O „luce” w miniportalu

We wtorek w „Gazecie Prawnej” pojawił się tekst o „luce” w miniportalu. Mianowicie zamawiający przedłużył termin składania ofert zmieniając zapisy siwz, publikując sprostowanie ogłoszenia o zamówieniu, ale zapomniał zmienić terminu w miniportalu. W praktyce oznacza to, że przed upływem terminu oznaczonego w siwz był w stanie otworzyć oferty – bo dostęp w miniportalu do ofert odblokowuje się po upływie terminu w nim zapisanego. Czemu jednak nazwano to „luką” właśnie? Czemu napisano o „ewidentnym błędzie systemu”? Miniportal nie jest narzędziem wydajnym, wygodnym ani niezawodnym. Jednak w tym przypadku nie możemy mówić o błędzie oprogramowania ani o luce w systemie, ale po prostu o ludzkim błędzie po stronie zamawiającego, na co słusznie zwrócił uwagę w artykule rzecznik prasowy UZP. Miniportal przecież nie ma szans znać innego terminu otwarcia ofert niż ten, który podał mu zamawiający. Nie ma tu „luki” do zlikwidowania…

Oczywiście, być może kiedyś, w jakimś idealnym świecie, doczekamy się platformy zamówieniowej zintegrowanej z Dziennikiem Urzędowym UE. Problem tylko w tym, że takie rozwiązanie w chwili obecnej byłoby niebezpieczne (skoro nie da się przesłać ogłoszenia do DUUE za pośrednictwem platformy i co najwyżej to platforma miałaby pobierać termin z DUUE). Ogłoszenia w DUUE nie publikują się automatycznie. Po przesłaniu zamawiający czeka kilka dni, aż treść pojawi się w portalu (o ile się pojawi – o czym niżej). Przy zmianie treści siwz skutkującej zmianą ogłoszenia jest inaczej niż przy wysłaniu pierwotnego ogłoszenia o zamówieniu – zamawiający nie czeka z publikacją informacji o zmianie siwz do momentu publikacji sprostowania ogłoszenia. Przeciwnie, podstawowym źródłem informacji o postępowaniu jest już w tym momencie właśnie strona zamawiającego. I zdarza się czasami, że zamawiający postanowi zmienić siwz i ogłoszenie na tyle krótko przed upływem pierwotnego terminu składania ofert, że sprostowanie ogłoszenia w DUUE nie ukaże się przed pierwotnym terminem. Gdyby więc w jakiś sposób połączyć systemy, doszłoby w tej sytuacji do komplikacji – termin jeszcze nie upłynął, ale platforma zamówieniowa potraktowałaby go jako zamknięty…
Czytaj dalej →

O formie wniosków o wyjaśnienie siwz

Wątek odpowiadania na pytania pojawiał się w „szponach” już wielokrotnie, ale chyba nigdy jeszcze w kontekście formy tych pytań. A że temat może być aktualny uświadomił mi post na forum actuariusowym, którego autor miał problem z postępowaniem w formie już elektronicznej: mianowicie pytania wpłynęły do niego mailem zamiast za pośrednictwem platformy zakupowej, której wykonawca teoretycznie powinien użyć. Pojawiły się aż trzy opcje odpowiedzi: odpowiedzieć na pytania, napisać maila do wykonawcy, że powinien pytania zadać na platformie oraz nie robić nic.

Hmm. Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Chyba od samego sensu i celu postępowania o zamówienie publiczne. Sensem i celem tym jest realizacja jakiejś publicznej potrzeby w sposób jak najbardziej korzystny dla społeczeństwa. Konkurencyjność nie jest celem samym w sobie, a niezbędnym elementem, który pomaga taki cel osiągnąć (ten kawałek z „najbardziej korzystnym”). Oczywiście, przepisy rzucają nam trochę kłód pod nogi przy realizacji takiego celu, bo nieraz chciałoby się zrobić coś, co ma sens, ale czego robić nie wolno (zwłaszcza – negocjować z wykonawcą jego ofertę), ale w innych sytuacjach pozwalają na nieco elastyczności.
Czytaj dalej →

O terminie składania ofert

Dziś temat, który częściowo szczęśliwie ma szansę zdezaktualizować się w dającym się przewidzieć czasie. No, przynajmniej częściowo. A chodzi o wyznaczanie terminu składania ofert. Inspiracją był post desmonda z forum actuariusowego, choć wątek zmieniania warunków przetargu tuż przed terminem złożenia ofert już się i w „szponach” pojawił, a i godzina na swoją kolej czekała.

Konieczność składania papierowych ofert (nie tylko w postępowaniach ustawowych, wciąż wielu zamawiaczy kultywuje taki zwyczaj w postępowaniach, w których żaden przepis nie zobowiązuje ich do takich wymogów) to praktyczny problem dla wykonawcy chcącego uczestniczyć w przetargu. Nie dość, że trzeba drukować i podpisywać (czyli w jednym miejscu skojarzyć wydrukowany papier i człowieka, który jest umocowany do jego podpisania), to na dodatek trzeba to jeszcze fizycznie dostarczyć zamawiającemu. A gdy nie da się czegoś przesłać przez Internet, tylko musi pojawić się u adresata materialnie, to czas takiego dostarczania oczywiście znakomicie się wydłuża, a na dodatek zaczyna się różnić.
Czytaj dalej →

O skanie podpisanego dokumentu

Gdy zaczynałem swoją znajomość z zamówieniami, o komunikacji elektronicznej nikt jeszcze w zasadzie nie śnił. Owszem, ludzie w pracy komputery mieli, ale nie wszyscy, a żeby wiadomość e-mail mogła być traktowana poważnie – co to, to nie. Każdy dokument musiał być złożony w papierku, z podpisem, a jeśli kopia to tylko potwierdzona za zgodność z oryginałem przez notariusza. Ileż to ofert zostało odrzuconych tylko dlatego, że wykonawca pomyślał sobie, że podpis radcy prawnego pod takim poświadczeniem wystarczy…

Z czasem to się zmieniało. Pierwszą sferą, w której e-mail znalazł jakieś szersze uznanie, były chyba prośby o wyjaśnienie treści siwz. Później szło powoli to do przodu i dziś doszliśmy do czasu, gdy teoretycznie postępowanie mogłoby się obejść bez papieru. Jedna jednak rzecz pozostała niezmieniona – podpis wykonawcy, podpis jest święty. Jeśli papier, to zamawiający badają, czy na pewno podpis oryginalny (czasami łącznie z macaniem odwrotu kartki). Zastanawiają się, czy parafka wystarczy. Jeśli dokument elektroniczny – ustawodawca stwierdził, że trzeba wymagać, aby oferta była podpisana podpisem kwalifikowanym, a także aby wszelkie dokumenty w formie kopii takim podpisem były potwierdzone. Nieliczne są sfery, w których świętość podpisów została już pogrzebana – prośby o wyjaśnienie treści siwz, dokumenty zamawiającego, niewiele poza tym.
Czytaj dalej →

O zamówieniach niekonkurencyjnych i ogłoszeniach o zamówieniu

Zarówno ustawa Pzp, jak dyrektywy zamówieniowe, zarówno w zamówieniach klasycznych, jak i sektorowych, dopuszczają możliwość uruchomienia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego bez uprzedniego ogłoszenia. Owszem, jest to możliwe tylko w wyjątkowych sytuacjach, ale niewątpliwie ma sens – są bowiem liczne okoliczności, w których publiczne ogłoszenie stratą czasu. Ustawodawca oczywiście dał zamawiającemu możliwość opublikowania takiego ogłoszenia przed uruchomieniem postępowania (ogłoszenie o zawarciu umowy), ale będzie miało ono sens tylko tam, gdzie będą istnieć wątpliwości co do spełnienia stosownych przesłanek uruchomienia postępowania.

Ciekawe jest to, że istnieją liczne przypadki zamówień o teoretycznie mniejszych obciążeniach formalnych niż zamówienia klasyczne i sektorowe, w których jednak zamawiający jest zobowiązany do publikowania ogłoszenia przed rozpoczęciem postępowania niezależnie od tego, czy postępowanie ma charakter konkurencyjny, czy nie – czyli nawet wtedy, gdy zamawiający zamierza rozmawiać tylko z jednym wykonawcą i właśnie jemu udzielić zamówienia i nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że ma to sens. Także wtedy, gdy w „normalnym” postępowaniu spełnione byłyby przesłanki opisane w art. 67. Tak jest w zamówieniach w zakresie działalności naukowej, kulturalnej czy oświatowej, o których mowa w art. 4d ustawy Pzp, tak jest też i w zamówieniach społecznych poniżej progu 750 000 euro – tych opisanych w art. 138o ustawy Pzp.
Czytaj dalej →

O uzasadnianiu odpowiedzi na pytania

O odpowiadaniu na pytania wykonawców i wyjaśnianiu treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia pisałem w „szponach” nie jeden raz. M.in. o tym, czy propozycje zmiany siwz traktować jako wnioski o wyjaśnienie treści siwz (w tekście sprzed dwóch lat). Dziś poniekąd wrócę do tematu, ale tym razem nie będzie chodziło o to, czy odpowiadać, ale o to, jak odpowiadać. I znowu, podobnie jak chociażby tydzień temu, będzie o niezbyt partnerskim podejściu wielu zamawiających do wykonawców. Chodzi mianowicie o zjawisko, które można spotkać na każdym kroku. O odpowiedzi na takie pytania w stylu: „zamawiający nie zmienia specyfikacji siwz”. I koniec, kropka. Ani słowa więcej.

Czy na pewno w każdym wypadku nie można napisać nic więcej? Nie, często da się dodać do tego zdanie czy kilka zdań wyjaśnienia. A czy warto pisać coś więcej, skoro nie specyfikacja się nie zmienia? Moim zdaniem – warto. Powodów jest kilka. Po pierwsze tłumacząc swoje wymagania zamawiający często uprzedza potencjalne odwołanie czy donos do organu kontrolnego. Wykonawca bez takiej odpowiedzi może nie domyślać się nawet najsłuszniejszych motywów zamawiającego, który trwa przy swoich wymaganiach. Przeciwnie – przekonany, że mimo próby wykazania, że w ten sposób nadmiernie ogranicza konkurencję albo zamyka się na inne, równie dobre rozwiązania, podejrzewa że postępowanie jest „ustawione”.
Czytaj dalej →

O limicie części

Jednymi z narzędzi, które można stosować przy udzielaniu zamówienia w przypadku dopuszczenia składania ofert częściowych, są limity części, na które można złożyć ofertę lub które mogą zostać udzielone jednemu wykonawcy. Już kilkakrotnie były one tematem tekstów w „szponach” (m.in. rok temu), za każdym razem jednak w kontekście jednego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Co jednak, jeśli mamy do czynienia z kilkoma postępowaniami? Na przykład zamawiający ustanowił taki limit w prowadzonym postępowaniu, jednak w zakresie niektórych części musiał je unieważnić i powtarza przetarg w tym zakresie, a w nim złoży mu ofertę wykonawca, który w poprzednim postępowaniu osiągnął już limit wygranych części?

Jeśli zamawiający ma dobre, racjonalne uzasadnienie wprowadzenia tego limitu (a przecież musi mieć), taka sytuacja z pewnością jest dla niego niekorzystna. Wszak nie po to ustalił w pierwotnym zamówieniu, że na przykład jeden wykonawca może otrzymać zamówienie tylko w jednej części, aby potem musieć udzielić temu samemu wykonawcy zamówienia w drugiej – bo w powtórzonym postępowaniu też złożył ofertę i też w którejś z części wygrał… Skoro były jakieś zdroworozsądkowe przesłanki dla takiego ograniczenia, to zapewne nadal one trwają. Na rynku, na którym można kierować się po prostu racjonalnymi zasadami, bez ograniczeń ustawowych, nic nie stoi na przeszkodzie aby zamawiający wskazał, że powtarza część starego postępowania i wykonawca X, który już wyczerpał swój limit za pierwszym razem, nie ma w nowym czego szukać.
Czytaj dalej →

O regulaminie dla zamówień podprogowych

Posiadanie regulaminu opisującego, jak wybrać wykonawcę w postępowaniach o wartości poniżej 30 tys. euro, jest praktyką powszechną wśród instytucji publicznych. Powyżej tego progu są zobowiązane do stosowania przepisów ustawy Pzp, poniżej tworzą sobie ich namiastkę. Ba, nawet UZP publikuje na swojej stronie internetowej taki wzorcowy regulamin. I powiem tak – nie mam nic przeciwko faktowi posiadania takiego regulaminu. Ba, taki dokument bywa przydatny. Problem tylko w tym, co w nim się napisze.

Wzorcowy regulamin UZP nawet nie jest najgorszy (tylko 4 strony to już sukces :)). Ale też nie do końca kładzie nacisk na to, co w takim dokumencie powinno być najistotniejsze. Bo nacisk powinien być położony nie na przepisane z ustawy reguły, ale na procedurę zakupową. Na opisanie kto, za co i na jakim etapie jest odpowiedzialny. I tu trudno o jeden wystarczający wzorcowy regulamin – bo ten element uzależniony jest zawsze od struktury organizacyjnej danej jednostki, a nawet niekiedy – od kompetencji posiadanych przez konkretnych pracowników. Czasami zakupy będzie realizowała komórka merytoryczna, czasami zakupowiec, czasami komórka od zamówień publicznych… Tymczasem w regulaminach obecnych na rynku tego jest mało, a sporo jest powtarzania ustawy.
Czytaj dalej →

O czkawkach ePuap

Miało być dzisiaj o czymś innym, ale tuż przed świętami uderzył mnie pewien drobiazg z zamówieniowego światka. A ponieważ w święta preferuję raczej zajmowanie się pożeraniem jajek z chrzanem niż zamówieniami, to go wykorzystałem – będzie przynajmniej krótko. Ten drobiazg to opublikowana w piątek przez UZP aktualność, w której poradzono zamawiającym korzystającym z miniportalu, aby ograniczyli to korzystanie przez tydzień na przełomie kwietnia i maja. I najlepiej nie planowali wtedy otwarcia ofert. Uczucia mam mieszane. Z jednej strony, fajnie choć raz pochwalić UZP, że podniósł przyłbicę i doradził coś praktycznego zamawiającym odsłaniając jednocześnie swoją piętę achillesową. I że uczy się na błędach, bo w okresie działania miniportalu takich dni, w które ePuap był sparaliżowany, kilka już się zdarzyło – właśnie z racji kończących się terminów do wykonania jakichś obowiązków (ot, choćby podpisywania sprawozdań finansowych).

Z drugiej strony – o niedoskonałościach ePuapu wiadomo od dawna i przygotowując miniportal można było pomyśleć o rozwiązaniu, które ów ePuap omijałoby z daleka. Ponadto miniportalu używamy głównie w dużych zamówieniach, w których terminy składania ofert na koniec kwietnia zostały wyznaczone w większości przypadków ponad miesiąc temu. Aktualność opublikowana w przedświąteczny piątek do wielu dotrze dopiero we wtorek – trzy dni przed zapowiedzianymi utrudnieniami. No i wciąż na stronie miniportalu mamy piękny komunikat (te wersaliki to nie moje, to z oryginału): „Złóż wniosek/ ofertę, komunikuj się elektronicznie Z ŁATWOŚCIĄ i ZA DARMO!”. Mamy „łatwość”, natomiast ani śladu zaś jakiegokolwiek ostrzeżenia.
Czytaj dalej →

O zamówieniu „in house” w trybie zamówienia z wolnej ręki

Kilka lat temu publikowałem w „szponach” poniekąd edukacyjny tekst na temat zamówień „in house” (czyli zamówień pomiędzy podmiotami stanowiącymi elementy tej samej organizacji – tam, gdzie jeden jest kontrolowany przez drugi lub oba są kontrolowane przez ten sam, trzeci podmiot). Kończyłem go zapowiedzią wdrożenia art. 12 dyrektywy 2014/24/UE do polskiego porządku prawnego i w międzyczasie takiego wdrożenia się doczekaliśmy. Co prawda idee pozostały niezmienione, ale w naszym polskim prawie znalazły się szczegóły, których odpowiedników próżno szukać w dyrektywie. Mianowicie ustawodawca postanowił wtłoczyć zamówienia „in house” w procedury opisane w ustawie Pzp.

To rozwiązanie nieco kuriozalne. Wszak z dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE wynikało, że takie umowy (umowy z formalnego punktu widzenia) po prostu zamówieniami publicznymi nie były. Jednak wspomniany art. 12 dyrektywy jednoznacznie nazwał to zamówieniami publicznymi, a zatem i otworzył furtkę do dorabiania do tego procedur. I ja nawet, tak po ludzku, poniekąd rozumiem ustawodawcę, że jakieś procedury wymyślił – wobec wielkiego szumu jaki wokół tematu się zrobił zapewnienie jakiegoś minimalnego poziomu kontroli nad takimi zamówieniami (choćby przez możliwość odwołania do KIO) nie było rozwiązaniem najgorszym. O tym jednak, że z takim rozwiązaniem nie zgadzam się systemowo, u źródeł, już w „szponach” w międzyczasie pisałem.
Czytaj dalej →