O deregulacji czyli o zmianie zasad w postępowaniu odwoławczym

W czwartek doczekaliśmy się publikacji w Dzienniku Ustaw nowych przepisów, rewolucjonizujących zasady rozstrzygania odwołań. Ukryte są one w art. 28 ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego (link tutaj). Zmiany wychodzą naprzeciw wielu postulatom środowiska, w tym niejednego wyrażonego wcześniej już na łamach „szponów”. Choć oczywiście, poczekamy na wejście ich w życie (przygotowanie do nich choćby samej Izby będzie pewnym wyzwaniem) – vacatio legis wynosi 9 miesięcy, a zatem dopiero postępowania odwoławcze prowadzone w wyniku postępowań o udzielenie zamówień publicznych wszczętych po 12 marca 2026 będą podlegać nowym zasadom. Na rozstrzyganie pierwszych odwołań w nowym trybie poczekamy zatem niemal rok.

Przyzwyczajeń trzeba będzie zmienić całkiem sporo – wprowadzona będzie możliwość zdalnego uczestnictwa w posiedzeniach i rozprawach, co mocno ułatwi życie osobom spoza stolicy (i obniży obroty Green Caffè Nero na ul. Postępu), choć pewnie dopiero praktyka pokaże, czy fizyczne uczestnictwo w rozprawie nie będzie dawało pewnej nieuchwytnej przewagi dzięki bezpośredniemu kontaktowi ze składem orzekającym. Wprowadzony zostanie obowiązek zajmowania stanowiska merytorycznego w przystąpieniu do odwołania, a także obowiązek udzielenia odpowiedzi na odwołanie w terminie wyznaczonym przez Izbę (w tym ostatnim przypadku właściwie sankcjonując obecną praktykę). Wyeliminowane zostaną przynajmniej niektóre problemy związane z nieprzekazywaniem pism innym stronom postępowania odwoławczego. Ograniczona zostanie możliwość zasypywania dowodami dopiero podczas rozpraw. Słowem – sporo dobrego.

Jednak w tym wszystkim jest parę łyżek dziegciu, jak to zwykle bywa. Dziś o kilku problemach, zauważonych na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze – w nowelizacji pomyślano o postępowaniu odwoławczym, ale nie pomyślano o innych przepisach, które choć pozornie niezwiązane z rozstrzyganiem dowołań, z zachowaniem warunków uczciwego postępowania odwoławczego mają wiele wspólnego. Nie zmieniono bowiem przepisów dotyczących udostępniania przez zamawiającego protokołu postępowania z załącznikami wykonawcom. Tam pozostała „niezwłoczność”, która bywa bardzo rozmaicie interpretowana przez zamawiających i w praktyce często używana w sposób, który ma utrudnić korzystanie ze środków ochrony prawnej. Wydaje się, że należałoby wprowadzić do ustawy obowiązek udostępniania dokumentów najdalej w kolejnym dniu roboczym po złożeniu wniosku (z zachowaniem trzydniowego – albo nawet dłuższego terminu dla wniosków złożonych bezpośrednio po otwarciu ofert).

Dlaczego tak? Z powodu nowych treści zawartych w art. 525 ust. 1 oraz art. 535 ust. 3. Zgodnie z pierwszym z tych przepisów przystępujący ma po staremu 3 dni na złożenie przystąpienia do odwołania. Jednak nowością jest obowiązek zawarcia już w tym przystąpieniu merytorycznego stanowiska względem zarzutów zawartych w odwołaniu. Do tego dochodzi druga ze wskazanych nowych norm, zgodnie z którą do odwołania nie trzeba załączać przywołanych w jego treści dowodów z dokumentacji postępowania. Jeśli odwołujący otrzymał od zamawiającego kopie dokumentów, ale potencjalni przystępujący jeszcze nie, jak mają odnieść się wyczerpująco do zarzutów wymienionych w odwołaniu? Jak je ocenić, jeśli będą odnosić się do dokumentów, których oni nie znają (bo przecież niejednokrotnie tak jest)? Wystąpią o nie do zamawiającego, ale ile będą na nie czekać?

Swoją drogą, sam obowiązek zawarcia merytorycznego stanowiska w przystąpieniu uważam za dobry krok. Sam niejednokrotnie tak robię w przystąpieniach, co na pewno ułatwia sprawę zarówno zamawiającemu przygotowującemu odpowiedź na odwołanie, jak i Izbie. Oczywiście, ułatwia też życie odwołującemu, o ile przystąpienie nie jest po jego myśli – może lepiej przygotować się do odparcia argumentów. Ale cóż – wszystko ma swoją cenę. Jednak wobec narzucenia ustawowego obowiązku zawarcia takich argumentów i wspomnianej wyżej okoliczności związanej z udostępnianiem dokumentów zamówienia – termin 3-dniowy wydaje się ciut zbyt krótki. A już kompletnym absurdem jest zawarcie w art. 525 ust. 1 konieczności odniesienia się w przystąpieniu do odpowiedzi na odwołanie – która przecież niemal w każdym przypadku w tym czasie jeszcze nie istnieje.

Po drugie, choć wprowadzono bardzo cenny obowiązek przekazywania pism wszystkim stronom i uczestnikom postępowania odwoławczego (art. 507), to zapomniano tam o jednym – grono przystępujących znane jest jedynie Izbie, zamawiającemu i odwołującemu. Natomiast przystępujący nie znają innych przystępujących. Jak zatem mają ustalić, komu mają wysyłać swoje pisma? Co więcej, zasada jest piękna, ale jeśli już samo przystąpienie ma zawierać argumenty merytoryczne, a jest przekazywane tylko Izbie, zamawiającemu i odwołującemu, dlaczego od tych argumentów mają być odcięci pozostali przystępujący? Brakło w nowelizacji refleksji na ten temat. I chyba należałoby tutaj wskazać, że zamawiający w określonym terminie przesyła przystąpienia innym przystępującym, a KIO publikuje na stronie (idealnym miejscem są „Informacje o toku postępowania odwoławczego”) na bieżąco także wykaz przystępujących.

Po trzecie – zasada składania dowodów najpóźniej w dniu następującym przed dniem rozprawy (art. 535 ust. 1). Niby pięknie, wyjątki też całkiem zrozumiałe, ale jak znam życie i niektórych pełnomocników, ów dzień następujący przed dniem rozprawy będzie oznaczał wysyłanie dowodów na pięć minut przed północą, podczas gdy rozprawa odbywa się na przykład o dziewiątej rano. Temu należałoby jednak zapobiegać.

No i po czwarte: świetnie, że odpowiedź na odwołanie będzie obowiązkowa, a KIO będzie wyznaczać termin na jej wniesienie (art. 521 ust. 1). Szkoda, że nie wiemy, co będzie gdy zamawiający ten termin zignoruje – nasuwałoby się tutaj milczące uwzględnienie odwołania (wypadałoby tylko, aby wówczas Izba kopie wezwania do odpowiedzi na odwołanie przekazywała pozostałym stronom i uczestnikom). Szkoda wreszcie, że wskazano tylko, że ten termin nie będzie nie krótszy niż 5 dni, ale nie wskazano, że nie będzie kończył się później niż na przykład 5 dni przed terminem rozprawy. Tak, żeby w przypadku uwzględnienia odwołania przystępujący po stronie zamawiającego mógł na spokojnie rozważyć, czy złożyć sprzeciw, czy nie.

Będzie lepiej niż obecnie, ale niestety wciąż nie idealnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *