O przetargu (nie)ograniczonym

Zastanawiałem się, czy nie napisać dzisiaj o platformie e-Zamówienia. Bo wygląda na to, że dostaliśmy produkt, który nie przeszedł porządnego testowania. Funkcjonalności jest w nim niewiele, ale i te co są (i które udało mi się przetestować, bo nie robiłem wszystkiego), pozostawiają nieco do życzenia. Ale cóż, dajmy autorom czas. Na pochwałę zasługuje fakt, że przynajmniej pomoc techniczna szybko reaguje naprawiając indywidualne problemy związane z niewłaściwym działaniem (przynajmniej w tym jednym przypadku, w którym dane mi było być ofiarą naprawiania tych problemów).

Skoro jednak daję czas platformie e-Zamówienia, będzie znowu o nowej ustawie. Tym razem o trybie przetargu ograniczonego, a raczej o pewnej jego szczególnej formie. Tryb przetargu ograniczonego, do jakiego się przyzwyczailiśmy, polega na tym, że zamawiający publikuje ogłoszenie o zamówieniu, w odpowiedzi na które wykonawcy składają wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. Zamawiający ocenia, czy wykonawcy nie podlegają wykluczeniu w postępowaniu i spełniają warunki udziału w postępowaniu, a jeśli jest ich więcej niż chciał zaprosić do składania ofert, wybiera najlepszych na podstawie kryteriów selekcji. I ci wybrani mają szansę złożenia oferty.
Czytaj dalej

O zmianie ogłoszenia o zamówieniu

Ostatnio było o czymś, co nowa ustawa naprawiła. No, przynajmniej w pewnym stopniu. Dziś będzie o czymś, co chyba popsuła. Mianowicie chodzi o publikację o ogłoszenia o zmianie ogłoszenia o zamówieniu. W przepisach dotychczasowych z umieszczeniem ogłoszenia o zamówieniu na stronie internetowej trzeba było czekać na jego publikację w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej lub na bezskuteczny upływ 48 godzin od momentu wysłania tegoż ogłoszenia do Dziennika. Ale gdy szło o zmianę tego ogłoszenia, reguła ta już nie obowiązywała. Teraz będzie inaczej – obowiązek odczekania 48 godzin pojawia się także w przypadku takiego ogłoszenia.

Efekt? Cóż, w praktyce bardzo bolesny. Załóżmy, że krótko przed terminem składania ofert wpłynie do zamawiającego pytanie. Pytanie sensowne, w wyniku którego zamawiający zapragnie zmienić treść specyfikacji. A ponieważ czasu jest mało – także będzie chciał zmienić termin składania ofert. A do zmiany terminu składania ofert wymagana jest zmiana ogłoszenia o zamówieniu. I co teraz pocznie zamawiający? Cóż, dotąd mógł powiadomić świat wszem i wobec w momencie odpowiedzi na pytania – mógł opublikować na swojej stronie internetowej ogłoszenie już w momencie wysłania go do UE. Co jednak zrobić teraz? Ogłoszenia o zmianie ogłoszenia na www opublikować nie można wcześniej niż po publikacji ogłoszenia w DUUE lub 48 godzinach.
Czytaj dalej

O dwóch dniach roboczych

Jedną z niespodzianek, jakie przyniosła nam ze sobą nowa ustawa Pzp, jest reguła opisana w jej art. 8 ust. 4: każdy termin wynoszący co najmniej dwa dni musi obejmować co najmniej dwa dni robocze (rozumiane jako dni bez świąt, niedziel i sobót). W zasadzie krok w dobrą stronę. Nierzadko zdarza się, że zamawiający postanowi odpowiedzieć na pytania w piątek, a otwierać oferty w poniedziałek. Albo poprosić o dokumenty tuż przed długim weekendem z terminem złożenia tuż po. Nie mówiąc o rozstrzyganiu przetargów dzień przed wigilią. Pewnie każdy z wykonawców niejedną taką historię mógłby opowiedzieć.

