O subiektywnej ocenie ofert

Prowadząc jakiś czas temu szkolenia w zakresie kryteriów oceny ofert pokazywałem uczestnikom dwa przykłady zastosowania dużej liczby kryteriów oceny ofert w przypadku zamówienia usług niematerialnych. Główna różnica między tymi dwoma przykładami polegała na tym, iż choć w obu wypadkach mowa była o indywidualnej ocenie ofert przez członków komisji przetargowej w zakresie kryteriów jakościowych, to w jednym wypadku ocena ta została rozpisana tak szczegółowo, że w zasadzie o żadnej indywidualnej ocenie mowy być nie mogło, w drugim zaś ta ocena była faktycznie subiektywna. Na pytanie, która wersja bardziej uczestnikom się podoba, otrzymywałem różne odpowiedzi. Sporo osób uważało, że opcja 1 jest znacznie lepsza. Dlaczego? Właśnie dlatego, że nie było tam żadnej subiektywności, a – de facto – czysta matematyka. Matematyka zaś podobała się głównie dlatego, że trudno się było do niej przyczepić.

I fakt, subiektywne kryteria oceny ofert istotnie są problemem. Ryzykiem, że ktoś się przyczepi do Zamawiającego, ba, że zabierze dofinansowanie unijne. Fakt też, że kwantyfikowalność kryteriów jest często przedstawiana jako ideał, do którego należy zmierzać. Ale czasami tego typu podejście prowadzi do absurdu. Bo jak zmierzyć czy zważyć na przykład kryterium estetyczne? Oczywiście, rzadko w zamówieniach stosowane, zwykle będące raczej domeną konkursów rządzących się nieco odmiennymi prawami, jednak od czasu do czasu jednak niezbędne. Jak też zmierzyć jakość? Gdy coś budujemy, efekt, który mamy otrzymać jest wymierny, i wówczas jakość dość łatwo przełożyć na liczby. Ilość piasku w betonie, cukru w cukrze etc. Zamawiający może to potem również zweryfikować.
Czytaj dalej

Kryterium oceny ofert: termin płatności

Przez niemal całe dwa ostatnie tygodnie z ust nie schodziły mi kryteria oceny ofert. W najróżniejszych kombinacjach. Kryteria złe – przykłady, jak nie należy robić, i kryteria dobre – na których można co nieco się wzorować. Pomiędzy tymi pierwszymi przewijało się kryterium terminu płatności – wciąż niekiedy stosowane przez zamawiających. Cóż, niekiedy można ich zrozumieć. Najpierw jednak o zasadzie, potem o wyjątkach.

Była sobie swego czasu uchwała Sądu Najwyższego z 18 lutego 2002 r. (sygn. akt III CZP 52/02). SN stwierdził wówczas, że kryterium takie (termin płatności właśnie) jest kryterium jak najbardziej dopuszczalnym – nie dość, że niewątpliwie związanym z przedmiotem zamówienia, to na dodatek poniekąd wprost w ustawie wymienionym. Co prawda nie w katalogu przykładowych kryteriów (obecnie art. 91 ust. 2 Pzp), ale tam, gdzie mowa o odczytywanych podczas otwarcia ofert tychże ofert elementach (obecnie art. 86 ust. 4 Pzp). I w sumie racja: jest to element związany z przedmiotem zamówienia, a zatem co do zasady może stanowić kryterium oceny ofert. Ale to nie koniec…
Czytaj dalej

Czy cena może być jedynym kryterium oceny ofert?

Parę miesięcy temu szczególnego natężenia nabrała dyskusja (co ciekawe, toczona raczej poza kręgami „zamówieniowców”) na temat ceny jako jedynego kryterium oceny ofert. Zresztą, trudno to nazwać dyskusją, bo wypowiedzi są raczej jednostronne, a jedyne różnice zauważyć można w propozycjach leków na to całe „zło” – jest to raczej zbiorowa krytyka faktu udzielania zdecydowanej większości zamówień na polskim rynku jedynie w oparciu o kryterium najniższej ceny.

Wzięło się oczywiście z omawianego szeroko przypadku chińskiego konsorcjum COVEC budującego jedną z naszych autostrad, które nawet było podczas przetargu posądzane o rażąco niską cenę ofertową, obroniło się jednak przed KIO. A po kilku miesiącach zamawiający (GDDKiA) odstąpił od umowy z COVEC, a po Polsce przeszła fala doniesień, jak to Chińczycy nie mogli aż tyle dołożyć do dumpingowych cen zaoferowanych w przetargu, żeby zamówienie zrealizować. Czy faktycznie chodziło tu wyłącznie o cenę? Cóż, mało prawdopodobne, ale pewnie pieniądze grały w całej sprawie niebagatelną rolę. Ale czy wprowadzenie w tym wypadku dodatkowego – poza najniższą ceną – kryterium coś by zmieniło?
Czytaj dalej

Jak poradzić sobie z dwiema cenami w jednym kryterium cenowym

Trzy tygodnie temu poruszałem tu temat „zbrodni odrębnych kryteriów cenowych”. Na marginesie zauważyłem tam, że w przypadku, gdy mamy do czynienia z wynagrodzeniem za dwa różne elementy, z czego za jeden płatnym „teraz” (lub „wkrótce”), zaś za drugi „później” (dużo później), można zastanawiać się nad waloryzacją czy przyłożeniem współczynnika związanego ze zmianą wartości pieniądza w czasie. I zadano mi dwa pytania: jak i po co.

Zacząć trzeba chyba nieco z flanki. W przywołanej powyżej notce krytykowałem postępowanie zamawiających, którzy różne składniki ceny wstawiają do osobnych kryteriów zamiast oceniać cenę łączną. Sama ocena ceny łącznej też rodzi pewne ryzyka. Oczywiście, ryzyko manipulacji składnikami cenowymi w celu wygrania przetargu eliminuje się. Ale to nie jedyny możliwy cel tej manipulacji. Jeśli zamawiam projekt z nadzorami autorskimi nad realizacją, wykonawcy zawsze będzie opłacało się w tej sytuacji krzyknąć, że on chce 99,99% wynagrodzenia po wykonaniu projektu, a pozostałą część za nadzory autorskie (nie mówiąc już o etapach przejściowych projektu). Dlaczego? Bo po pierwsze nie wiadomo, czy nadzory w ogóle dojdą do skutku (wszak zamawiający może odłożyć projekt na półkę), a po drugie – nawet jakby doszły to lepiej mieć pieniądze w kieszeni wcześniej niż później.
Czytaj dalej

O zbrodni odrębnych kryteriów cenowych

Tuż po urlopie trafiłem na tekst o rozstrzygnięciu przetargu na zakup szynobusu. Rozstrzygnięciu, które – jak się okazało – niekoniecznie dało efekt w postaci oferty faktycznie najkorzystniejszej. A wszystko dlatego, że cena została rozbita na dwa osobne kryteria.

O procederze takim pisałem już szerzej w „Doradcy”, numer 9/2009″: „Kryteria oceny ofert: cena i cena”. Podałem tam przykłady, jak konstrukcja dwóch odrębnych kryteriów cenowych może prowadzić do wyboru de facto droższej, choć zamawiający chciał tańszą. Opisany w przywołanym wyżej artykule przypadek stanowi kolejny przykład tego, jak robić nie należy.
Czytaj dalej

Przetargi a nagroda Nobla

Pomysł na dzisiejszą notkę przeleżał się na „dnie szuflady” przez kilkanaście lat. Zamiar przerobienia go na coś większego był niemalże odwieczny (od momentu napisania pierwszego artykułu na temat zamówień), ale jakoś nigdy nie doczekał się realizacji. Ponieważ jednak szkoda byłoby go tak całkiem zmarnować, bo kwestia jest ciekawa, a może zmobilizuje mnie to odrobinę, postanowiłem temat zasygnalizować tutaj. I od razu uprzedzam, nie chodzi o to, że nagroda Nobla jest przyznawana w jakiejś formule przetargu (choć z pewnością jest to swego rodzaju konkurs). Chodzi mi o wkład w dziedzinę „przetargologii” Williama Vickrey’a, laureata nagrody Nobla (wraz z Jamesem A. Mirrleesem) w dziedzinie ekonomii za 1996 r. Otrzymał on tę nagrodę za nieco tajemniczo brzmiący „fundamentalny wkład w ekonomiczną teorię bodźców w warunkach asymetrii informacji”. Co to ma wspólnego z przetargami? Ano, jak się okazuje, sporo.

Wspomniane wyżej „warunki asymetrii informacji” występują w ekonomii często (ba, zdaje się, zawsze), a jednym z przykładów, gdy trzeba podejmować decyzje ekonomiczne w takich warunkach, są aukcje i przetargi. Każdy z nas, składając ofertę na budowę Dworca Centralnego w Warszawie albo organizując postępowanie na dostawę ołówków – uczestniczy w grze, której podstawowym elementem jest asymetria i niekompletność informacji, na których podstawie podejmujemy decyzje ekonomiczne.
Czytaj dalej

Jeszcze jedna refleksja na temat osobnych kryteriów cenowych

Pisząc niedawno notkę dotyczącą kryteriów oceny ofert w przetargach na usługi telefonii komórkowej szperałem co nieco po ogłoszeniach o zamówieniu rozmaitych zamawiaczy i pośród tego szperania natknąłem się na ciekawy przypadek (choć nie związany li i jedynie z telefonami komórkowymi, spotkałem się już wcześniej z takimi przypadkami przy innych różnego rodzaju zamówieniach), który natchnął mnie do kolejnej refleksji dotyczącej więcej niż jednego kryterium cenowego.

W napotkanym przypadku zamawiający postawił kilka kryteriów cenowych, korzystając przy tym ze standardowego wzoru na przyznawanie punktów w kryterium ceny – (najniższa cena spośród ocenianych ofert / cena ocenianej oferty) x waga kryterium – oraz zaznaczając, że w przypadku złożenia oferty z ceną 0 zł, do oceny zostanie przyjęta stawka 0,01 zł. Sytuacja taka zdarza się w zamówieniach, zwykle w takich, w których jest kilka osobnych kryteriów cenowych, trudno bowiem oczekiwać od wykonawcy aby wykonali jakiekolwiek zamówienie za absolutne i autentyczne 0 zł. Oczywiście, z jednej strony godna pochwały jest zapobiegliwość zamawiającego. Wszak jeśli zastosujemy ten wzór (bez żadnych dodatkowych zastrzeżeń), a pojawi się oferta z ceną 0, ocena ofert w zapowiedziany sposób nie będzie możliwa. Z drugiej strony… na wiecznie używanym standardowym wzorze świat i matematyka się nie kończą.
Czytaj dalej

Kryteria oceny ofert: cena za minutę połączenia do sieci wykonawcy i cena za minutę połączenia do innych sieci

Przypadkiem angażując się w temat dotyczący nabywania usług telefonii komórkowej zauważyłem ciekawą praktykę niektórych (na szczęście, oceniając „na oko”, mniejszość) zamawiających w zakresie stawiania kryteriów oceny ofert. Nie będę przy tym pisał tutaj o dość często spotykanym zwyczaju traktowania poszczególnych elementów cenotwórczych jako zupełnie odrębnych kryteriów (skrytykowałem to w tekście „Kryteria oceny ofert: cena i cena” w Doradcy 9/2009) – skupię się tutaj na pewnym drobnym elemencie, który może wywołać pewną konfuzję niezależnie od tego, czy będziemy stosować kryteria osobne, czy też nie.

Chodzi mi mianowicie o odrębne traktowanie w kryteriach oceny ofert stawek za minutę połączenia do sieci operatora oraz poza sieć operatora (przy wyłączeniu z tematu połączeń w ramach sieci firmowej, bądź to ocenianym w osobnym kryterium, bądź rozliczanych na odrębnych zasadach – w ramach ryczałtu albo abonamentu). Napotkane przypadki, które skłoniły mnie do tej refleksji, sprowadzić można do potraktowania sprawy w następujący sposób:
* kryterium 1 – cena za minutę połączenia do sieci operatora – 10%
* kryterium 2 – cena za minutę połączenia do innych sieci komórkowych – 10%
(niekiedy praktykowany jest inny sposób osobnego traktowania tych cen, np. poprzez ich proste zsumowanie, czasem połączenia do innych sieci komórkowych są połączone z połączeniami do sieci stacjonarnych… – dla uproszczenia będę bazował dalej na powyższym przykładzie, ale moje rozważania będą dotyczyć każdej takiej sytuacji).
Czytaj dalej

