewnętrzne.

Ps. Sam problem, z którym KIO w tym wyroku się zmagało też jest ciekaw: mianowicie zamówienie było podzielone na cztery części, jedna z nich się nie udała, więc zamawiający kawałek z niej zlecił wykonawcy innej części jako zamówienie uzupełniające. Faktycznie brzmi to dziwnie: zamówienie podstawowe w części stało się nagle zamówieniem uzupełniającym. Ale znowu KIO postanowiło takie podejście skrytykować na gruncie „zasad logiki i doświadczenia życiowego”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *