O nowym BZP

Nowelizacja ustawy, która weszła w życie kilka tygodni temu, wymagała wprowadzenia zmian także w krajowym systemie publikowania ogłoszeń zwanym Biuletynem Zamówień Publicznym. Otrzymaliśmy w ręce narzędzie znacznie odbiegające od dotychczasowego i choć jeszcze nie przetestowałem wszelkich funkcjonalności, jakie oferuje, na kilka zmian warto zwrócić uwagę. Są wśród nich zmiany na gorsze, choć niektóre mogą być efektem wieku dziecięcego nowego systemu informatycznego i mogą w jakiś magiczny sposób zostać poprawione.

Ale na początek pozytyw. Usunięto niewątpliwą wadę, którą opisywałem w szponach przed sześcioma laty, polegającą na wstawieniu do systemu na sztywno opisu dokumentów zaczerpniętego z rozporządzenia i pozostawieniu zamawiającemu jedynie opcji zaznaczenia odpowiednich pól. Tymczasem opis dokumentów niekiedy jest w specyfikacji modyfikowany w stosunku do rozporządzenia. Np. jeśli zamawiający nie bada w warunku doświadczenia wartości wykonanych robót, nie ma prawa żądać informacji o tej wartości w wykazie robót. Tymczasem dotychczasowe ogłoszenie BZP nie pozwalało na jakąkolwiek zmianę opisu dokumentu. Teraz jest wreszcie normalnie.

Ale są też zmiany na gorsze, na znacznie bardziej praktycznym poziomie. Koleżanka zajmująca się w firmie tematyką PR i z tej racji czasami oglądająca firmowe ogłoszenia o zamówieniu (bo czasami o zamówienia pyta się miejscowa prasa, szczególnie o te bardziej oryginalne), przeczytała pierwsze ogłoszenie opublikowane po nowelizacji i przyszła do mnie z pytaniem: po co w przetargu na dostawę sprzętu elektronicznego stawiamy wymóg, że zamówienie mają realizować zakłady pracy chronionej. Nieco się zaniepokoiłem, ale okazało się, że na samym początku ogłoszenia znajduje się wytłuszczony tekst, zgodny z podejrzeniem koleżanki, a pod nim, w kolejnym akapicie, już niewytłuszczone, skromne „nie”.

Nie wiem, mam wrażenie, że ogłoszenia o zamówieniu powinny być przyjazne dla użytkownika i zachęcać do składania ofert. Tymczasem sam formularz w tym momencie jest strasznie rozbuchany i nieczytelny. Przypadek powyższy to tylko jeden z wielu przykładów. Pełno jest pól, które nie dotyczą postępowania, a i tak ich opisy są ostatecznie publikowane. Na przykład, jeśli zamawiający nie przewiduje aukcji elektronicznej, i tak pojawia się oprócz stwierdzenia, że aukcja nie jest przewidziana, treść wszystkich pytań (tyle że bez odpowiedzi zamawiającego) dotyczących przebiegu tej aukcji. A wystarczyłoby skromne „Przewidziane jest przeprowadzenie aukcji elektronicznej: nie” (albo jeszcze ładniej: „Przeprowadzenie aukcji elektronicznej nie jest przewidziane”), a resztę można „zniknąć” bez uszczerbku dla nikogo. Albo umowa ramowa – na samym wstępie zamawiający zaznacza, że ogłoszenie dotyczy zamówienia, a nie umowy ramowej, a i tak cały punkt dotyczący umów ramowych jest w ogłoszeniu pokazany. Podobnie z informacjami o partnerstwie innowacyjnym, licytacji elektronicznej, dialogu konkurencyjnym – nawet jeśli zamawiający wskaże na początku, że trybem jest przetarg nieograniczony, całe punkty o innych trybach w opublikowanym ogłoszeniu pozostają. Ogłoszenie się rozdyma, a znaleźć w nim treści istotne w danym postępowaniu jest znacznie trudniej niż poprzednio. Ktoś, kto dotąd nie miał praktyki na tym rynku, w starciu z tym formularzem nie ma żadnych szans.

Są też problemy stricte techniczne. Po opublikowaniu ogłoszenia jest ono pokazywane w mocno staroświeckiej technologii ramek (sam kiedyś używałem jej na swojej stronie internetowej, ale było to jakieś 15 lat temu). Gdyby chcieć wydrukować takie ogłoszenie – jest problem. W wydruku pojawia się tylko pierwsza strona takiego ogłoszenia, nic więcej. Można zmniejszać skalę wydruku, ale podziała to tylko w przypadku króciutkich ogłoszeń (np. o zmianie) – każde dłuższe w pewnym momencie będzie nieczytelne. Można też wyświetlić wyłącznie ramkę z ogłoszeniem (co jednak nie jest oczywistym rozwiązaniem dla przeciętnego użytkownika BZP) – wydrukuje się wszystko bez problemu, cóż jednak z tego, jeśli w tym widoku polskie literki zastępują malownicze „krzaczki”. Pozostaje nieco bezsensowna droga zaznaczania całej treści i kopiowania do edytora tekstu. Możliwe, ale po co utrudniać życie?

A w gruncie rzeczy problemem, który skłonił mnie do sięgnięcia po ten temat, była sytuacja piątkowa. W czwartek przygotowałem dwa ogłoszenia o zmianie ogłoszenia o zamówieniu, w piątek chciałem wprowadzić w nich jedną poprawkę i opublikować, a w „przerwanych sesjach” pojawiło się „brak danych”. Pojawiły się z powrotem po paru godzinach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.