Wykonawca spełnia warunki dla jednej części, a składa ofertę na dwie

Wyszukując w piątkowe popołudnie starych forumowych dyskusji na temat barteru, sięgnąłem w bardzo zamierzchłe czasy, gdy uczęszczane przeze mnie forum zamówieniowe działało jeszcze pod marką OWG. Nastroiło to mnie do tego stopnia sentymentalnie, że parę dyskusji z tamtych czasów sobie odświeżyłem i trafiłem przypadkiem na wątek, który – choć minęło niemal pięć lat – pozostaje nieustająco aktualny (a przynajmniej pojawił się ostatnio w okolicach mojej praktyki). Chodzi o spełnianie przez wykonawcę warunków udziału w postępowaniu, w którym dopuszczono składanie ofert częściowych.

Oczywiście, sam fakt, że dopuszczono oferty częściowe nie oznacza jeszcze automatycznie kłopotów. Jednak gdy zamówienie dzieli się na części często sensownym będzie także „podzielenie” warunków, tak, aby odpowiadały swoim zakresem poszczególnym częściom. Oczywiście, sytuacje mogą być różne – jeśli części różnią się przedmiotem, to i warunki mogą odnosić się do innego potencjału (inne osoby, inny sprzęt itd.) i doświadczenia zdobytego na nieco innym polu. Jeśli przedmiot poszczególnych części jest jednorodny, także może być uzasadnione wymaganie – w przypadku złożenia oferty na większą ilość części – dysponowania większym potencjałem (bo jedna osoba poradzi sobie z jedną częścią, gdy ktoś złoży ofertę na 10 części jedna osoba już może nie starczyć) czy niekiedy też większym doświadczeniem (jeśli ktoś złoży ofertę na dziesięć części powinien mieć doświadczenie w mierzeniu się z tego typu problemami o takiej właśnie skali, dużo większej niż w przypadku jednej części). W przypadku powszechnie spotykanych warunków finansowych zależność wymogów od ilości części, na które składa się ofertę jest jeszcze bardziej oczywista.
Czytaj dalej

Części inaczej

O ofertach częściowych autorzy Pzp nie rozpisywali się wiele. Definicja takiej oferty w art. 2 pkt 6, regulacje dotyczące wartości zamówienia, zawartości siwz i ogłoszeń, wadium, odpowiednie stosowanie przepisów o unieważnieniu w art. 93 ust. 2, możliwość odstąpienia przez Prezesa UZP od kontroli uprzedniej, wreszcie krótka regulacja art. 83 ust. 2 i 3. Przepisy ten na co dzień nie budzą większych kontrowersji, są powszechnie stosowane, a jeśli czasami są stosowane źle – cóż, to na tej samej zasadzie, na jakiej źle stosowany bywa czasem każdy inny przepis ustawy.

To o czym chcę napisać dzisiaj to kwestia możliwości dopuszczenia ofert częściowych w sposób odbiegający od standardowego, powszechnie spotykanego, po to, aby spełnić zasady oszczędnego i racjonalnego gospodarowania finansami publicznymi. Gdy piszę o standardzie, mam na myśli postępowanie następujące: zamawiający określa części A i B, wykonawcy składają oferty w postępowaniu (niektórzy na A, niektórzy na B, niektórzy na A i B) i zamawiający wybiera najkorzystniejsze oferty w obu tych częściach, każdą z nich traktując jako osobne postępowanie. Ale czy tak musi być? Czy niekiedy nie byłoby korzystnie (i to dla obu stron w tym postępowaniu) potraktować części zamówienia w sposób zupełnie odmienny? Chodzi mi tutaj konkretnie o sytuacje – dość częste – w których części mogą być identyczne.
Czytaj dalej