O tłumaczeniu na język obcy

Dziś będzie o pewnym drobiazgu – niekonsekwencji prawodawcy, zapewne niezamierzonej. Dotyczy ona kwestii posługiwania się w postępowaniu dokumentami sporządzonymi w języku innym niż polski – stosownie do zasad wynikających z art. 20 ust. 3 Pzp. Pisać o tym zdarzyło mi się już w „szponach” kilkakrotnie, np. przed blisko dekadą, gdy żałowałem, że przepisy o możliwości posługiwania się językiem obcym w postępowaniu dotyczą tylko dokumentów składanych przez wykonawcę (i to nie wszystkich), a nie dotyczą dokumentów zamówienia czy negocjacji – w międzyczasie doczekałem się pojawienia się w ustawie Pzp art. 20 ust. 4, który ten problem rozwiązał.

Niekonsekwencja, o której dzisiaj mowa, ma charakter znacznie drobniejszy niż uwagi z tamtego tekstu, niemniej czasami może doskwierać. Mianowicie chodzi tutaj o swego rodzaju rozjechanie się pomiędzy przepisami ustawy Pzp a rozporządzenia w sprawie sposobu sporządzania i przekazywania informacji (…). Art. 20 ust. 3 Pzp pozwala wykonawcom posługiwać się w postępowaniu dokumentami lub ofertami sporządzonymi w języku obcym w takim zakresie, w jakim pozwoli na to zamawiający. Zamawiający zatem określa jakie dokumenty i w jakim języku mogą być składane. Poza przypadkami postępowań, w których komunikacja w obcym języku (zwykle po angielsku) jest całkowicie naturalna, dobrą praktyką bywa zgoda na składanie w tym języku przedmiotowych środków dowodowych (np. kart katalogowych), które z jednej strony często w tym języku są sporządzane, a z drugiej nie stanowią dla zamawiających specjalnego wyzwania lingwistycznego z uwagi na prostą strukturę treści. Głupio odrzucać ofertę za brak tłumaczenia dokumentu, który i tak niemal każdy rozumie.

No dobrze, zamawiający wyraża zgodę na składanie niektórych lub wszystkich dokumentów w języku angielskim. To oznacza, że wykonawca może odpuścić sobie sporządzanie i składanie tłumaczeń. Ale co jeśli się okaże, że dokument, którym wykonawca chce się posłużyć, nie został sporządzony ani w języku polskim, ani w języku angielskim, ale w jakimś innym, niedopuszczonym w SWZ? Cóż, niezbędne jest tłumaczenie. Ale paradoksalnie, choć konieczność tłumaczenia dotyczy dokumentu, co do którego zamawiający dopuścił złożenie go w języku angielskim, teoretycznie musi zostać przetłumaczony na język polski.

Winny jest tutaj § 5 rozporządzenia w sprawie sporządzania i przekazywania informacji (resztę długaśnego tytułu sobie darujemy, i tak będzie krócej nawet z tak rozbuchanym komentarzem w nawiasie), który nakazuje przekazywanie dokumentów (w tym środków dowodowych) z tłumaczeniami na język polski, chyba że ziści się sytuacja, na którą zgodę udzielił zamawiający zgodnie z art. 20 ust. 3 Pzp. Więc chociaż zamawiający dopuścił przykładowo składanie kart katalogowych po angielsku, jeśli karta będzie po francusku lub chińsku i wykonawca złoży tłumaczenie na angielski, to będzie za mało – bo przecież musi być tłumaczenie na polski. Ja szczerze mówiąc liczyłbym w takiej sytuacji na rozsądek zamawiających i interpretację przepisów przez prymat zasad. Ale czy każdy tak zrobi?

Oczywiście, kolizja taka zachodzi w postępowaniach rzadko, a zapewne jeszcze rzadziej – ma jakikolwiek skutek dla postępowania. Można powiedzieć – skoro tłumaczyć, to dlaczego nie od razu na język polski? Wszak roboty więcej nie będzie. Warto jednak pamiętać, że niekiedy tłumaczenie na polski nie będzie oczywistością, zwłaszcza tam, gdzie całość komunikacji jest dopuszczona w języku obcym i wykonawcy pochodzą z zagranicy. No i nie warto tracić ofert z głupich, czysto formalnych powodów.

Ps. Poniekąd analogicznie jest z § 14 rozporządzenia w sprawie podmiotowych środków dowodowych, które pozwala żądać zamawiającemu tłumaczenia na język polski samodzielnie pobieranych dokumentów z otwartych zagranicznych baz danych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *