O hermetyczności języka zamówieniowego

W przepisach ustawy Pzp, szczególnie po ostatnich zmianach, wszyscy się gubimy (przykładem mój błąd z ostatniego tekstu, gdzie wskazałem możliwość żądania dokumentów „przedmiotowych” na podstawie art. 26 ust. 2f, podczas gdy ustawodawca takiej możliwości tam nie uwzględnił). Problemy mają szczególnie wykonawcy, z natury rzeczy w mniejszym stopniu zmuszeni do analizowania zmian w regulacjach prawnych. Stąd w tym pierwszym okresie spotykamy wiele przypadków składania nie takich dokumentów jak trzeba (według starych wzorców i zwyczajów), składania ich zbyt wcześnie (jak oświadczenia o grupie kapitałowej) itp. Szczególnym przypadkiem jest oświadczenie JEDZ, którego pomysł sam w sobie jest znakomity, techniczna strona też całkiem zmyślna, ale język, jakim się posłużono przy jego sporządzaniu jest hermetyczny nawet jak na zamówieniowe standardy.

Niestety, od specjalistycznego języka w zamówieniach nie sposób uciec. Postanowienia dokumentów tworzonych przez zamawiającego muszą być precyzyjne i muszą odnosić się do pojęć wynikających z ustawy. Każda próba ich obejścia mogłaby powodować problemy interpretacyjne podczas oceny ofert czy późniejszych sporów przed KIO. Jednak stopień skomplikowania zamówieniowego języka i obszerność formalnych dokumentów z tym związanych stanowi element, który niekiedy odstrasza od składania ofert potencjalnych nowych graczy. Oczywiście, język nie jest jedynym takim elementem, wymienić ich można wiele, czasami o poważniejszym charakterze (zresztą, na łamach szponów się one przewijają – choćby warunki umów, w których zamawiający nie respektują podstawowych – jak by się wydawało – zasad podziału ryzyka i odpowiedzialności), ale język jest pierwszą i przez to podstawową barierą w tym zakresie.

Po ostatnich zmianach nieprzenikniony dla zwykłego śmiertelnika język stał się chyba jeszcze większym problemem niż dotąd. Co można z tym zrobić? Jak układać specyfikacje i ogłoszenia (o innym problemie z tymi ostatnimi pisałem parę tygodni temu), aby były one prostsze w odbiorze, bardziej klarowne? Ciekawy przykład poddają przepisy ustawy Prawo ochrony środowiska czy pokrewnej ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie (…), które w przypadku kilku różnych dokumentów (z raportami oddziaływania przedsięwzięciu na środowisko) nakazują dołączanie doń „streszczenia w języku niespecjalistycznym”. Czyli mamy dwie części raportu: jedną rozwlekłą i fachową, drugą krótką i po ludzku. I przez krótką chwilę zastanawiałem się, czy nie byłoby wszystkim prościej, gdyby specyfikacja istotnych warunków zamówienia zawierała taki element.

Problemów jednak jest kilka. Krótko – a więc tylko kluczowe sprawy, a w zamówieniach czasami diabeł tkwi w szczegółach, które siłą rzeczy będą pominięte. Po ludzku – a więc czasami używając słownictwa odbiegającego od tego z ustawy. I wreszcie, nigdy nie ma pewności, czy pomiędzy tymi dokumentami nie pojawią się wskutek powyższych elementów sprzeczności. Pomysł zatem może nie być najszczęśliwszy. Ale coś z tym powinno się zrobić, aby nie odstraszać…

Przede wszystkim (i to jest grzech wielu zamawiających pojawiający się odkąd system istnieje) nie warto przepisywać ustawy (np. przesłanek unieważnienia postępowania), nie warto też przedstawiać wykonawcy wewnętrznych spraw zamawiającego (zdarzają się specyfikacje z opisem podziału obowiązków w komisji i innymi tego typu niepotrzebnymi kwiatkami). Po drugie, warto jej nadać strukturę, która będzie miała sens z punktu widzenia wykonawcy. Sam posiłkuję się schematem wynikającym z art. 36, ale to nie ma wielkiego sensu – oddzielenie zawartości oferty oraz dokumentów składanych wraz z ofertą, wadium jeszcze gdzie indziej – to mija się z celem, wykonawca powinien w jednym miejscu znaleźć wszystko, co danego kroku w postępowaniu z jego strony dotyczy.

Niestety, wszystkiego nie przeskoczymy. Opis dokumentów, które muszą złożyć wykonawcy zagraniczni zawsze będzie brzmiał hermetycznie. Można jednak oddzielić w podpunktach wyraźnie – wykonawców zagranicznych, konsorcja, podmioty trzecie, podwykonawców… Nie wiem, może trzeba trochę poeksperymentować. W końcu w całym tym biznesie powinno chodzić o konkurencję i zamawiający powinien zrobić wszystko, aby tę konkurencję ułatwić.

Ps. Są też kwestie absolutnie podstawowe, jak choćby format udostępnianej dokumentacji. Pdf jest fajny, bo jest uniwersalny, ale warto dać wykonawcom także wersje edytowalne, w których łatwiej będzie się poruszać, wyszukiwać informacje i łatwiej będzie wypełniać załączone formularze :)

5 komentarzy do: “O hermetyczności języka zamówieniowego

  1. Trafne spostrzeżenia – szczególnie z punktu widzenia praktyki zamówieniowej. I jak trafnie wskazano – nowe pojęcia, które pojawiły się w związku z ostatnią nowelizacją utrudniają sprawę. Przy czym zgadzam się, że upraszczanie języka SIWZ czy też dołączenie streszczenia w języku zrozumiałym=niezamówieniowym może pociągać za sobą wiele negatywnych konsekwencji. Pierwszą jaka mi się nasunęła na myśl podczas czytania to możliwość kwestionowania negatywnej oceny jego oferty dokonanej przez zamawiającego z powołaniem się na to, że w streszczeniu nie było identycznych wymogów co w SIWZ, zatem nie sposób obarczyć winą za błąd wykonawcę. A druga myśl to ta, że należałoby w tym wszystkim mieć chyba na względzie również fakt, że wykonawcy działający na rynku, zamierzający ubiegać się o udzielenie zamówienia publicznego winni świadomość zamówieniową posiadać oraz umieć poruszać się – chociażby w stopniu podstawowym po procedurach przewidzianych w treści ustawy Prawo zamówień publicznych. Zaraz może pojawić się pytanie czym jest ten stopień podstawowy… ? Moim zdaniem nie sposób wyobrazić sobie profesjonalnego wykonawcę ubiegającego się o udzielenie zamówienia, który nie zna ustawy Prawo zamówień publicznych i przewidzianych w niej procedur w oparciu o jakie udzielane są zamówienia publiczne (mam na myśli chociażby podstawowe tryby udzielania zamówień publicznych).

    • W zakresie myśli pierwszej – zgoda. W zakresie drugiej… Problem w tym, że oczekiwanie od wykonawców profesjonalizmu w dziedzinie zamówień powoduje, że rynek jest ograniczony. W dużych przetargach nie ma problemu – „duzi” wykonawcy mają wyspecjalizowanych ludzi, na co dzień w tym uczestniczą, rynek jest nie do zlekceważenia (choć zdarzali mi się wykonawcy z zagranicy w ogromnych przetargach próbujący ogarnąć temat po swojemu, bez pomocy krajowych kancelarii prawnych – z marnym skutkiem). W mniejszych często się zdarza, że mogliby stanąć w szranki „mali” przedsiębiorcy na co dzień niemający nic wspólnego z zamówieniami. A nie potrafią… I to jest niestety doświadczenie z życia wzięte…

      • Muszę się zgodzić z taką uwagą. „Mniejsi wykonawcy” rzeczywiście stoją na mniej korzystnej pozycji zważywszy na to, że mogą nie mieć możliwości (chociażby finansowych) aby dysponować wykwalifikowanymi osobami w zakresie zamówień publicznych. A problem, którego dotyczy komentowany artykuł może przybrać na sile – wszak jednym z celów dokonanej nowelizacji jest otwarcie zamówień na małych wykonawców (chociażby zasady dzielenia zamówienia na części)…Może rzeczywiście z czasem okaże się konieczne podejmowanie prób uproszczenia dokumentacji przetargowych – bo istotna dla zamawiającego powinna być konkurencyjność w postępowaniu.

  2. Od dawna myślę o takim streszczeniu Siwzu. Wystarczy zaznaczyć, ze ma charakter pomocniczy etc. Kwestia odpowiednich zastrzeżeń. Problem w tym, ze wielu zamawiających chyba nie chce kłaść kawy na kawę. Żeby w pełni zrozumieć wymagania trzeba przeczytać OPZ, warunki udziału, kryteria i postanowienia umowy. Przy czym istotne ryzyka dla wykonawcy w tym ostatnim dokumencie się kryją. Nie jestem pewien, czy wszyscy zamawiający chcieliby o nich wprost pisać. Ale jeśli kropelka ma drążyć skale… W UK takie streszczenia są elementem dobrych praktyk.

    • Takie głosy powodują, że człowiek znowu zaczyna się łamać :) Obawy przed kładzeniem kawy na ławę nie mam, tylko obawę przed tym, że będą wykonawcy, którzy nic poza tym streszczeniem nie przeczytają i będzie bieda tak czy owak. KIO odeśle ich do diabła, jeśli tam trafią, ale moim celem nie jest wygrana przed KIO tylko zwiększenie konkurencji w postępowaniu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *