Niedługo minie dekada, odkąd europejscy biurokraci wymyślili jednolity europejski dokument zamówienia. Miało być pięknie (tak jak z eNotices2) – jedno oświadczenie by zastąpić wszystko, na dodatek takie, które można użyć wielokrotnie. Jednak ta „zastępowalność wszystkiego” nie sprawdziła się już od samego początku, a wielokrotny użytek też jest fikcją – przynajmniej ja nie spotkałem się ani razu z takim przypadkiem. Zamiast kombinować, łatwiej wypełnić, zwłaszcza że wypełnianie przy odrobinie praktyki jest raczej proste (o ile zamawiający w kwestii warunków udziału w postępowania postawi w części IV na sekcję alfa – a jeśli nie postawi, to o powtórnym użyciu oświadczenia można zapomnieć).
No dobra, wypełnianie jest proste, ale piszę to z perspektywy lat praktyki – dla początkującego JEDZ to kolejna zamówieniowa zagadka, którą trudno pojąć. Terminologia i struktura oderwana od naszej ustawy, konieczność domyślania się co jest czym (a właściwie – co oznacza), wreszcie kwestie techniczne – żadna z tych rzeczy nie stanowi ułatwienia w wejściu nowego podmiotu na rynek zamówień publicznych.
O problemach związanych z JEDZ pisałem w „szponach” już nieraz. Pewnie nie o wszystkich, częściej o tych poważnych, ale zdarzają się też takie mniej istotne (ot, chociażby: w części III w wersji xml odpowiada się wszędzie „nie”, ale w wersji rozporządzeniowej trzeba dwa razy przeskoczyć na „tak”, co czasami wykonawcom umyka). A do minusów trzeba dodać też sprawdzenie tego dziadostwa po stronie zamawiającego – wypada bowiem każdy punkcik po punkciku sprawdzić, a jest tego zazwyczaj kilkanaście stron i nie ma szansy na automatyzację.
Niektóre wpadki wykonawców zauważone podczas tego sprawdzania wypada poprawić – wzywać do uzupełnienia i przypominać, że nie wypełnili jakiegoś punktu, który w danym postępowaniu jest obowiązkowy, albo wskazywać, że wpisali z rozpędu „nie” tam, gdzie zdrowy rozsądek nakazywałby odpowiedzieć „tak”, i pytać się, czy na pewno podlegają wykluczeniu (cóż, całe szczęście że art. 128 ust. 1 Pzp pozwala na wezwanie do uzupełnienia w przypadku błędu, a nie jest tak, jak w przypadku art. 107 ust. 2 Pzp).
Są jednak też kwestie takie, na które zamawiający machnie ręką. No bo mamy sobie w części III, w sekcji C pytanie o podstawy wykluczenia w zakresie bankructwa, upadłości, likwidacji itp. I dodatkowe pytanie o to, czy dokumentacja dotycząca tych powodów wykluczenia jest dostępna w formie elektronicznej. I jest miejsce na wpisanie tu organu wydającego i danych referencyjnych – można więc wskazać adres KRS lub CEIDG oraz podać numer, po którym się wyszuka dane (choćby NIP). Ale kto spośród wykonawców to robi? Niemal nikt. Ale co z tym robią zamawiający? Też nic, po niby po co wzywać w tym przypadku do uzupełnienia.
Trudno o lepszy przykład na to, że co najmniej odrobinę z biurokracją przesadzamy.
Ps. Nie mówię, że taki punkt nie mógłby się zamawiającemu przydać – głównie wtedy, gdy ma do czynienia z ofertą zagraniczną. Ale nawet i wówczas niewypełnienie tego punktu, wszak powszechne, nie ma żadnych skutków…