Codziennością zamówieniową są przetargi, w których zamawiający dopuszczają składanie ofert częściowych. W zdecydowanej większości takich przypadków nie ustanawiają ani limitu części, na które jeden wykonawca może złożyć ofertę, ani limitu części, w których może wybrać jednego wykonawcę – zwykle mamy do czynienia tutaj z dowolnością. I niejednokrotnie się zdarza, że jeden wykonawca składa ofertę w kilku częściach danego postępowania, a potem wygrywa w więcej niż jednej.
Dopuszczenie ofert częściowych oznacza po stronie zamawiającego konieczność uwzględnienia tego faktu w dokumentach zamówienia – i chodzi tutaj nie tylko chodzi o opisanie tych części oraz ewentualnych ograniczeń dotyczących składania lub wyboru ofert (wspomnianych w akapicie powyżej), ale także o rozróżnienie warunków udziału w postępowaniu (cóż, niekiedy konieczne są różne warunki do różnych części, albo ich kumulacja) czy kryteriów oceny ofert (nie zawsze w danych częściach stosuje się identyczny schemat oceny, niekiedy stosuje się różne modele, uwzględniając specyfikę części). Czasami są inne projektowane postanowienia umowy.
Postępowanie niby jedno, ale po otwarciu ofert każda część żyje swoim życiem. Ocena następuje odrębnie w każdej części, może też się zdarzyć, że oferta tego samego wykonawcy w jednej z części jest odrzucona, a w innej prawidłowa itd. Na końcu postępowania mamy wybór najkorzystniejszej oferty (albo unieważnienie), ale ten koniec może mieć różny charakter w odniesieniu do różnych części i następować w różnych momentach. Ba, niekiedy może się okazać, że w jednej części trzeba czekać na rozstrzygnięcie odwołania, natomiast w innej już można podpisywać umowę.
No właśnie, umowę czy umowy? Mamy jednego wykonawcę, którego oferty były najkorzystniejsze w kilku częściach. Jak napisałem powyżej, po otwarciu ofert każda część żyje własnym życiem. Gdy projektowane postanowienia umowy są identyczne do wszystkich części (wystarczy uzupełnić wskazaniem części i wynagrodzeń), często kusi zamawiających, aby skończyć postępowanie tak jak je zaczynali – skoro mają jednego wykonawcę, to chcą zawrzeć jedną umową, zbierającą wszystkie części, w których oferty tego wykonawcy wygrali. Czy jest to rozwiązanie właściwe?
Cóż, z punktu widzenia wykonawcy jest to rozwiązanie niekorzystne. Ot, choćby z jednego powodu: zakładając, że jego oferty wygrały w dwóch częściach i za każdą ma dostać po milionie złotych, a w każdej w umowie ma limit kar umownych oznaczony na poziomie 20%, zawarcie jednej umowy jest dla niego niekorzystne – wszak wówczas niezależnie od tego, na której części powinie mu się noga, kary umowne mogą dojść do 400 tys. zł. Gdyby natomiast umowy były odrębne, problem na jednej części kosztowałby go maksymalnie tylko 200 tys. zł, a druga część byłaby „czysta”. Takich elementów może być więcej. Ot, choćby ryzyko rozwiązania umowy przez zamawiającego, gdy wykonawca zawini.
Ba, to trąci trochę naruszeniem podstawowych zasad postępowania. Z opisanych powyżej powodów zamawiającemu będzie „lepiej” w przypadku podpisania jednej umowy na kilka części z tym samym wykonawcą, niż byłoby gdyby w każdej części wybrana byłaby oferta innego wykonawcy i w efekcie konieczne byłoby jednak podpisanie odrębnych umów.
Cóż, wiem, że kilka umów to kilka papierów więcej, ale to chyba rozwiązanie uczciwsze. A czasami sensowniejsze także i z innych powodów (jak w opisanym przypadku z odwołaniem).