O przesłankach wyboru trybów

Świat się zmienia, słowo pisane coraz częściej ustępuje podcastom czy filmom. Ja do takich form przekazu jakoś przekonać się nie mogę. Zdarzają się jednak takie, które moją niechęć przełamują. Tym razem był to wywiad przeprowadzony na podcastowym kanale SIDiRu „PRZE:budowa”. Godzinna rozmowa z Dariuszem Kobą na temat „liftingu” zamówień publicznych, jego sensu i skutków dostępna pod adresem https://prze-budowa.simplecast.com/episodes/system-zamowie-publicznych-po-liftingu-dlaczego-niewiele-si-zmieni. A wśród wszystkich tematów, jakie tam zostały poruszone, jeden mnie odrobinę zaskoczył. Głównie dlatego, że sam na ten pomysł nie wpadłem, a jest poniekąd genialny w swojej prostocie. A chodzi o przesłanki zastosowania trybów innych niż te tzw. „podstawowe”.

Idea polega na tym, aby przesłanki zastosowania trybów nie dawały prawa do skorzystania z danego trybu postępowania, ale nakładały obowiązek, aby to zrobić. Czyli jeśli mamy do czynienia z brakiem gotowych rozwiązań na rynku, istnieje szczególny stopień złożoności lub ryzyko związane z przedmiotem zamówienia, albo przedmiot obejmuje rozwiązania projektowe – trzeba zastosować negocjacje z ogłoszeniem. No, może ten tok rozumowania jest odrobinę utrudniony, bo mamy ujednolicone przesłanki zastosowania negocjacji z ogłoszeniem oraz dialogu konkurencyjnego. Ale gdyby w tych sytuacjach przed zamawiającym stał tylko taki wybór, i tak byłoby o niebo lepiej. Dlaczego lepiej? Bo tych negocjacji w zamówieniach naprawdę nam brakuje. Bo niemal wszystkie zamówienia na rynku są prowadzone pod dyktando zamawiających, a wykonawcy nie mają w nich nic do powiedzenia, nawet jeśli mogliby powiedzieć coś sensownego (w tym wywiadzie – świetny przykład, podany z wyjątkową lekkością, w postaci rozmowy z prawnikiem).

Oczywiście, w praktyce mogłoby się okazać, że jednocześnie są spełnione przesłanki do kilku trybów. Zamówienie zawiera rozwiązanie projektowe (a zatem negocjacje z ogłoszeniem lub dialog konkurencyjny), jest pilna potrzeba jego wykonania niepozwalająca na dotrzymanie terminów z trybów konkurencyjnych (a zatem negocjacje bez ogłoszenia) i do kompletu na przykład jest tylko jeden wykonawca na rynku (a więc zamówienie z wolnej ręki). Zamawiający sięgaliby wówczas po ten tryb, który ma największy sens – zwykle ten z najbardziej ograniczoną konkurencją.

Zresztą, w przypadku zamówienia z wolnej ręki zastosowanie przesłanek w praktyce jest najbliższe opisywanemu wyżej pomysłowi: któryż zamawiający, mając możliwość (prawo) skorzystania z zamówienia z wolnej ręki, decyduje się jednak zorganizować przetarg? Praktycznie żaden, bo przecież nie ma to żadnego sensu (no, może poza przesłanką dotyczącą powtórzenia unieważnionego w określonych okolicznościach postępowania, ale wówczas jest to i tak najwygodniejsze wyjście). Poza tym zamówienie z wolnej ręki jest wygodne dla zamawiających. Z wyborem między przetargiem nieograniczonym i negocjacjami z ogłoszenia jest inaczej – gdyby patrzeć wyłącznie w kategoriach „wygody”, to przetarg nieograniczony jest tu bezkonkurencyjny. I dlatego sami z siebie zamawiający raczej rzadko takiego „trudniejszego” wyboru dokonują. Stąd pewien środek przymusu mógłby być nie od rzeczy.

Brakuje nam na rynku zamówień woli ze strony zamawiających rozmawiania z wykonawcami i moim zdaniem ten pomysł tylko zamówieniom by się przysłużył. Jasne, to nie rozwiąże wszystkich zamówieniowych problemów, ale zawsze to byłby maleńki kroczek do przodu. A jeśli nie przymus – to chociażby konieczność wyjaśnienia w SWZ, dlaczego – choć przesłanki są spełnione – nie jest wybierany tryb negocjacyjny. Choć obawiam się, że wówczas wszyscy zasłanialiby się czasem…

Ps. Być może brużdżą tu odrobinę zamówienia in house, ale przecież samo ich ujmowanie w ustawie w taki sposób nie było konieczne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.