A więc sama idea poniekąd słuszna. Niech zamawiający da przynajmniej szansę wykonawcy na realizację swoich żądań albo na złożenie odwołania. Niech terminy nie będą fikcyjne. Jak to będzie w praktyce działać? Cóż, zamawiający ogłaszając wyniki przetargu 30 kwietnia lub 24 grudnia będzie musiał liczyć się z tym, że w pięciodniowy termin na złożenie odwołania się przedłuży, jeśli święta ułożą się tak, że trudno będzie wygospodarować czas. Odpowiadając na pytania w przetargu krajowym w piątek będzie musiał dać czas wykonawcom na złożenie oferty co najmniej do środy.
Czytaj dalej

O powiadamianiu wykonawców o przetargu

Miałem w kolejce temat dotyczący art. 268 ust. 1 nowej ustawy Pzp. Ale ponieważ art. 268 według wszelkich znaków na niebie i ziemi zapewne nam się w stosowaniu nie zmaterializuje (choć zapewne przekonamy się o tym w ostatniej chwili), napiszę o czymś, co w przepisie tym (niezależnie od samej idei zamówień bagatelnych) mi się podobało i co można robić w każdym innym postępowaniu. A warto. Chodzi mianowicie o powiadamianie wykonawców o wszczęciu postępowania, czyli po ludzku – o bezpośrednie zapraszanie do złożenia oferty (lub wniosku).

Możliwość taka pojawiła się w ustawie z początkiem 2010 – może i słusznie, bo wcześniej pojawiały się wątpliwości, czy taka praktyka nie stanowi przypadkiem naruszenia zasady równego traktowania wykonawców (wszak człowiek nie jest w stanie z góry ustalić każdego, kto mógłby być zainteresowany, i powiadomić wszystkich). Początkowo był to art. 40 ust. 5a, a od 2016 art. 11b ust. 2. Będzie też w nowej ustawie, nawet w dwóch miejscach: dla zamówień unijnych w art. 130 ust. 3, a dla krajowych w art. 276 ust. 2. Wspomniany na wstępie art. 268 ust. 1 miał stanowić krok dalej: w zamówieniach bagatelnych przewidywał obowiązek równoczesnego ogłoszenia postępowania i powiadomienia wykonawców.
Czytaj dalej

O minimalnym terminie składania ofert wstępnych

Powoli gromadzą się już tematy dotyczące nowej ustawy, ale w natłoku codziennych obowiązków trafił się temat dotyczący starej, który już za kilka tygodni ma szansę się zdezaktualizować. A ponieważ to ewidentny babol, zamiast dać się zapomnieć, wepchnął się na czoło kolejki. A chodzi o termin składania ofert wstępnych, które pojawiają się w trybie negocjacji z ogłoszeniem w postępowaniach poniżej progów unijnych. Bo termin ten wynosi 30 dni – nie ma tu zróżnicowania na postępowania powyżej i poniżej progów unijnych, zawsze jest identyczny (no, jest parę wyjątków, o czym dalej). W praktyce postępowań krajowych to najdłuższy możliwy termin, jaki ustawa przewiduje. W każdym innym trybie terminy są krótsze, a przecież w nich mowa o ofertach ostatecznych…

Cóż, wygląda na to, że to efekt niedopatrzenia. Oferty wstępne pojawiły się w ustawie w 2006. Wraz z nimi pojawił się nowy art. 57 ust. 6 Pzp, zgodnie z którym termin składania tych ofert wynosił 10 dni. Także bez zróżnicowania na postępowania krajowe i unijne, ale w przypadku 10 dni było to poniekąd zrozumiałe. Analogicznie zresztą było z terminem składania ofert ostatecznych. Problem zaczął się wraz z dużą nowelizacją z 2016, którą dostosowano nasze przepisy do nowych dyrektyw. I w tym momencie po prostu liczbę 10 zmieniono na liczbę 30. Nie zastanawiając się nad tym, że przecież termin ten nie odnosił się tylko do przetargów unijnych, ale także do tych o znacznie mniejszej wartości, krajowych. A 30 dni z dyrektywy dotyczyło tylko postępowań unijnych.
Czytaj dalej

Znowu (i mam nadzieję, że ostatni raz) o tablicy ogłoszeń

Dziś będzie krótko. Dopadła mnie złośliwość przedmiotów martwych, która wycięła z życiorysu przynajmniej pół dnia. A akurat te pół dnia zamierzałem przeznaczyć m.in. na „szpony” :) Nie jest jednak tak, że temat będzie zastępczy – przeciwnie, będzie o czymś, co rzuciło mi się w oczy w dniu owej katastroficznej złośliwości i do opisania czego odczuwam ogromny przymus wewnętrzny. Chodzi o drobiazg (a właściwie pierdołę, bo słowo „drobiazg” nadaje temu zagadnieniu jednak zbyt wiele godności), który wszystkim zamawiającym utrudniał życie, żadnemu wykonawcy niczego nie ułatwiał i pokutował w ustawie od lat. Czyli o obowiązek wywieszenia ogłoszenia o zamówieniu na tablicy ogłoszeń w siedzibie zamawiającego.

O tym, dlaczego taki obowiązek jest bez sensu, pisać wiele chyba nie muszę. Odkąd ogłoszenia o zamówieniach publikowane są w Internecie (i to w dwóch określonych miejscach), każdy rozsądny wykonawca czerpie informację o ogłoszeniu przetargu właśnie stamtąd. Oczywiście, nie jesteśmy społeczeństwem scyfryzowanym w stu procentach, ale nie pomylę się chyba specjalnie, jeśli stwierdzę, że grupa potencjalnych wykonawców, osób i podmiotów zainteresowanych pozyskaniem zamówień publicznych, wyróżnia się pod tym względem na plus i tutaj owo 100% jest realne. Normą w zamówieniach jest komunikacja elektroniczna (tak, widzę gdzieniegdzie jeszcze faksy, ale poza jednym przypadkiem sprzed dobrych dwóch lat miesięcy, wina leży po stronie zamawiających), powyżej progów unijnych mamy obowiązkowe oferty elektroniczne, a w przypadku przetargów krajowych będą już niedługo. Paradoksalnie zresztą, postępowania unijne są w Internecie z obowiązku, postępowania poniżej 30 000 euro bardzo często z wygody, a w zakresie postępowań ustawowych krajowych chyba wszyscy czekają na moment, gdy wreszcie papier odejdzie do lamusa. A raczej czekaliby bez żadnych wątpliwości, gdyby nie inny bezsensowny wymóg – stosowania do składania ofert podpisu kwalifikowanego.
Czytaj dalej

O kryteriach oceny ofert przy umowie ramowej

Umowa ramowa to jeden z fajniejszych sposobów udzielania zamówień. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale gdy mamy do czynienia z zakupami, które się powtarzają przez dłuższy czas, a trudno określić ich konkretny zakres – bywają naprawdę przydatne. Zwłaszcza gdy po określeniu konkretnych potrzeb jest niewiele czasu na realizację: czas traci się głównie na początku, przy postępowaniu w celu zawarcia umowy ramowej, natomiast poszczególne zamówienia cząstkowe udziela się szybko i sprawnie.

Jednym z elementów charakterystycznych takich postępowań jest podwójna ocena ofert: raz w tym pierwszym, „dużym” postępowaniu, gdy wykonawcy są kwalifikowani do zawarcia umów ramowych (a pamiętajmy, że liczba takich wykonawców powinna być ograniczona), drugi raz w poszczególnych postępowaniach cząstkowych, przy konkretnych zakupach. Swego czasu w ustawie obowiązywała zasada, że cena zaoferowana w ofercie na zamówienie jednostkowe nie może być gorsza od ceny zaoferowanej w „dużym” postępowaniu. Dziś w ustawie tego nie ma, ale zamawiający zwykle taką zasadę wprowadzają – przecież jeśli nie będzie takiego ograniczenia, to ocena ofert w „dużym” postępowaniu będzie absolutną fikcją (nie tylko zresztą w odniesieniu do ceny, ale także innych kryteriów z tego postępowania).
Czytaj dalej

O ofertach składanych po terminie

Drugą „luką” miniportalu wskazaną w tekście przywołanym przeze mnie przed tygodniem jest możliwość złożenia oferty, mimo że upłynął oznaczony tam termin składania ofert. „Luka”, bo to błąd systemu i ten ofert przyjąć nie powinien. Tymczasem ten konkretny przypadek to znakomity przykład na to, aby pewnym systemom zbyt wiele decyzji nie pozostawiać: możliwość złożenia oferty po terminie okazała się zbawienna dla zamawiającego, który przez pomyłkę ustawił termin składania ofert w miniportalu na datę wcześniejszą niż w siwz i ogłoszeniu o zamówieniu. System nie zablokował ofert, zamawiający mógł je otworzyć (w terminie wskazanym w siwz) i przetarg mógł trwać całkiem normalnie. Gdyby system zablokował… cóż, mielibyśmy unieważnienie, kilka miesięcy w plecy i sporo zmarnowanego wysiłku po obu stronach.

Szczerze mówiąc, tego typu działania, które coś z automatu uniemożliwiają, są wyjątkowo niebezpieczne i powinny być stosowane w wyjątkowych sytuacjach. Jeśli w opisywanym przypadku system by uznał, że termin minął i złożenie oferty jest niedopuszczalne – cóż, może wykonawca zadzwoniłby do zamawiającego i ten spróbowałby system ogarnąć (choć nie wiem, czy miniportal dopuściłby przedłużenie terminu po jego upływie), ale zanim to zrobi, termin faktycznie może upłynąć i wykonawca będzie bez szans na wygranie przetargu. Owszem, może iść do KIO, żądać unieważnienia postępowania, i może wygra (choć to wcale nie takie pewne, skoro to on ma udowodnić, że system nie działał, a nie zamawiający, że działał – wszystko więc zależy od postawy zamawiającego), ale nawet jeśli wygra, to zyska tylko unieważnienie postępowania. Czy złożenie oferty po terminie stanowi tak naprawdę jakiś problem, z którym zamawiający sobie nie poradzi? Oczywiście, że nie, a zarówno obecna, jak i przyszła ustawa Pzp na to pozwalają.
Czytaj dalej

O „luce” w miniportalu

We wtorek w „Gazecie Prawnej” pojawił się tekst o „luce” w miniportalu. Mianowicie zamawiający przedłużył termin składania ofert zmieniając zapisy siwz, publikując sprostowanie ogłoszenia o zamówieniu, ale zapomniał zmienić terminu w miniportalu. W praktyce oznacza to, że przed upływem terminu oznaczonego w siwz był w stanie otworzyć oferty – bo dostęp w miniportalu do ofert odblokowuje się po upływie terminu w nim zapisanego. Czemu jednak nazwano to „luką” właśnie? Czemu napisano o „ewidentnym błędzie systemu”? Miniportal nie jest narzędziem wydajnym, wygodnym ani niezawodnym. Jednak w tym przypadku nie możemy mówić o błędzie oprogramowania ani o luce w systemie, ale po prostu o ludzkim błędzie po stronie zamawiającego, na co słusznie zwrócił uwagę w artykule rzecznik prasowy UZP. Miniportal przecież nie ma szans znać innego terminu otwarcia ofert niż ten, który podał mu zamawiający. Nie ma tu „luki” do zlikwidowania…

Oczywiście, być może kiedyś, w jakimś idealnym świecie, doczekamy się platformy zamówieniowej zintegrowanej z Dziennikiem Urzędowym UE. Problem tylko w tym, że takie rozwiązanie w chwili obecnej byłoby niebezpieczne (skoro nie da się przesłać ogłoszenia do DUUE za pośrednictwem platformy i co najwyżej to platforma miałaby pobierać termin z DUUE). Ogłoszenia w DUUE nie publikują się automatycznie. Po przesłaniu zamawiający czeka kilka dni, aż treść pojawi się w portalu (o ile się pojawi – o czym niżej). Przy zmianie treści siwz skutkującej zmianą ogłoszenia jest inaczej niż przy wysłaniu pierwotnego ogłoszenia o zamówieniu – zamawiający nie czeka z publikacją informacji o zmianie siwz do momentu publikacji sprostowania ogłoszenia. Przeciwnie, podstawowym źródłem informacji o postępowaniu jest już w tym momencie właśnie strona zamawiającego. I zdarza się czasami, że zamawiający postanowi zmienić siwz i ogłoszenie na tyle krótko przed upływem pierwotnego terminu składania ofert, że sprostowanie ogłoszenia w DUUE nie ukaże się przed pierwotnym terminem. Gdyby więc w jakiś sposób połączyć systemy, doszłoby w tej sytuacji do komplikacji – termin jeszcze nie upłynął, ale platforma zamówieniowa potraktowałaby go jako zamknięty…
Czytaj dalej

O formie wniosków o wyjaśnienie siwz

Wątek odpowiadania na pytania pojawiał się w „szponach” już wielokrotnie, ale chyba nigdy jeszcze w kontekście formy tych pytań. A że temat może być aktualny uświadomił mi post na forum actuariusowym, którego autor miał problem z postępowaniem w formie już elektronicznej: mianowicie pytania wpłynęły do niego mailem zamiast za pośrednictwem platformy zakupowej, której wykonawca teoretycznie powinien użyć. Pojawiły się aż trzy opcje odpowiedzi: odpowiedzieć na pytania, napisać maila do wykonawcy, że powinien pytania zadać na platformie oraz nie robić nic.

Hmm. Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Chyba od samego sensu i celu postępowania o zamówienie publiczne. Sensem i celem tym jest realizacja jakiejś publicznej potrzeby w sposób jak najbardziej korzystny dla społeczeństwa. Konkurencyjność nie jest celem samym w sobie, a niezbędnym elementem, który pomaga taki cel osiągnąć (ten kawałek z „najbardziej korzystnym”). Oczywiście, przepisy rzucają nam trochę kłód pod nogi przy realizacji takiego celu, bo nieraz chciałoby się zrobić coś, co ma sens, ale czego robić nie wolno (zwłaszcza – negocjować z wykonawcą jego ofertę), ale w innych sytuacjach pozwalają na nieco elastyczności.
Czytaj dalej