O faksie

Od „dużej” nowelizacji ustawy Pzp minęło już ponad pół roku i szybko zbliża się 18 października 2018 r., od kiedy to postępowania o zamówienia publiczne mają zostać przeniesione na platformę elektroniczną (jeszcze szybciej – 18 kwietnia 2017 r., kiedy zmiana ta ma dotknąć centralnych zamawiających). Idea jest ze wszech miar słuszna, ale jest jeden mały problem: wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że UZP nie przygotuje ma czas jednej wspólnej, jednolitej platformy, co spowoduje, że problem spadnie na barki zamawiających – generując w ten sposób wielkie koszty i zamęt (ten ostatni: zarówno po stronie zamawiających, jak i wykonawców, którzy będą musieli się odnaleźć w gąszczu różnych rozwiązań stosowanych przez różnych zamawiających).

17 lutego na stronach RCL został opublikowany skierowany przez Prezesa UZP projekt rozporządzenia w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego oraz udostępniania i przechowywania dokumentów elektronicznych. Samo rozporządzenie oczywiście nie rozwiązuje wskazanego wyżej problemu, ale wskazuje ramy, w których będziemy w przyszłości poruszać – zasady, na których trzeba będzie oprzeć informatyczne systemy prowadzenia postępowań o udzielenie zamówień.
Czytaj dalej

O ograniczeniu długości ogłoszenia

Wraz z wejściem w życie nowych dyrektyw zamówieniowych Unia Europejska udostępniła nowe formularze ogłoszeń do publikacji w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Sprawa poniekąd oczywista: skoro zmieniły się wymogi dotyczące treści ogłoszeń, trzeba było zmienić także ich formatki. Pojawiło się przy tym kilka drobnych problemów, istotnych z polskiej perspektywy – w nowych formularzach ubyło pól do wypełnienia, przez co zniknęły pola dedykowane na umieszczenie informacji uznanych za obowiązkowe w ustawie Pzp. Ten problem da się jednak łatwo rozwiązać – wystarczy umieścić odpowiednie wzmianki w polach przeznaczonych na dodatkowe informacje.

Pojawił się jednak inny problem, o większym znaczeniu, choć jego źródło zdaje się absolutnie prozaiczne. Mianowicie twórcy formularzy postanowili ograniczyć ilość tekstu, którą da się wpisać w poszczególnych polach (widać szczególne upodobanie do czwórek – najczęściej mamy do czynienia z limitem 4000 lub 400 znaków). Na pozór to imponujące liczby, ale w praktyce jest już nieco inaczej – tylko to zdanie liczy 104 znaki. Jedną czwartą tego, co zamawiający może zmieścić w wielu istotnych polach. A przecież to tylko jedno, stosunkowo krótkie (chociaż złożone) zdanie. Ten cały, też stosunkowo krótki akapit – 623 znaki…
Czytaj dalej

O terminie publikacji ogłoszenia o zamówieniu na stronie www zamawiającego

Wielka nasza nowelizacja Pzp (chciałoby się napisać ostatnia, bo przecież tak niedawno to było, ale ostatnia to ona już niestety nie jest) obok rewolucji wprowadziła szereg drobnych zmian, które niekiedy w natłoku informacji zdarza się uczestnikom rynku zamówieniowego nie zauważyć. Jedna z nich dotyczy sposobu publikowania ogłoszeń o zamówieniu w przetargach unijnych. Nowinką (poza zmianą w zakresie przesuwania terminów składania ofert w przypadku zmian ogłoszenia) jest tutaj przepis art. 11 ust. 7d Pzp – zgodnie z którym zamawiający po wysłaniu ogłoszenia do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej może opublikować ogłoszenie w inny sposób nie tylko po publikacji tego ogłoszenia, ale także po upływie 48 godzin, jeśli do tego momentu nie pojawi się ono w DUUE.

