O podpisie i znaczniku podpisu

W starych dobrych czasach sprawa z podpisami była prosta – wystarczyło przejechać piórem czy długopisem po kartce papieru i podpis był pewny i gotowy. Oczywiście, bywały różne wynalazki – zdarzyło mi się widzieć w swojej karierze oferty „podpisane” za pomocą faksymile, składanie dokumentów w postaci wydrukowanego skanu (i nie byłoby problemu, gdyby podpis też nie był zeskanowany), czy wreszcie – podpisami nieczytelnymi i nieopatrzonymi nazwiskiem w żadnej formie, po których zamawiający musieli dochodzić w procesie wyjaśnień, spod czyjej ręki wyszły. No i oczywiście był problem podstawowy – po podpisaniu ofertę czy inny dokument trzeba było dostarczyć do zamawiającego, a to wymagało czasu i pieniędzy, a na dodatek czasami kończyło się spóźnieniem.

Kilka lat temu zaczęła się era elektronicznych zamówień, a co za tym idzie – także elektronicznych podpisów. Właściwie wszystkie opisane powyżej problemy zniknęły – no, może poza podpisami zeskanowanymi, bowiem niektórzy wykonawcy z początku nie dostrzegli, na czym elektronizacja postępowania polega (jednak już od dłuższego czasu takiej oferty nie widziałem, więc był to zapewne problem wieku szczenięcego nowej epoki). Pojawiły się jednak nowe kłopoty, tym razem związane z podpisami elektronicznymi. O tym, że ustawodawca wymaga w tym zakresie za wiele, już w „szponach” pisałem (ot, choćby tutaj) – w postępowaniach krajowych wymogi określonych form podpisów wydają się zbędne, tym bardziej, że są dość skomplikowane.

Niektóre z tych problemów są poważne (jak choćby z rodzajem użytego podpisu albo z tym, co z dokumentem lub plikiem tegoż podpisu zrobi wykonawca pomiędzy podpisaniem a złożeniem oferty). Niektóre z takich problemów (chociażby te dotyczące zwyczajów wykonawców zagranicznych) na opisanie w „szponach” czekają. Natomiast bywają problemy bardziej trywialne – np. z tym, gdzie i ile znaczników podpisu znajdzie się na dokumencie. Albo co z podpisem, gdy znacznika nie ma. Wszak oprogramowanie pozwala na wstawienie do dokumentu znacznika podpisu przy opatrywaniu go kwalifikowanym podpisem elektronicznym (na dodatek można wybrać miejsce, a nawet go sformatować po swojemu) i poniekąd w praktyce do tego się przyzwyczailiśmy. Znacznik pojawia się też przy podpisie zaufanym (tutaj zwykle w prawym górnym rogu dokumentu).

Cóż, warto jednak pamiętać, że obecność znacznika nie świadczy o tym, że w dokumencie jest zapisany prawidłowy podpis elektroniczny. To rzadkie przypadki, ale zdarzające się – sam miałem do czynienia z dokumentem, na którym znajdował się obrazek wskazujący na wstawienie podpisu zaufanego, ale samego podpisu nie było. Albo z podpisami o pięknych znacznikach, które jednak nie należały do żadnej z kategorii wymienionych w ustawie. Bywa także, że zamawiający, mając w głowie dawne czasy, umieszcza w jednym formularzu kilka miejsc na podpisy. Czy znacznik trzeba wstawić kilka razy? Jest to możliwe tylko wtedy, gdy podpisze się dokument kilkakrotnie. A przecież już jeden podpis (z dowolnie umieszczonym znacznikiem albo nawet i bez niego) oznacza objęcie wolą wykonawcy całego tego dokumentu. Podpisywanie go kilka razy nie ma zatem żadnego sensu i jeśli gdzieś w dokumencie pozostaną niewypełnione „kropeczki”, ale w warstwie elektronicznej podpis będzie zakodowany – wszystko będzie w porządku.

Ps. Cóż, dziś było trywialnie, ale nie dość, że wakacje się zbliżają wielkimi krokami, to jeszcze roboty kupa. Taka dość mordercza mieszanka.

8 komentarzy do: “O podpisie i znaczniku podpisu

  1. Weryfikacja podpisów to też ciekawy temat – naręcze programów, z którego tylko jeden, przy specyficznych ustawieniach pozytywnie weryfikuje podpis.

  2. Dostałem ostatnio do sprawdzenia ofertę – 7 znaczników, 7 podpisów. Ale jak to? A tak to – zamawiający załączył do SWZ „megawzór” oferty i wszystkich oświadczeń w jednym pliku, pod każdym oświadczeniem pracowicie wstawiając „wykropkowane” miejsce na podpis. Wykonawca skrupulatnie się do tego dostosował – właściciel (JDG) złożył swój kwalifikowany podpis elektroniczny siedmiokrotnie aby osiągnąć „sugerowaną” liczbę znaczników graficznych. Dobrze, że miał podpis kwalifikowany – w jakiej byłby rozpaczy próbując to osiągnąć przy pomocy profilu zaufanego ;)

    A już na poważnie – w czasach cyfrowych stanowczo postuluję: precz z „miejscem na podpis” w dokumentach podpisywanych elektronicznie! I precz z miejscem na miejsce i datę złożenia takowego podpisu!

  3. Ja w tym roku miałem dwukrotnie zupełnie odwrotny temat – podpisałem 1x, choć miejsc było więcej (w jednym trzy, w drugim cztery), na co zamawiający wzywali mnie do uzupełnienia dokumentu. W jednym z tych przypadków musiałem jeszcze podpisać potwierdzenie dokonania przelewu wadium.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *