O sumowaniu zamówień

Ustawa zakazuje dzielić zamówienia w celu uniknięcia stosowania procedur. Zasada słuszna, bo inaczej obejście przepisów o zamówieniach byłoby dziecinnie proste. Problem pojawia się z definicją „zamówienia”, w której to kwestii ustawa jest mocno lakoniczna (teoretycznie taką definicję zawiera, ale do naszego tematu właściwie się nie przydaje). Na rynku mocno przyjęła się zasada „trzech tożsamości”, ale jest krytykowana, nie ma specjalnego oparcia w przepisach, a jej „przyjęcie się” w praktyce wynika chyba najbardziej z faktu, że przyjęła się również wśród wielu kontrolujących. Zresztą, poniekąd się nie dziwię, bo każdy szuka jakiegoś zaczepienia do swoich decyzji i ta zasada przynajmniej daje jego pozór.

No dobra, jasnych reguł brak, sporo szarości, a więc i jest ryzyko, że ktoś inaczej zinterpretuje daną sytuację niż my. Zamawiający w tej sytuacji starają się zwykle być ostrożni. Skoro ustawowa definicja zamówienia (odnosząca się przecież do umowy) w praktycznym zastosowaniu przepisów o zakazie dzielenia zamówienia na części nie pomaga, wolą dmuchać na zimne i czasami zdarza im się „na wszelki wypadek” sumować rzeczy, które komuś mogłoby przyjść do głowy uznać, że są jednym zamówieniem – patrząc na magiczne „trzy tożsamości” uznać, że skoro na rynku jest choć jeden podmiot zdolny do wykonania obu przedmiotów, to znaczy, że zasada jest spełniona i wartość zamówienia należy zsumować.

Jednak czy na pewno chodzi o choć jeden podmiot zdolny do wykonania zamówienia? W ten sposób zmierzamy prostą drogą do tego, aby zsumować wszystkie dostawy, jakie da się kupić w supermarkecie. Czy kupujemy alkohol (pamiętajmy o kryteriach jakościowych!), czy maszynkę do mięsa, czy strój kąpielowy, mamy jedno zamówienie. Ale to przecież absurd. Jasne, są wykonawcy specjalizujący się w więcej niż jednej rzeczy. Ale da się na rynku wyodrębnić jakąś normę. Nie powinniśmy łączyć doradztwa przy przetargach z doradztwem podatkowym, choć pewnie na rynku znajdą się kancelarie o spektrum usług obejmującym obie te kwestie. Nie powinniśmy, bo normą na rynku są podmioty jednak specjalizujące się albo w jednym, albo w drugim. Fakt, że jest gdzieś ktoś, kto obie te rzeczy „obskoczy”, nie powinien skłaniać nas do tego, by właśnie taki przypadek traktować jako normę i jako wskazanie istnienia jednego rynku wykonawców. Nie, tu rynki są odrębne.

Czasami granicę wytyczyć jest bardzo trudno. Ale taki urok zamówień. W wielu przypadkach uczestnicy rynku nie dostają zerojedynkowych wytycznych i w większości przypadków należy za to ustawodawcy podziękować. Wytycznymi powinny być zasady i zdrowy rozsądek. Jasne, wiąże się z tym ryzyko rozbieżnych interpretacji, ale w takim przypadku musimy polegać na tym, że potrafimy swoje zachowanie racjonalnie wyjaśnić. Inaczej byśmy w tych zamówieniach wszyscy powariowali.

Ps. Niestety, na tym się nie kończy – mamy jeszcze wskazanie w art. 30 ust. 2 Pzp na konieczność traktowania jako jedno zamówienie „podobnych dostaw” (co ciekawe, analogicznego zapisu nie ma przy usługach), a przy robotach interpretację, z której wynika sumowanie wartości wszystkich robót realizowanych w jednym obiekcie budowlanym (co zresztą jest absurdem, zwłaszcza jeśli oderwiemy się od dróg czy kanałów i spojrzymy na obiekty kubaturowe).

5 komentarzy do: “O sumowaniu zamówień

  1. Jaką kwotę Zamawiający ma wpisać w protokole, gdzie wskazuje się łączną wartość zamówienia, w przypadku, gdy w planie postępowań sumuje się kilka pozycji (dostawy podobne), które są udzielane w odrębnych postępowaniach w ciągu roku? Robiąc plan ZP bazujemy na szacunkach orientacyjnych. Część postępowań wszczynanych jest na początku roku, a część w połowie lub na końcu roku. Ich wartość szacunkowa zostanie okreslona na 3 miesiace przed ich wszczęciem. To jaką kwotę łączną należy wpisać w protokołach do tych postepowań, szacunkową czy orientacyjną z planu?

  2. Moim zdaniem to najtrudniejszy fragment Pzp – wartość zamówienia, Zresztą pisałem o tym lekką pracę, która tylko mi sprawiła przyjemność zgłębienia tematu, bo oczywiście nie dała gotowych, konkretnych odpowiedzi w treści. Temat trudny, ale do rozpykania (chociaż nie zawsze). Zdrowy rozsądek i analiza (jak zwykle), plus oczywiście wiatr orzecznictwa itp. Czasem też np. jednostka nadrzędna narzuca rozbieżną koncepcję, cóż zrobić. Same nieliczne przepisy nie są z pozoru trudne, ale (to co skłoniło mnie do komentarza) obserwuję czasem skrajnie ich dziwne interpretacje wypaczające ich sens u podstaw. Nawiasem mówiąc, nawiązując do wiatru, jak się zmieniało podejście na przestrzeni lat do szacowania? Czasem zataczało krąg. Niektórzy nawet nie zauważyli zmian przepisów od 2004 r. Przede wszystkim należy chyba po prostu uzmysławiać co twardo z przepisów wynika, a nie dopasowywać do przepisu dziwnych pomysłów.

  3. Do szacownego Autora – nie jest to krytyka tego artykułu, tylko ogólna obserwacja tego z czym się chyba wielu z nas styka. Dziękuję za poruszenie tematu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *