O korzystnej dla zamawiającego zmianie umowy

Dziś znów raczej edukacyjnie, bez rozdzierania szat ani dzielenia włosa na czworo. W dawnych czasach, gdy art. 144 Pzp był dość zwięzły i nie wspominał o istotnych zmianach, znajdował się w nim zapis o tym, że dopuszczalne są zmiany umowy korzystne dla zamawiającego. Gdy do art. 144 Pzp dotarły „istotne zmiany”, owa korzystność stamtąd wyleciała. Niedawno art. 144 Pzp przeszedł kolejną rewolucję, w ramach której również nic nie wspomniano o takich zmianach. Czy to oznacza, że zmian korzystnych dla zamawiającego wprowadzać do umów nie wolno (chyba że w umowie przewidzimy okoliczności i warunki wprowadzania takich zmian, jak na zmiany „istotne” przystało)? Nie, ale od 2006 r. (odkąd „korzystność” z Pzp zniknęła) takie pytania nieustająco wracają, myślę więc, że warto tym się zająć.

Przede wszystkim na czym może polegać zmiana korzystna dla zamawiającego? Możliwości są rozmaite. Zamawiający może w toku realizacji umowy uzyskać obniżkę ceny (bez zmiany zakresu czy innych istotnych elementów umowy), może zostać skrócony termin realizacji, wykonawca może wziąć na siebie jakieś ryzyka lub obowiązki pierwotnie przypisane zamawiającemu… I pewnie wiele innych. Oczywiście, takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często, bo w końcu nikt raczej nie jest skłonny ustępować za darmo, ale mimo wszystko od czasu do czasu się pojawiają, z najrozmaitszych powodów.
Czytaj dalej

O umowach o podwykonawstwo o mieszanym charakterze

Ustawodawca mocno namieszał wprowadzając przepisy art. 143a-143d do ustawy Pzp. Takie zwykłe, ludzkie połapanie się w tym, które reguły stosują się w odpowiednich przypadkach, wymaga dość uważnej lektury wspomnianych regulacji. Ze szczególnym zwróceniem uwagi na szczegóły ukryte w sformułowaniach takich jak to: „Wykonawca, podwykonawca lub dalszy podwykonawca zamówienia na roboty budowlane zamierzający zawrzeć umowę o podwykonawstwo, której przedmiotem są roboty budowlane (…)”. Mamy zatem tam zamówienia publiczne na roboty budowlane, a w ramach tych ostatnich – umowy o podwykonawstwo, których przedmiotem są roboty budowlane, dostawy lub usługi.

Kwalifikacji tych ostatnich dokonujemy zgodnie z definicjami zawartymi w art. 2 ustawy Pzp. Czy jednak tam, gdzie mamy pomieszane przedmioty umów o podwykonawstwo różnego rodzaju, stosujemy reguły zawarte w art. 6 ustawy Pzp dotyczące zamówień mieszanych? To już takie oczywiste nie jest – bowiem każdy ustęp tego przepisu zaczyna się od: „Jeżeli zamówienie obejmuje równocześnie (…)” A zatem tutaj już mowa jest wyraźnie o „zamówieniu”, a więc umowie zawartej między zamawiającym i wykonawcą. Swoją drogą, art. 6 Pzp odejdzie wkrótce w niepamięć, ale nowe reguły zawarte w nadchodzącym art. 5c ust. 1 równie jednoznacznie odnoszą się do przedmiotu zamówienia i jego udzielania.
Czytaj dalej

O JEDZ i podwykonawcach

Europejski prawodawca postanowił dać zamawiającym narzędzie do kontroli, czy podwykonawcy zatrudniani przy realizacji zamówień publicznych nie podlegają wykluczeniu z postępowania. Co do zasady słusznie, wszak jeśli dbamy o to, aby zamówień nie otrzymywały podmioty, które popełniały wcześniej jakieś nadużycia, podobnej kontroli powinni podlegać też podwykonawcy takich zamówień – aby po prostu nie omijać reguł. Motyw 105 dyrektywy klasycznej (analogicznie – motyw 110 dyrektywy sektorowej) mówi o weryfikacji przesłanek wykluczenia w odniesieniu do podwykonawców (możliwości albo obowiązku, zależnie od decyzji kraju członkowskiego) i – w przypadku stwierdzenia ich zaistnienia – konieczności zastąpienia ich innymi podmiotami.

Art. 71 dyrektywy klasycznej (i analogicznie art. 88 dyrektywy sektorowej) wcielający tę zasadę w życie przewiduje, że narzędziem tej weryfikacji będzie jednolity europejski dokument zamówienia, a w przypadku zgłoszenia podwykonawcy po udzieleniu zamówienia – zaświadczenia i inne dokumenty. Także w rozporządzeniu KE o JEDZ wskazano, że w trakcie postępowania JEDZ musi zostać złożony nie tylko w odniesieniu do wykonawcy (lub każdego z wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia), ale także w odniesieniu do innych podmiotów – tych, na których potencjale wykonawca polega w celu spełnienia warunków udziału, ale także takich, na których potencjał wykonawca się nie powołuje. W tym ostatnim wypadku zakres wymaganych informacji jest ograniczony wyłącznie do sekcji II i III formularza – a więc danych o podmiocie (swoją drogą, brak tam rubryczki, dzięki której dałoby się rozpoznać podwykonawcę) oraz o podstawach wykluczenia z postępowania.
Czytaj dalej

O solidarnej(?) odpowiedzialności członków konsorcjum za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy

17 września 2008 r. Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie o sygn. III CSK 119/08. Było sobie zamówienie publiczne realizowane przez konsorcjum. Członkowie konsorcjum podzielili się zakresem, każdy z nich realizował określoną część zamówienia, każdy samodzielnie zatrudniał podwykonawców. Jeden z członków, nazwijmy go „A”, popadł w kłopoty finansowe i nie zapłacił wynagrodzenia swojemu podwykonawcy. Oczywiście, na podstawie art. 6471 kc. zobowiązanym do jego zapłaty stał się zamawiający, który wobec tego wystąpił z roszczeniem do konsorcjum. Powołał się przy tym na art. 376 kc. – skoro jest dłużnikiem solidarnym (na podstawie art. 6471 kc.) może domagać się zwrotu spełnionego przez siebie świadczenia od współdłużników. A jeśli któryś stał się niewypłacalny, jego część przypada na innych współdłużników.

Sądy I i II instancji uznały, że tylko członek „A” jest owym współdłużnikiem inwestora, bowiem członek „B” nic wspólnego z tym podwykonawcą nie miał. A art. 141 Pzp nie ma nic do rzeczy, bo odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcom nie mieści się w odpowiedzialności za wykonanie zamówienia. Jednak Sąd Najwyższy takie stanowisko zanegował. W jego orzeczeniu kluczowym aspektem sprawy była właśnie solidarna odpowiedzialność wykonawców wspólnie realizujących zamówienie wynikająca z art. 141 Pzp. Należyte wykonanie umowy o roboty w ocenie sądu powinno polegać nie tylko na wykonaniu prac, ale także na zapłacie dla podwykonawców – aby po stronie zamawiającego nie pojawiały się dodatkowe koszty:
Czytaj dalej

O ryczałcie i zamówieniach dodatkowych

Tydzień temu pojawił się w szponach tekst o nadużywaniu w zamówieniach publicznych ryczałtu. Tak to jest bowiem, że zamawiający niezwykle często pragną wszelkie ryzyko związane z realizacją zamówienia przerzucić na wykonawcę. Zmiany cen na rynku? Żadnej waloryzacji, cena jest niezmienna. Dodatkowa, nieprzewidziana robota? Żadne dodatkowe wynagrodzenie, przecież jest ryczałt. I idąc tym tropem czasami trafiają się nawet tacy zamawiacze, którzy twierdzą, że skoro ryczałt, to i zamówienia dodatkowe, o których mowa w art. 67 Pzp są także wykluczone. Bo przecież, jak zapisano w art. 632 kc., jeśli strony umówiły się na ryczałt, to wykonawca nie może domagać się powiększenia wynagrodzenia, choćby w chwili zawarcia umowy nie można było przewidzieć rozmiaru czy zakresu prac.

Do szkodliwości nadużywania ryczałtu nie będę dziś wracał, ale czuję potrzebę sprzeciwić się przekonaniu o konflikcie art. 67 Pzp w zakresie zamówień dodatkowych oraz art. 632 kc., który stanowi o przyjęciu ryzyka oszacowania ilości niezbędnych prac w celu wykonania zamówienia w całości na wykonawcę. Bo choć ryczałt w jakiś sposób ogranicza strony, to jednak nie ogranicza absolutnie beznadziejnie. Jedną z dróg wyjścia poza ryczałt są wspomniane tydzień temu klauzule rebus sic stantibus. Ale nie jest to droga jedyna.
Czytaj dalej

O nadużywaniu ryczałtu

Mam wrażenie, że gdyby zbadać popularność rozliczenia ryczałtowego i kosztorysowego w zamówieniach publicznych na roboty, przewagę zdobyłoby to pierwsze. Bo jakoś nie są czymś niezwykłym sytuacje, w których zamawiający sięgają po ryczałt tam, gdzie zdrowy rozsądek nakazuje wykorzystanie raczej rozliczenia kosztorysowego. Ba, niekiedy znajdziemy niezwykle interesujące rozwiązania pośrednie, wypaczające sens zarówno kosztorysu, jak i ryczałtu – model mieszany, w którym cenę można zmniejszyć w wykonania mniejszej ilości robót, ale nie można zwiększyć w przypadku wykonania większej :)

To zjawisko dominacji ryczałtu wynika to zapewne z wygody zamawiających, którzy chcą z góry mieć ustaloną, niezmienną cenę, którą w księgowości będą mogli zaksięgować, a nie będzie nadmiernej pracy z obmiarami itp. A ponieważ to zamawiający decyduje o kształcie zamówienia, wykonawcy muszą grać, tak jak im zamawiający zagra. I dopóki będą w takich postępowaniach będą składane oferty (a już szczególnie takie oferty, w których wykonawcy – aby wygrać przetarg – obniżają cenę biorąc na siebie ryzyko związane z potencjalnym niedoszacowaniem przez zamawiającego zakresu robót), pewnie rynek się nie zmieni.
Czytaj dalej

O rozpadzie konsorcjum

Gdy wykonawca realizujący zamówienie „sypie się” oznacza to zwykle ogromny problem. Problem rzecz jasna ma sam wykonawca (sam fakt „sypania się”, a na dodatek grożą mu konsekwencje za niewykonanie czy nienależyte wykonanie zamówienia), problem ma też zamawiający (któremu bardziej zależy na zrealizowaniu zamówienia w oznaczonym terminie i w oznaczonym budżecie, niż na dochodzeniu – w sytuacji „sypania się” dość wątpliwym – potencjalnych kar i odszkodowań). Gdy mamy do czynienia z jednym wykonawcą – zamawiający nie ma wyjścia, musi szukać nowego wykonawcy w nowej procedurze*. A co jeśli wykonawcą jest konsorcjum, a problemy dotyczą tylko jednego z jego uczestników?

Czy zamawiający może podpisać aneks do umowy w którym zgodzi się, aby zamiast podmiotów A, B i C (które złożyły wspólną ofertę uznaną za najkorzystniejszą w postępowaniu) zamówienie wykonywały tylko podmioty A i B? Cóż, nie może. Żaden z konsorcjantów nie może wykręcić się od solidarnej odpowiedzialności (wynikającej z art. 141 Pzp). Zamawiający nie może zaś udzielić zamówienia wykonawcy innemu niż ten, który złożył zwycięską ofertę (art. 7 ust. 3 Pzp). Rafał Adamus w tekście „Problem zajęcia wierzytelności przysługującej współwykonawcy zamówienia publicznego” opublikowanym w kwartalniku „Prawo Zamówień Publicznych” (nr 3/2014) pisał m.in.: „Wewnętrzna zmiana zakresu obowiązków pomiędzy wykonawcami, a także faktyczne zaprzestanie wykonywania zamówienia publicznego przez jednego z konsorcjantów, w sytuacji gdy zamówienie publiczne wykonywane jest przez pozostałych członków konsorcjum, nie stanowi również podstawy dla zmiany umowy zawartej w trybie zamówień publicznych.” Podobnie Monika Kalina-Nowaczyk w artykule „Granice wyjątkowych zmian podmiotowych w umowach o zamówienia publiczne” (ten sam periodyk, nr 4/2008) – tyle, że na przykładzie zmian w składzie osobowym spółki cywilnej.
Czytaj dalej

O naturze opcji

Pisząc niedawno tekst o prawie opcji w robotach budowlanych dla „Buduj z Głową”, przeglądałem nowości z piśmiennictwa na ten temat. Wśród nich tekst Katarzyny Bełdowskiej z „Monitora Zamówień Publicznych” z kwietnia 2015 r. pt. „Prawo opcji”. Bardzo ciekawy, w większości godzien polecenia, jednak znalazłem w nim dwa stwierdzenia, z którymi zgodzić się nie mogę.

Pierwsze z nich dotyczy natury przedmiotu opcji. Mianowicie w artykule pada stwierdzenie, że przedmiotem opcji nie może być coś tożsamego z przedmiotem podstawowej części zamówienia. Przemawiać ma za tym argument, iż gdyby dopuścić możliwość stosowania opcji jako instrumentu pozwalającego na dokupienie większej ilości tego samego, groziłoby to naruszeniem zasad uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców „w sytuacji wygranej faworyzowanego wykonawcy”. Można się domyślić, iż chodzi o prosty mechanizm: jeśli wygra wykonawca, którego zamawiający lubi, ten ostatni uruchomi opcję, jeśli zaś taki, którego nie lubi – opcji nie będzie.
Czytaj dalej

O propozycji wzoru, który miałby zniwelować skutki nadużyć z terminem wykonania

Pod koniec 2013 r. na łamach „Buduj z Głową” opublikowano mój tekst na temat możliwości i problemów związanych z ocenianiem terminu realizacji zamówienia jako kryterium oceny ofert. Jednym z poruszanych tam wątków było ryzyko związane z wadliwym przygotowanie siwz w tym zakresie. Jedną z postaci tego ryzyka jest możliwość takiego skonstruowania zapisów, które zachęci wykonawców do deklarowania skrócenia terminu bez woli jego dotrzymania – przy jednoczesnym wkalkulowaniu kosztu potencjalnych kar w cenę ofertową. Po to, aby zwiększyć szansę na wygraną w przetargu dzięki manipulacji kryteriami.

Niedawno wziąłem w ręce kwartalnik „Prawo Zamówień Publicznych”, nr 2 z 2015 r., a w nim, pośród wielu innych ciekawych tekstów, trafiłem na artykuł Grzegorza Wicika właśnie na temat kryterium terminu („Termin wykonania zamówienia jako kryterium wyboru oferty w przetargu na zamówienie publiczne”, s. 62-68). Tekst jest niezmiernie ciekawy i godzien polecenia. Jednak tam, gdzie autor chce wyjść na przeciwko uczestnikom rynku i zaproponować gotowe narzędzie do zapobiegania opisanym wyżej zmowom (co samo w sobie jest niezwykle cenne, a rzadko spotykane w publicystyce zamówieniowej), budzi moją wątpliwość.
Czytaj dalej

O pisemności umów

Przepisy kodeksu cywilnego stanowią, że umowa w wyniku przetargu zostaje zawarta automatycznie, w momencie przyjęcia oferty wykonawcy (pod warunkiem, że akt ten następuje w okresie związania tą ofertą). Z kolei w przypadku negocjacji – umowa jest zawarta w momencie dojścia do porozumienia w zakresie jej postanowień. Szczególna forma umowy wymagana jest – jak to szczególna forma – tylko w szczególnych sytuacjach.

Jedną z takich szczególnych sytuacji jest umowa o zamówienie publiczne – zgodnie z art. 139 ust. 2 Pzp zawiera się pod rygorem nieważności w formie pisemnej. Oznacza to w praktyce, że – inaczej niż w przetargu kodeksowym – sam wybór oferty nie stanowi jeszcze o zawarciu umowy, ale dopiero odrębne oświadczenie, podpisywane po wyborze i mające obowiązkową formę pisemną. Oczywiście, ma to swoje znaczenie w przypadku jednostek sektora finansów publicznych – główny księgowy kontrasygnuje, urząd rejestruje itd. Pamiętajmy także o odwołaniach – wszak po wyborze wybór może być kwestionowany i dopiero brak odwołań w określonym czasie lub rozstrzygnięcie takiego odwołania „uprawomocnia” wybór.
Czytaj dalej