O deregulacji czyli o zmianie zasad w postępowaniu odwoławczym

W czwartek doczekaliśmy się publikacji w Dzienniku Ustaw nowych przepisów, rewolucjonizujących zasady rozstrzygania odwołań. Ukryte są one w art. 28 ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego (link tutaj). Zmiany wychodzą naprzeciw wielu postulatom środowiska, w tym niejednego wyrażonego wcześniej już na łamach „szponów”. Choć oczywiście, poczekamy na wejście ich w życie (przygotowanie do nich choćby samej Izby będzie pewnym wyzwaniem) – vacatio legis wynosi 9 miesięcy, a zatem dopiero postępowania odwoławcze prowadzone w wyniku postępowań o udzielenie zamówień publicznych wszczętych po 12 marca 2026 będą podlegać nowym zasadom. Na rozstrzyganie pierwszych odwołań w nowym trybie poczekamy zatem niemal rok.

Przyzwyczajeń trzeba będzie zmienić całkiem sporo – wprowadzona będzie możliwość zdalnego uczestnictwa w posiedzeniach i rozprawach, co mocno ułatwi życie osobom spoza stolicy (i obniży obroty Green Caffè Nero na ul. Postępu), choć pewnie dopiero praktyka pokaże, czy fizyczne uczestnictwo w rozprawie nie będzie dawało pewnej nieuchwytnej przewagi dzięki bezpośredniemu kontaktowi ze składem orzekającym. Wprowadzony zostanie obowiązek zajmowania stanowiska merytorycznego w przystąpieniu do odwołania, a także obowiązek udzielenia odpowiedzi na odwołanie w terminie wyznaczonym przez Izbę (w tym ostatnim przypadku właściwie sankcjonując obecną praktykę). Wyeliminowane zostaną przynajmniej niektóre problemy związane z nieprzekazywaniem pism innym stronom postępowania odwoławczego. Ograniczona zostanie możliwość zasypywania dowodami dopiero podczas rozpraw. Słowem – sporo dobrego.

Czytaj dalej

I znowu o progu stosowania ustawy

O konieczności podniesienia progu 130 tys. zł w związku ze znaczącym zdewaluowaniem się tej kwoty przez lata pisałem w „szponach” już kilka razy – i można powiedzieć, że doczekałem się spełnienia tego postulatu, bowiem do sejmu trafił projekt zmiany ustawy Pzp, tej kwestii dotyczący. Na pozór pięknie, bo kwota 130 tys. zł ma zostać zastąpiona kwotą 170 tys. zł. Na pozór, bo projekt nowelizacji rozwiązuje problem tylko doraźnie, jednorazowo, nie wybiega natomiast w ogóle w przyszłość. No i ma jeszcze jeden dodatkowy, mały feler.

Ale po kolei. Dlaczego projekt rozwiązuje problem tylko doraźnie? Ano dlatego, że tylko jednorazowo zmienia próg stosowania ustawy. Nauczeni doświadczeniem powinniśmy myśleć o tym, co będzie. Tymczasem zmienimy próg na 170 tys. zł, a potem na kolejną zmianę będziemy czekać przez kolejne kilka lat – bo jakoś trudno uwierzyć, że co roku Sejm będzie pochylał się nad kolejną zmianą tego samego przepisu. A w międzyczasie inflacja będzie przysypiać lub galopować, ale wolniej lub szybciej wartość pieniądza będzie maleć i prędzej czy później znowu stanie się „nieadekwatna i nieprzystająca do realiów obrotu gospodarczego” (jak o progu 130 tys. zł napisano w uzasadnieniu obecnej nowelizacji). A zmiana tego progu znowu przyjdzie później niż nakazywałby to zdrowy rozsądek (albo i w ogóle nie przyjdzie, bo ktoś stwierdzi, że to przecież lepiej, jak efektywnie próg maleje).

Czytaj dalej

O wykazywaniu w JEDZ rozwiązanych umów

Rzadko zaglądam do LinkedIna, jednak podczas jednej z tych wizyt (zdarzają się w związku z koniecznością okresowej autoryzacji automatu do autopublikacji zajawek ze „szponów”) trafiłem tam na tekst, który mnie poruszył – wyznanie Wiktora Pibera, który był jednym z sędziów w SO Warszawie, zajmujących się zamówieniami publicznymi. W bardzo dużym skrócie – wrócił do wyroku o sygnaturze XXIII Ga 928/17 i wskazał, że zajętego tam stanowiska dzisiaj by nie powtórzył, choć materia w gruncie rzeczy ta sama. Cenna to autorefleksja.

W sprawie chodziło o skutki niezgodności JEDZ z przesłankami wykluczenia z postępowania wynikającymi w ustawie – autorzy nieszczęsnego formularza (o tym, czemu nieszczęsny, w post scriptum) żądają tam od wykonawcy odpowiedzi na pytanie: „Czy wykonawca znajdował się w sytuacji, w której wcześniejsza umowa w sprawie zamówienia publicznego, wcześniejsza umowa z podmiotem zamawiającym lub wcześniejsza umowa w sprawie koncesji została rozwiązana przed czasem, lub w której nałożone zostało odszkodowanie bądź inne porównywalne sankcje w związku z tą wcześniejszą umową?” Po co, tego nie wiemy, bo przesłanka wykluczenia z postępowania odnosi się tylko do takich sytuacji, które spełniają dodatkowe przesłanki – przyczynę leżącą po stronie wykonawcy, znaczny stopień lub zakres niewykonania lub nienależytego wykonania lub długotrwałe takie zjawisko oraz istotność elementu zobowiązania wynikającego z umowy.

Czytaj dalej

O sztucznej inteligencji

Potrafię sobie wyobrazić zakupy publiczne realizowane bez specjalnego udziału człowieka, przez sztuczną inteligencję analizującą oferty otrzymane od innych sztucznych inteligencji. Tyle że zamiast ustawy będzie dla sztucznej inteligencji działającej po stronie zamawiającego duży prompt. Czy tak faktycznie będzie? Nie mam zielonego pojęcia. Jeśli tak, to nie szybko. Nie wiem, też, czy załatwi za człowieka wszystko. Liczę na to, że nie, a w całości wciąż będzie jakaś ludzka ręka, która będzie choćby zadawać AI zapotrzebowanie i ograniczenia.

Nie będę udawał – dotąd nie miałem ze sztuczną inteligencją niemal do czynienia. Kilka skromnych, raczej trywialnych prób i walka z przyciskiem Copilota na klawiaturze nowego laptopa (dla wyjaśnienia: żeby z powrotem był przyciskiem Ctrl). Cóż, należę do pokolenia „silversów” – jedno z pojęć, którego znajomość jest efektem dwóch dni spędzonych ostatnio w w bliskim towarzystwie AI. Te dwa dni wykorzystałem też m.in. na przeprowadzenie kilku bardziej zaawansowanych testów na AI związanych z zamówieniami publicznymi. I dały one wyniki delikatnie mówiąc niezadowalające. Ale z góry uprzedzam – omówione tu przykłady nie dotyczyły tematów łatwych i oczywistych, bo przecież jeśli AI ma być dla mnie wsparciem, to przede wszystkim tam, gdzie sam mam wątpliwości. Testów przeprowadziłem kilka (na łatwiejszych tematach AI dawała sobie radę, na kwestii uzupełniania dokumentów ciut mieszała, nie dostrzegając różnicy między składaniem i uzupełnianiem), ale tu przedstawię wyniki tylko dwóch najciekawszych, tych na których – jak dla mnie – poległa w 100%.

Czytaj dalej

O dostępie do dokumentów zamówienia

Elektroniczny dostęp do dokumentów zamówienia jest już dla nas codziennością – od prawie dwóch dekad (od maja 2006) zamawiający mają obowiązek je publikować na stronach internetowych (najczęściej na platformach zakupowych), wykonawcy wiedzą, że tam mają ich szukać, a ogłoszenie o zamówieniu (swoją drogą, publikowane w internecie chyba jeszcze dawniej) ma do tych dokumentów zamówienia bezpośrednio kierować1. Oczywiście, ustawodawca przewidział wyjątki od tej zasady, dość ściśle określone – wynikają z art. 65 ust. 1 Pzp2, bywa obowiązkowa także wizja lokalna.

Taka internetowa publikacja jest bardzo wygodna. Wykonawca trafia na ogłoszenie (albo dostaje powiadomienie, czy to z własnoręcznie ustawionego mechanizmu w publikatorze, czy to z komercyjnej wyszukiwarki), klika na link, który prowadzi go do strony postępowania (przynajmniej w idealnym świecie) i ma jak na tacy wszystko, co jest potrzebne do oceny, czy w zamówieniu może i chce wystartować. Oczywiście, rolę pierwszego sita powinno robić ogłoszenie, ale te pomagają w niewielkim stopniu, głównie z powodu przeładowania informacjami i skomplikowanej formy (na przydatność ogłoszenia unijnego można w ogóle spuścić zasłonę milczenia).

Czytaj dalej

O dopuszczeniu dokumentów w języku angielskim

Niedawno zapoznawałem się z dokumentami dotyczącymi postępowania prowadzonego przez zamawiającego czeskiego. Zaintrygowany szczególnie tym, że robił coś, czego w Polsce nikt nie robi (choć pewnie wielu powinno). Jednak tematem dzisiejszego tekstu będzie refleksja, która nasunęła się na marginesie tamtego ogłoszenia. Mianowicie zamawiający dopuścił tam składanie dokumentów przez wykonawców w dwóch językach, a nie tylko w czeskim.

Cóż, gdy przejrzymy ogłoszenia publikowane w naszym kraju dopuszczenie do składania ofert i dokumentów przez wykonawców w języku innym niż polski jest dużą rzadkością. Sam zresztą z taką absolutną dwujęzycznością postępowania spotykałem się zwykle w przypadku postępowań, w których wiadomo było, że nikt inny nie ma szans wystartować poza firmami z zachodu (to były w jednym przypadku pewne szczególne usługi finansowe, w innym doradztwo związane z wymogami UEFA), a ponadto w postępowaniach prowadzonych poza Pzp według reguł zagranicznej instytucji finansującej. Dziś czasy są inne – z jednej strony takich zamówień, których nie mogłyby zrealizować polskie podmioty pewnie ubywa, ale z drugiej strony język angielski staje się w coraz większym stopniu codziennością, podobnie jak jego znajomość.

Czytaj dalej

O kryterium i warunku dotyczącym tego samego zasobu

Bywa czasami w zamówieniach publicznych, że jeden i ten sam zasób jest przedmiotem oceny przez zamawiającego zarówno pod kątem spełniania warunków udziału w postępowaniu, jak i w kryteriach oceny ofert (a w trybach dwustopniowych – może być też w kryteriach selekcji). Najczęściej miałem do czynienia z takimi sytuacjami tam, gdzie oceniano przeznaczoną do wykonania zamówienia kadrę: jeśli wykonawca ma jednego specjalistę o uprawnieniach x oraz doświadczeniu lub innych kwalifikacjach y – spełnia warunek udziału w postępowaniu. Jeśli wykonawca ma więcej specjalistów o odpowiednich kompetencjach albo specjalista spełniający warunek ma lepsze doświadczenie/kwalifikacje (takie y2), może dostać punkty w kryterium. To zdarza się przy kadrze w zamówieniach na projektowanie albo roboty budowlane, ale także na usługi miękkie, szkoleniowe czy eksperckie.

Bywa więc, że mamy jeden i ten sam zasób oceniany zarówno w warunku udziału w postępowaniu, jaki i w kryterium oceny ofert. Jak to ogarnąć, skoro informacja o tym zasobie na potrzeby spełniania warunku stanowi podmiotowy środek dowodowy, natomiast na potrzeby oceny w kryterium oceny ofert – stanowi treść oferty lub przedmiotowy środek dowodowy (to swoją drogą temat na inny tekst). Te kategorie informacji rządzą się zupełnie różnymi prawami: treść oferty i przedmiotowe środki dowodowe muszą znaleźć się w ofercie, a podmiotowe środki dowodowe są wymagane na późniejszym etapie postępowania tylko od wykonawcy, który złożył najwyżej ocenioną ofertę. Różnice występują także na gruncie uzupełniania takich dokumentów (możliwości uzupełniania, a także jego zakresu).

Czytaj dalej

O obiektywnej przyczynie określenia terminu datą

Podczas dwóch dni spędzonych w towarzystwie Dariusza Koby na rozmowach o umowach w sprawie zamówień publicznych (i zresztą nie tylko) poruszony został też temat art. 436 pkt 1 Pzp, który leżał sobie w kolejce do opisania w „szponach”. Jaka to obiektywna przyczyna może uzasadnić wskazanie terminu realizacji umowy konkretną datą, zamiast dniami, tygodniami czy miesiącami? I co zrobić, jeśli datę się wyznaczy, a termin podpisania umowy się przeciąga?

Przepis miał za zadanie ukrócić bardzo niedobrą praktykę zamawiających, wyznaczających dość powszechnie terminy realizacji zamówienia konkretnymi datami, bez zważania na to, że czas trwania postępowania jest w momencie składania oferty nieodgadniony i jeśli pojawią się w nim nadzwyczajne atrakcje (albo zamawiający, bądź co bądź gospodarz postępowania, będzie działał bardzo wolno) może się okazać, że nie będzie się dało wykonać zamówienia w wyznaczonej dacie, choć wcześniej mogło wydawać się coś innego.

Czytaj dalej

O ustawie

Przy święcie człowiek chciał odgonić od siebie rozkminianie zamówieniowych kruczków, będzie zatem refleksja bardziej ogólnej natury. Wciąż mówimy o „nowej” ustawie Pzp, tymczasem ona obowiązuje nas już ponad cztery lata i o „starych” przepisach powoli zapominamy. Gdy uchwalano obecne przepisy, jednym z argumentów za ich wprowadzeniem był fakt, że poprzednia regulacja była kilkudziesięciokrotnie zmieniana, w tym przynajmniej kilka czy kilkanaście razy – dość poważnie. Mniej więcej co dwa lata dostawaliśmy „większe” nowelizacje, po których pewne nawyki trzeba było zmieniać.

Nowa ustawa miała sprawę uporządkować. Ale po tych czterech latach mogę chyba napisać, że jedyną wartością dodaną związaną z ujęciem regulacji w nowy kształt, było uporządkowanie odrobiny bałaganu, który do poprzedniej regulacji przez kilkanaście lat nowelizowania się wkradł. Ale czy ta wartość dodana była warta całej reszty? Owszem, pojawiło się kilka cennych zmian (choć niekoniecznie najszczęśliwiej wprowadzonych, bo konstrukcja dotycząca zamówień krajowych, niby osobna, ale z odwołaniem do szeregu przepisów w części unijnych jest wyjątkowo kuriozalna), ale tak naprawdę zrobiono kolejny krok w kierunku konstrukcji molocha nie do ogarnięcia.

Czytaj dalej

O zastrzeganiu (a właściwie – zaczernianiu)

Dziś notatka poniekąd o kwestiach technicznych, zainspirowana orzeczeniem Krajowej Izby Odwoławczej o sygn. akt KIO 2742/24 i 2743/24. A właściwie wątkiem, który pojawia się gdzieś tam na uboczu – mianowicie jeden z wykonawców, składając wyjaśnienia rażąco niskiej ceny, objął część z nich tajemnicą przedsiębiorstwa. I konkurent wnioskujący o udostępnienie tych dokumentów otrzymał je z zaczernieniami znajdującymi się w miejscach zawierających tajemnicę. Problem jednak w tym, że te zaczernienia zostały wykonane w taki sposób, że i tak informację dało się bez problemu odczytać. Potem zamawiający próbował wnioskować przed Izbą, aby pominąć twierdzenia Odwołującego wynikające z tych informacji, jednak bezskutecznie.

I szczerze mówiąc trudno się dziwić. Przecież czasu cofnąć się nie da, skoro zaczernienie było nieskuteczne, trudno udawać, że ktoś tego nie widział. KIO co prawda wspomniało o możliwości kontroli sądowej tego, czy odwołujący zapoznał się z tajemnicą w sposób uprawniony, ale i tu trudno oczekiwać, aby można było od niego cokolwiek wyegzekwować. Z orzeczenia nie wynika, kto dokonał tego nieskutecznego zaczernienia – być może zrobił to właśnie zamawiający, skoro potem to on wnioskował o pominięcie zarzutów w tym zakresie. Jeśli tak, to poszkodowany wykonawca mógłby mieć roszczenie wyłącznie do zamawiającego.

Czytaj dalej