Wspomniany przepis precyzuje, o jakie ogłoszenie w nim chodzi, poprzez odesłanie do dwóch innych przepisów: do ust. 5 dotyczącego dodatkowego, nieobowiązkowego w tej sytuacji ogłoszenia z Biuletynie Zamówień Publicznych, oraz do ust. 7c, zgodnie z którym zamawiający może udostępnić ogłoszenie o zamówieniu w sposób inny niż w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej (powyżej progów) lub Biuletynie Zamówień Publicznych (poniżej progów, co nas tutaj nie interesuje), w szczególności w prasie krajowej.
Czytaj dalej

O hermetyczności języka zamówieniowego

W przepisach ustawy Pzp, szczególnie po ostatnich zmianach, wszyscy się gubimy (przykładem mój błąd z ostatniego tekstu, gdzie wskazałem możliwość żądania dokumentów „przedmiotowych” na podstawie art. 26 ust. 2f, podczas gdy ustawodawca takiej możliwości tam nie uwzględnił). Problemy mają szczególnie wykonawcy, z natury rzeczy w mniejszym stopniu zmuszeni do analizowania zmian w regulacjach prawnych. Stąd w tym pierwszym okresie spotykamy wiele przypadków składania nie takich dokumentów jak trzeba (według starych wzorców i zwyczajów), składania ich zbyt wcześnie (jak oświadczenia o grupie kapitałowej) itp. Szczególnym przypadkiem jest oświadczenie JEDZ, którego pomysł sam w sobie jest znakomity, techniczna strona też całkiem zmyślna, ale język, jakim się posłużono przy jego sporządzaniu jest hermetyczny nawet jak na zamówieniowe standardy.

Niestety, od specjalistycznego języka w zamówieniach nie sposób uciec. Postanowienia dokumentów tworzonych przez zamawiającego muszą być precyzyjne i muszą odnosić się do pojęć wynikających z ustawy. Każda próba ich obejścia mogłaby powodować problemy interpretacyjne podczas oceny ofert czy późniejszych sporów przed KIO. Jednak stopień skomplikowania zamówieniowego języka i obszerność formalnych dokumentów z tym związanych stanowi element, który niekiedy odstrasza od składania ofert potencjalnych nowych graczy. Oczywiście, język nie jest jedynym takim elementem, wymienić ich można wiele, czasami o poważniejszym charakterze (zresztą, na łamach szponów się one przewijają – choćby warunki umów, w których zamawiający nie respektują podstawowych – jak by się wydawało – zasad podziału ryzyka i odpowiedzialności), ale język jest pierwszą i przez to podstawową barierą w tym zakresie.
Czytaj dalej

O nowym BZP

Nowelizacja ustawy, która weszła w życie kilka tygodni temu, wymagała wprowadzenia zmian także w krajowym systemie publikowania ogłoszeń zwanym Biuletynem Zamówień Publicznym. Otrzymaliśmy w ręce narzędzie znacznie odbiegające od dotychczasowego i choć jeszcze nie przetestowałem wszelkich funkcjonalności, jakie oferuje, na kilka zmian warto zwrócić uwagę. Są wśród nich zmiany na gorsze, choć niektóre mogą być efektem wieku dziecięcego nowego systemu informatycznego i mogą w jakiś magiczny sposób zostać poprawione.

Ale na początek pozytyw. Usunięto niewątpliwą wadę, którą opisywałem w szponach przed sześcioma laty, polegającą na wstawieniu do systemu na sztywno opisu dokumentów zaczerpniętego z rozporządzenia i pozostawieniu zamawiającemu jedynie opcji zaznaczenia odpowiednich pól. Tymczasem opis dokumentów niekiedy jest w specyfikacji modyfikowany w stosunku do rozporządzenia. Np. jeśli zamawiający nie bada w warunku doświadczenia wartości wykonanych robót, nie ma prawa żądać informacji o tej wartości w wykazie robót. Tymczasem dotychczasowe ogłoszenie BZP nie pozwalało na jakąkolwiek zmianę opisu dokumentu. Teraz jest wreszcie normalnie.
Czytaj dalej

O anonimizacji próśb o wyjaśnienie siwz

Art. 38 ust. 2 Pzp ustanawia zasadę, że zamawiający odpowiada na pytania wykonawców dotyczące treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia bez ujawniania źródła zapytania. Co to oznacza? W praktyce tyle, że zamawiający nie powinien podawać, kto zadał pytania, na które odpowiada. Pytania zostały po prostu zadane. W praktyce z realizacją tej zasady zdarzają się kłopoty. Czasami zamawiający o niej po prostu zapominają. Czasami pamiętają, ale choć w treści starannie unikając podania, kto zadał pytanie, to plik z wyjaśnieniami nazywają „Odpowiedzi na pytania X”, gdzie X stanowi nazwę pytającego.

Co w takim przypadku grozi? Ano raczej niewiele – ujawnienie informacji, kto zadał dane pytanie zwykle nie ma wpływu na wynik postępowania. Co prawda konkurencja wcześniej się dowiaduje, kto zamówieniem się interesuje, ale w gruncie rzeczy złego może zdarzyć się niewiele. Tym „złym” może być ryzyko zmowy wykonawców („a, widzę, że X też jest zainteresowany, to zamiast konkurować zmówmy się”) – ale w gruncie do zmowy nie potrzeba zwykle takich danych, ich wykrywanie leży gdzie indziej, a w gruncie rzeczy w trybach dwustopniowych wykonawcy z góry wiedzą z kim konkurują i to jakoś specjalnych obaw nie budzi. Innym „złym” może być swoich słabych punktów przez pytającego się wykonawcę – ale i tu konsekwencje nie są nazbyt dotkliwe – skoro bowiem potem, przy ocenie oferty, może pojawić się wątpliwość, to i tak powinna być zbadana, a nie zamiatana pod dywan.
Czytaj dalej

O otwieraniu ofert

Jedyną czynnością w postępowaniu, której zmienić ani powtórzyć się nie da, jest otwarcie ofert. Co więcej, musi odbyć się w oznaczonym czasie i miejscu, choć te można z wyprzedzeniem zmieniać i przesuwać. I jest także jedyną czynnością w każdym postępowaniu, podczas której dochodzi do dość naturalnego kontaktu z wykonawcami. Stąd u osób, które rzadziej mają z zamówieniami do czynienia, szczególnie po stronie zamawiających, budzi niekiedy odrobinę obawy. Zwłaszcza, że w ustawie o otwarciu ofert napisano niewiele.

Sam uczestniczyłem w wielkiej ilości takich imprez i doświadczyłem najróżniejszych sposobów postępowania. Od krótkiego spotkania na stojąco przy biurku w sekretariacie po niemalże uroczystości. Od załatwiania tego w dwie minuty do długich posiedzeń, na których zamawiający opisuje historię postępowania z podaniem wszelkich dat, numerów i nazwisko lub sprawdza w obecności wykonawców wpłacone wadia, a nawet dokumenty załączane do ofert. Nie wspominając o dodatkowych atrakcjach dostarczanych niekiedy przez uczestniczących w otwarciu przedstawicieli wykonawców czy gości…
Czytaj dalej

O drodze elektronicznej

W ustawie Pzp pojawia się w odniesieniu do komunikacji zamawiającego z wykonawcami pojęcie „drogi elektronicznej” – zresztą bez bliższej definicji (co zmieni się zresztą w najbliższym czasie). Formami komunikacji, które jako pierwsze przychodzą człowiekowi na myśl są niewątpliwie e-mail i strona www (na której zamieszcza się przewidziane w ustawie informacje). W licznych wypadkach do komunikacji drogą elektroniczną mogą służyć też rozmaite systemy do prowadzenia aukcji czy licytacji elektronicznej – informacja wprowadzona do systemu „z jednej strony”, jest widoczna także „z drugiej”.

Wspomniane systemy są jednak póki co stosowane w ograniczonej ilości przypadków (ale mam nadzieję, że doczekamy się przeniesienia zamówień w ogóle na takie platformy). W innych przypadkach jest różnie – strony www używa zamawiający, głównie wtedy, gdy nakazuje mu to ustawa a krąg wykonawców jest jeszcze nieokreślony. Gdy krąg wykonawców jest znany (postępowanie znajduje się na etapie po złożeniu ofert lub wniosków o dopuszczenie), powszechnym rozwiązaniem jest komunikacja mailowa. Ta ostatnia jednak ma swoje ograniczenia. Gdy zatem zamawiający ma do przesłania wykonawcom (lub odwrotnie, choć zwykle problem jest w tym pierwszym przypadku) pakunek o takiej wielkości, że prawdopodobieństwo sukcesu znacznie maleje, warto poszukać innej drogi. I takie możliwości istnieją.
Czytaj dalej

O tablicy ogłoszeń

Gdy poprzednim razem pisałem w „szponach” o nadchodzącej nowelizacji, skoncentrowałem się na kilku szalonych pomysłach w niej planowanych, które niezwykle uprzykrzyłyby życie uczestników rynku zamówieniowego. Tak szczęśliwie się złożyło, że w kolejnej jej wersji, która ujrzała światło dzienne, przynajmniej z jednej z tych upierdliwości zrezygnowano – niestety jednak wprowadzano do planowanego art. 24 ust. 11 wyjątkowo nieprzemyślany pomysł składania przez wykonawców po otwarciu ofert oświadczeń o przynależności (lub jej braku) do grupy kapitałowej. Nieprzemyślany, bo przecież jest to powrót do rozwiązań, o których niesprawdzeniu przekonaliśmy się na własnej skórze przed paroma laty.

Dziś chciałem napisać jednak nie o czymś, co w nowelizacji jest, ale czymś, co z niej zniknęło. O kolejnym drobiazgu, który utrudnia życie – tym razem wyłącznie zamawiającym. Nie jest to być może utrudnienie znaczące, ale przez fakt swojej nieustającej powtarzalności mimo wszystko uciążliwe. Chodzi mianowicie o obowiązek wywieszania ogłoszeń w miejscu publicznie dostępnym w siedzibie zamawiającego. Coś, co zapewne było sensowną opcją dla wykonawców jeszcze przed dwudziestoma czy nawet dziesięcioma laty, dziś jest tylko reliktem przeszłości. Ogłoszenia, które sam zawieszam, nie obchodzą psa z kulawą nogą, za wyjątkiem innych osób, które szukają na tablicy miejsca na swoje karteluszki.
Czytaj dalej

O komunikacji telefonicznej

Zarówno ustawa Pzp, jak i dyrektywy unijne przewidują konieczność pisemnego dokumentowania postępowań o udzielenie zamówień publicznych. Co prawda pisemność w obu wypadkach jest rozmaicie rozumiana, bo w dyrektywach odnosi się do każdego formatu zapisu tekstu, który da się utrwalić, a w ustawie Pzp do dokumentu opatrzonego własnoręcznym podpisem, ale co do pryncypiów sytuacja jest podobna (szczególnie, że ustawa Pzp zakłada obowiązek publikacji niektórych informacji elektronicznie, a ponadto dopuszcza komunikację faksową i elektroniczną, nie wiedzieć tylko czemu uzależniając to od decyzji zamawiającego).

Telefon jednak w przepisach się pojawia. Mimo że z natury rzeczy nie umożliwia utrwalenia słowa mówionego – chyba że użyjemy jakichś nadzwyczajnych środków technicznych. W ustawie Pzp znajdziemy go w art. 27 ust. 5, który upoważnia wykonawcę do telefonicznego uprzedzenia o potencjalnym spóźnieniu wysłanego w terminie wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. Przepis to zresztą szalony (nie nasza to jednak wina, ale ustawodawcy unijnego – jest implementacją art. 42 ust. 6 dyrektywy 2004/18/WE), ale nie ma powodu się nim zajmować – projekt ustawy szczęśliwie go „znika”, tak jak i „zniknęła” go dyrektywa 2014/24/UE.
Czytaj dalej