O przedwczesnym złożeniu podmiotowych środków dowodowych

Tydzień temu było o tym, że niekiedy zamawiający powinien żądać złożenia podmiotowych środków dowodowych wcześniej niż dopiero po zbadaniu ofert. Dziś będzie z kolei o nadgorliwości wykonawców, którzy czasami nie czekają na wezwanie od zamawiającego, ale składają te podmiotowe środki dowodowe wraz ofertą, choć zamawiający wcale tego nie nakazywał. Czasami to wynika tylko z tego, że wypełniają załączniki do SWZ, nie zważając na to, kiedy faktycznie powinny być składane. A czasami z tego, że chcą po prostu zrobić zamawiającemu dobrze.

Ale cóż, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Takie wcześniejsze złożenie papierów nie zawsze pomaga zamawiającemu – ba, chyba częściej powoduje komplikacje i nieporozumienia na linii zamawiający – wykonawca. Problemów nie ma, gdy dokumenty złożone w taki sposób są kompletne i prawidłowe – można uznać, że wszystko gra i pominąć etap wzywania wykonawcy do złożenia podmiotowych środków dowodowych, o którym mowa w art. 126 ust. 1 Pzp. Choć i tak niektórzy zamawiający mają zgryz i wzywają wykonawcę w takiej sytuacji do potwierdzenia aktualności dokumentów na podstawie art. 127 ust. 2 Pzp. Uważam to za nadmierny formalizm (pisząc przepis myślano raczej o większym odstępie czasu), ale nie dziwię się.

Czytaj dalej

O podmiotowych środkach dowodowych i kryteriach selekcji

Jedną z ostatnich większych rewolucji w naszych zamówieniach publicznych było wpisanie do ustawy, że co do zasady podmiotowe środki dowodowe są składane tylko przez tego wykonawcę, którego oferta jest najwyżej oceniona – nie z ofertą, ale dopiero na żądanie zamawiającego. Miało to spowodować zmniejszenie obciążeń biurokratycznych spoczywających na wykonawcach w związku ze startem w przetargach, a nieuniknionym kosztem było przedłużenie czasu trwania postępowań.

Związanych z tym jest sporo problemów, a chyba najważniejszy pojawił się w trybach dwustopniowych (przetargu ograniczonym, negocjacjach z ogłoszeniami itd.) – gdyby wspomnianą zasadę stosować i żądać podmiotowych środków dowodowych dopiero na etapie wyboru oferty najkorzystniejszej, mogłoby się okazać, że kwalifikacja na krótką listę była obciążona błędem, którego usunąć się już nie da: gdy wykonawca z najwyżej ocenioną ofertą nie powinien na niej się znaleźć, bo warunków nie spełnia, w związku z czym powinien na nią się dostać następny w kolejce.

Czytaj dalej

O punkcie w JEDZ, którego niemal nikt nie wypełnia i nic z tego nie wynika

Niedługo minie dekada, odkąd europejscy biurokraci wymyślili jednolity europejski dokument zamówienia. Miało być pięknie (tak jak z eNotices2) – jedno oświadczenie by zastąpić wszystko, na dodatek takie, które można użyć wielokrotnie. Jednak ta „zastępowalność wszystkiego” nie sprawdziła się już od samego początku, a wielokrotny użytek też jest fikcją – przynajmniej ja nie spotkałem się ani razu z takim przypadkiem. Zamiast kombinować, łatwiej wypełnić, zwłaszcza że wypełnianie przy odrobinie praktyki jest raczej proste (o ile zamawiający w kwestii warunków udziału w postępowania postawi w części IV na sekcję alfa – a jeśli nie postawi, to o powtórnym użyciu oświadczenia można zapomnieć).

No dobra, wypełnianie jest proste, ale piszę to z perspektywy lat praktyki – dla początkującego JEDZ to kolejna zamówieniowa zagadka, którą trudno pojąć. Terminologia i struktura oderwana od naszej ustawy, konieczność domyślania się co jest czym (a właściwie – co oznacza), wreszcie kwestie techniczne – żadna z tych rzeczy nie stanowi ułatwienia w wejściu nowego podmiotu na rynek zamówień publicznych.

Czytaj dalej

O zmianie wartości zamówienia w toku postępowania

Obliczenie przez zamawiającego wartości zamówienia potrzebne jest przede wszystkim do ustalenia obowiązujących przy danym zamówieniu procedur (a przepisy każą do tej wartości odwoływać się także w innych przypadkach – ustalenia wysokości wadium i powstania obowiązku wzywania do wyjaśnienia rażąco niskiej ceny). To jednoznacznie wskazuje na fakt, że ustalenie wartości musi być dokonane przed wszczęciem postępowania. Z kolei w art. 36 ust. 2 Pzp wskazano, że wartość zamówienia można zmienić, jeśli nastąpiła zmiana okoliczności mających wpływ na dokonane ustalenie. Problem w tym, że wskazano tutaj, iż zmiana taka dokonuje się przed wszczęciem postępowania.

No dobrze, jaka to może być zmiana okoliczności? Cóż, mogą to być okoliczności zarówno obiektywne (czyli nawet mimo faktu, że szacunku dokonano na mniej niż 3 miesiące przed wszczęciem postępowania, ten przestał być aktualny, bo na rynku coś się pozmieniało), jak i takie, które zależą poniekąd od samego zamawiającego – albo przez wymagany czas zamawiający nie wszczął postępowania i musi wartość zamówienia zwertyfikować, albo zdał sobie sprawę, że podczas szacunku nie uwzględnił w nim wszystkiego co musiał, uwzględnił zbyt wiele lub popełnił inne błędy.

Czytaj dalej

O kłopotach spółki cywilnej, ciąg dalszy

O tym, że spółki cywilnej w zamówieniach publicznych mają ciut pod górę, pisałem w „szponach” przed trzema laty. Oczywiście, to „pod górę” nie oznacza utrudnień powodujących, że ich szanse w postępowaniach jakoś istotnie się zmniejszają – oznacza jedynie, że trzeba ogarnąć sposób składania papierów, który dla normalnego człowieka po lekturze przepisów Pzp jest raczej nie do ogarnięcia. Trzeba się wgryźć. We wspomnianym tekście pisałem o dwóch elementach udziału w postępowaniu, które mogą być szczególnie niezrozumiałe – o konieczności wyznaczenia pełnomocnika wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia (art. 58 ust. 2 Pzp) oraz o konieczności złożenia oświadczenia o podziale obowiązków między takich wykonawców (art. 117 ust. 4 Pzp).

Takich papierowych problemów jest jednak więcej. Jasne, mają one większą tradycję niż wspomniane powyżej oświadczenie o podziale obowiązków, które pojawiło się w przepisach stosunkowo niedawno. Z niektórym zmagamy się od dekad. Przepisy są tutaj mało bezpośrednie, wymagają interpretacji, i każda spółka cywilna trafiająca na rynek zamówień publicznych ma podobne problemy. I one wciąż wracają, wciąż pytania w tym zakresie przewijają się na różnych forach – słowem, wciąż próg wejścia takiego podmiotu na rynek jest ciut wyższy niż w przypadku wykonawców opierających swoją działalność na innych formach prawnych.

Czytaj dalej

O pokusach

Gdy zaczynałem swoją przygodę z zamówieniami publicznymi, jeszcze w poprzednim tysiącleciu, dostałem pierwszego dnia dwie rady od starszych kolegów z zespołu, w którym miałem pracować. Po pierwsze, abym nie przyzwyczajał się do kwot, którymi na przetargach człowiek poniekąd obraca (bo przecież zarabia wielokrotnie mniej), a po drugie, abym unikał pokus, a jeśli już jakiejś ulegnę – aby była warta ryzyka z tym związanego. Dotyczyły one dwóch bolesnych spraw: nieproporcjonalności zarobków w zamówieniach w stosunku do odpowiedzialności oraz korupcji.

Niestety, zamówienia publiczne bardzo często kojarzą się z korupcją. To efekt dekad codziennego życia, w którym łapówkarstwo był na porządku dziennym. W zakupach pieniądze były większe, a więc i okazji oraz pokus znacznie więcej. Mam jednak wrażenie, że to bolesne skojarzenie ma coraz mniejszą moc, występuje w coraz mniejszym natężeniu. Sam w swojej karierze pokus, przed którymi koledzy mnie przestrzegali, uniknąłem (tylko raz miałem podejrzenie w tym kierunku – gdy jeden z wykonawców uczestniczących w „moich” przetargach zaproponował prace mojej żonie – ale nigdy nie miałem pewności, czy to było związane z moją pracą i czy ów człowiek w ogóle wiedział, że jesteśmy małżeństwem). Elektronizacja zamówień publicznych tym bardziej je ograniczyła, przynajmniej w tym najbardziej ordynarnym zakresie, na etapie przyjmowania i badania ofert (choć przecież nie wyeliminowała, a wciąż poletko pozostaje chociażby na etapie przygotowania postępowania, kształtowania warunków i opisu przedmiotu zamówienia).

Czytaj dalej

O publikowaniu wartości zamówienia

Pierwsza myśl na tytuł niniejszego tekstu zamiast „publikowania” zawierała „ujawnianie” – i chyba sam ten fakt, świadczył o podświadomym schemacie myślenia o tym temacie z punktu widzenia zamawiającego: skoro mówimy o „ujawnianiu”, to mamy do czynienia z tajemnicą, skrzętnie skrywaną. Utwierdzają zamawiających w tym myśleniu wzory wypełnianych przez nich oficjalnych protokołów postępowania – choć zmieniają się ustawy, od przysłowiowego „zawsze” aż po dziś zawierają one w punkcie dotyczącym wartości zamówienia informację o tym, że nie trzeba tego punktu wypełniać przed terminem otwarcia ofert. Cóż, jedyny możliwy cel takiego działania to uniknięcie zapoznania się z tą informacją przez wykonawcę, który o kopię protokołu wystąpi wcześniej.

Tymczasem, gdy spojrzymy do dyrektywy 2014/24/UE i sprawdzimy, jakich informacji opublikowania unijny prawodawca oczekuje od zamawiających w postępowaniach unijnych, znajdziemy tam wymóg umieszczenia w ogłoszeniu „całkowitego szacunkowego rzędu wielkości umowy”, a w przypadku podziału na części – takiej informacji w odniesieniu do każdej z nich. Oczywiście, nawet i unijny prawodawca nie naciska za mocno, bo mówi o „rzędzie wielkości”, a nie po prostu o wartości. Jak ktoś w normalnym życiu zapyta nas o rząd wielkości, to zazwyczaj operujemy jakimiś widełkami. W tym przypadku bywa, że zamawiający z widełkami szaleją (raczej nadużywając normy), bowiem spotyka się ogłoszenia, w których znajduje się informacja, że wartość zamówienia przekracza próg unijny i tyle.

Czytaj dalej

O warunkach udzielania zamówień uzupełniającyh

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami (w moim przypadku), ilość roboty rośnie lawinowo (zawsze jakoś jedno z drugim idzie w parze, choćby człowiek na początku roku planował coś odwrotnego), więc dziś znowu będzie nieco trywialnie i dość krótko. Wrócę do tematu zamówień niegdyś nazywanych „uzupełniającymi”, który poruszałem na tych łamach m.in. przed dwoma laty. Wtedy pisałem o nadmiernych (w mojej opinii) oczekiwaniach co do szczegółowości opisu zakresu takiego zamówienia. Dziś będzie o innym problemie, tym razem wynikającym nie z twórczej interpretacji przepisów ustawy, ale wprost z nich – z art. 214 ust. 2 Pzp.

Umieszczono tam wymóg wskazania zakresu ewentualnych zamówień uzupełniających (dotyczących usług i robót) i opisu warunków, na jakich będą udzielane. I szczerze mówiąc – irytuje mnie już nawet kwestia redakcyjna. Zakładam, że ustawa byłaby w tym zakresie znacznie bardziej przejrzysta, gdyby te zasady umieścić wprost w art. 214 ust. 1 pkt 7 lub ewentualnie art. 134 ust. 2 pkt 8. To przecież tylko kilka słów, które czytelności wyżej omówionych przepisów w żaden sposób by nie zaburzyły, a czytelność ustawy jako takiej – podniosły.

Czytaj dalej

O podpisie i znaczniku podpisu

W starych dobrych czasach sprawa z podpisami była prosta – wystarczyło przejechać piórem czy długopisem po kartce papieru i podpis był pewny i gotowy. Oczywiście, bywały różne wynalazki – zdarzyło mi się widzieć w swojej karierze oferty „podpisane” za pomocą faksymile, składanie dokumentów w postaci wydrukowanego skanu (i nie byłoby problemu, gdyby podpis też nie był zeskanowany), czy wreszcie – podpisami nieczytelnymi i nieopatrzonymi nazwiskiem w żadnej formie, po których zamawiający musieli dochodzić w procesie wyjaśnień, spod czyjej ręki wyszły. No i oczywiście był problem podstawowy – po podpisaniu ofertę czy inny dokument trzeba było dostarczyć do zamawiającego, a to wymagało czasu i pieniędzy, a na dodatek czasami kończyło się spóźnieniem.

Kilka lat temu zaczęła się era elektronicznych zamówień, a co za tym idzie – także elektronicznych podpisów. Właściwie wszystkie opisane powyżej problemy zniknęły – no, może poza podpisami zeskanowanymi, bowiem niektórzy wykonawcy z początku nie dostrzegli, na czym elektronizacja postępowania polega (jednak już od dłuższego czasu takiej oferty nie widziałem, więc był to zapewne problem wieku szczenięcego nowej epoki). Pojawiły się jednak nowe kłopoty, tym razem związane z podpisami elektronicznymi. O tym, że ustawodawca wymaga w tym zakresie za wiele, już w „szponach” pisałem (ot, choćby tutaj) – w postępowaniach krajowych wymogi określonych form podpisów wydają się zbędne, tym bardziej, że są dość skomplikowane.

Czytaj dalej

O problemach i „problemach” z zabezpieczeniem

Inspiracją do dzisiejszego tekstu jest jeden z ubiegłotygodniowych dodatków od „Dziennika Gazety Prawnej” – środowy materiał „Zabezpieczenie należytego wykonania umowy: jakie błędy popełniają samorządy”. A ponieważ tekst stanowi tak naprawdę zestawienie nieprawidłowości dotyczących zabezpieczenia pojawiających się w wystąpieniach regionalnych izb obrachunkowych, bez jakiegoś podsumowania, miejsce na refleksję znalazło się w „szponach”. Przy czym nie będzie o wszystkich nieprawidłowościach – sporą część z nich stanowią naruszenia, które dla osób zajmujących się zamówieniami mają mniejsze znaczenie. Pomijam także te, które są poniekąd oczywiste. Zatrzymam się tylko na kilku ważnych i tych nieważnych.

Zacznijmy od ważnych i stanowiących problem poniekąd systemowy – to nie błędy rachunkowe czy jakieś drobiazgi, ale częste problemy zamawiających, którzy albo nie weryfikują treści przedkładanych im gwarancji, albo zapominają o tych gwarancjach. W pierwszym przypadku chodzi o gwarancje, które nie powinny być przez zamawiającego zaakceptowane – bo albo zawierają warunki (przy czym zamawiający powinien jednak wprost pisać w SWZ, że będzie wymagał bezwarunkowych), albo ograniczają zakres roszczeń zamawiającego (a art. 449 ust. 2 stanowi o tym, że tym zakresem są roszczenia z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy – wszelkie, choć siłą rzeczy tylko te pieniężne, taka jest bowiem natura gwarancji). Więcej o tym ostatnim problemie pisałem w „szponach” przed dwoma laty.

Czytaj dalej