Notka tym razem mniej poważna. Choróbsko mnie dopadło i trzyma, i skupienie się na jakimś problemie absolutnie na serio trudne jest. Będzie zatem krótko i na temat brytyjskich, niezwykle dawnych doświadczeniach z zamówieniami, na których ślady czasami trafia przyjaciel zajmujący się hobbystycznie wyszukiwaniem rozmaitych militarystycznych, historycznych smaczków. A trafia na ślady potwierdzające fakt, że zarówno zamówienia, jak i ppp, tradycję mają w Albionie bardzo długą, a i że nasze problemy (m.in. te, które próbuje się rozwiązać za pomocą „Nowego podejścia” odwieczne są w sensie dosłownym). Trudno wysiedzieć przy komputerze, więc tylko dwa przykłady :)
Przetargi publiczne w brytyjskiej marynarce wprowadzono gdzieś w XVIII w. Kryterium – cena 100%. Krok ten miał dość znaczny wpływ na technologię produkcji armat okrętowych oraz „pogłowie” kanonierów. Mianowicie armat robiono odtąd zdecydowanie więcej (za tę samą kasę można były kupić więcej tańszych), natomiast artylerzystów odtąd zaczęło ubywać (tych przetargi nie obejmowały). Jedno z drugim był dość blisko związane, bo najtańsze na rynku armaty lubiły wybuchać częściej od tych wcześniej używanych, a wybuchając siały spustoszenie wśród obsługi. Inna sprawa, że wybuchało ich mniej niż wypadałoby to z obniżenia jakości produkcji, bowiem proch także kupowano u najtańszych dostawców – proch także częściej niż dotąd odmawiał działania, a zatem pewnie niektórych wybuchów uniknięto dzięki felernemu prochowi :)
Wyjątkowo ciekawy przypadek zdarzył się Brytyjczykom w czasie wojny krymskiej (w połowie XIX w.). Mianowicie do rządu Jej Królewskiej Mości Wiktorii zgłosili się prywatni przedsiębiorcy, którzy zaproponowali, że sami wystawią armię i flotę, które zdobędą rosyjski Krym. Rzecz jasna, za odpowiednie wynagrodzenie. Spółka deklarowała, że wygra wojnę taniej i szybciej niż brytyjska armia, a w razie niedotrzymania terminu zdobycia Sewastopola gotowa była płacić kary umowne za opóźnienie. Ciekaw jestem jednak, na ile taki układ by się w tym wypadku sprawdził – z jednej strony Brytyjczycy nie mieli by swej legendy szarży lekkiej brygady, z drugiej jednak pieron wie, czy podobnych wypadków prywatni przedsiębiorcy by uniknęli – wszak na gruncie działań wojennych o większej skali to jednak państwo w teorii winno być większym profesjonalistą niż jakikolwiek prywatny podmiot. Ale z drugiej strony: fajnie by wyglądał taki przetarg na „oblężenie i zdobycie Sewastopola” – ciekawe, czy mieściłby się w ramach dyrektywy obronnej :)
I na deser, z podsyłanych mi kwiatków, jeden z naszego podwórka wzbudził mój wielki entuzjazm. Mianowicie w przetargu na „dostawę materiałów eksploatacyjnych do drukarek i faksów, transportem Wykonawcy” pewna jednostka wojskowa postawiła warunek zatrudniania wykwalifikowanego personelu i dysponowania odpowiednim ptactwem drapieżnym. Być może to drapieżne ptactwo to miał być właśnie ten transport wykonawcy :)