O zamówieniach sektorowych u zamawiających klasycznych

Tytuł tego tekstu jest trochę na bakier z terminologią ustawową – zamawiający klasyczny udzielając zamówienia sektorowego staje się (w danym postępowaniu) zamawiającym sektorowym. Niemniej chyba dobrze oddaje zagadnienie, które zaplanowałem dzisiaj poruszyć – chodzi bowiem o przypadki, gdy zamawiający, który na co dzień udziela zamówień klasycznych, musi rozważyć, czy nie powinien zastosować do określonego postępowania reguł sektorowych. A reguły sektorowe to często dla takiego podmiotu zagadnienie z pogranicza czarnej magii (no, może nie jest aż tak źle, ale reguły jednak się różnią).

W dawnych czasach takie przypadki się nie zdarzały. Owszem, bywało, że zamawiający sektorowi musieli zmagać się z zamówieniami klasycznymi, jednak w drugą stronę reguła ta nie działała. Zmieniło się to wszystko definitywnie wraz z obecnie obowiązującą ustawą Pzp. Co prawda w jej art. 2 ust. 1 pkt 2 wpisano (pewnie dla zmylenia początkujących), że ustawę stosuje się do udzielania zamówień sektorowych przez zamawiających sektorowych, ale dalej w art. 5 ust. 1 pkt 1 napisano, że zwykły zamawiający publiczny też staje się zamawiającym sektorowym w zakresie, w jakim wykonuje działalność sektorową.

Co to oznacza w praktyce? Ano to, że gmina, która na co dzień robi zamówienia klasyczne (budowy dróg, ocieplanie szkół, żywienie dzieci, zbieranie odpadów itd.) w pewnych momentach może stać się zamawiającym sektorowym – tam gdzie zamówienia będą wpisywały się w zakresy opisane w art. 5 ust. 4 Pzp. Czyli na przykład wtedy, gdy będzie robiła postępowania na zapewnienie komunikacji publicznej w gminie albo budowę sieci wodociągowych. Sporo zamawiających jednak tego nie dostrzega i robi zamówienia klasyczne nawet w takim przypadku. Czy robią właściwie? Cóż, ustawodawca nie pozostawia wolności wyboru. Jeśli zamówienie wpisuje się w zakresy wynikające z art. 5 ust. 4 Pzp, to po prostu jest zamówieniem sektorowym (nawet jeśli zamawiający do tego przyzwyczajony nie jest) i reguły sektorowe powinny się do niego stosować.

Czy pójście w takim przypadku ścieżką zamówień klasycznych to jest wielka zbrodnia? Cóż, w moim odczuciu nie. Reguły sektorowe są co do zasady bardziej rozluźnione niż reguły klasyczne, więc można powiedzieć, że zamawiający po prostu nie korzysta z dobrodziejstw, na które pozwolił mu ustawodawca. Sam sobie odbiera pewne możliwości. Jest tu tylko jedno drobne „ale” – zawarte w art. 393 ust. 4 Pzp zastrzeżenie działa w drugą stronę wyłączając w zamówieniach sektorowych jedną z przesłanek wykluczenia obowiązujących w zamówieniach klasycznych. Jednak prawdopodobieństwo, że akurat ta okoliczność będzie miała wpływ na wynik postępowania, jest niezwykle małe. Jest też art. 393 ust. 2 Pzp, który wprowadza reguły wyboru w przypadku identycznych ocen w kryteriach inne niż w zamówieniach klasycznych – jednak odnosi się tutaj do innej regulacji, która w przypadku zamówień sektorowych obowiązkowa nie jest, więc można uznać, że różnica w stosunku do zamówień klasycznych wystąpić nie musi.

Oczywiście, niesięganie po rozwiązania sektorowe to nie tylko naruszenie ustawy (o nikłej jednak szkodliwości dla zasad), ale także dobrowolna rezygnacja z rozwiązań dostępnych właśnie tylko sektorowcom, po które warto sięgnąć. A czasami byłoby łatwiej choćby tylko z tego prozaicznego powodu, że progi stosowania określonych reguł ustawy w zamówieniach sektorowych są wyższe.

Ps. Niezapowiedziana przerwa w „szponach” w poprzedni poniedziałek to efekt pierwszego wakacyjnego epizodu. Taki mały rozruch wypoczynkowy przed prawdziwym urlopem :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *