Wątek używania języków obcych w postępowaniach zamówieniowych poruszałem w „szponach” już kilkakrotnie, choć dość dawno. Ostatni raz zdaje się przed ponad sześcioma laty, w w tym tekście. I choć w międzyczasie dorobiliśmy się nowej ustawy, tekst pozostał aktualny. A nawet aktualności przybyło, bo choć przepisy ustawy co do treści w zasadzie się nie zmieniły, coraz szybciej zmienia się świat. Dla naszych dzieci (no dobrze, dla mojego dziecka) język angielski zaczyna być alternatywną formą komunikacji, niewymagającą najmniejszego wysiłku. Wkracza nie tylko pod strzechy, ale także do urzędów. I choć nie widziałem jeszcze żadnego urzędowego papierka z naszego kraju wydanego w języku angielskim, coraz częściej trafiam na takie w dokumentach składanych przez wykonawców z innych krajów – już nie zaskakują zaświadczenia czy wypisy z rejestrów sporządzone właśnie po angielsku, mimo że nie jest on językiem urzędowym w miejscu, gdzie je wystawiono.
Dla wykonawców zagranicznych bariera językowa jest jedną z tych, które najtrudniej pokonać. Konieczność wożenia ze sobą tłumacza na spotkania, przekładania na krajowy język dokumentów, wreszcie brak zrozumienia tego, co się do niego pisze i konieczność zaufania, że tłumacz wyłapie wszelkie niuanse z dokumencie, na podstawie którego wykonawca ma podejmować ważną decyzję biznesową – to wszystko zmniejsza konkurencyjność postępowań, bo zniechęca wykonawców zagranicznych do brania w nich udziału. Oczywiście, nie jest to jedyna bariera, jest ich więcej, ale powoli ich ubywa – parę lat temu zniknął problem odległości, bo pojawiła się elektronizacja zamówień publicznych. Za parę miesięcy odejdzie w niebyt miniportal i można liczyć na to, że składanie ofert w wielu postępowaniach nie będzie się już odbywało za pośrednictwem ePuapu, wyjątkowo nieprzyjaznego dla osób z zagranicy, choćby przez ten nieszczęsny PESEL.
Jednak choć świat się zmienia, zamówienia zmieniają się o wiele wolniej i wciąż rzadkością jest dopuszczenie składania oferty lub choćby jej części po angielsku. Wykonawcy zatem, jeśli chcą pojawić się na naszym rynku, muszą składać wraz z otrzymanymi dokumentami tłumaczenia na język polski. Dodatkowe papiery, dodatkowe ryzyko błędów, zatem dodatkowe kłopoty. Przepisy dotyczące tłumaczeń w historii polskiego systemu zamówień publicznych ewoluowały. Na początku nie było nic. Dość szybko zorientowano się, że to niedobrze i w 1998 do ówczesnego rozporządzenia o dokumentach dodano zapis stanowiący o tym, że zamawiający może wymagać, aby do dokumentów sporządzonych w języku obcym było dołączane tłumaczenie – sporządzone przez tłumacza przysięgłego. Przejściowo w stosunku do niektórych dokumentów pojawił się nawet zapis dotyczący poświadczania przez polskie placówki dyplomatyczne. W 2002 uprawnienie zamawiającego do składania tłumaczeń zmieniło się w obowiązek wykonawców (chyba że zamawiający dopuścił składanie dokumentów w języku obcym).
Większa zmiana dotycząca tłumaczeń nastąpiła w 2006: we wprowadzonym wówczas nowym rozporządzeniu o dokumentach zrezygnowano z tłumaczy przysięgłych. Wprowadzono jedynie wymóg, aby tłumaczenie było poświadczone przez wykonawcę. W rozporządzeniu z końca 2009 zrezygnowano nawet z tego poświadczenia i taki stan mamy do dziś. W międzyczasie wprowadzono jedynie przepis pozwalający (swoją drogą ciekawostka – tu mamy tylko uprawnienie zamawiającego) wymagać od wykonawców tłumaczenia dokumentów, które zamawiający może sobie sam pobrać, ale nie są sporządzone po polsku. Obie te zasady mamy do dziś w przepisach, choć rozrzucono je pomiędzy dwa rozporządzenia – obecność zapisu o tłumaczeniach w rozporządzeniu o sposobie sporządzania i przekazywania informacji ma zresztą sens, bo dzięki temu dotyczy wszelkich dokumentów w postępowaniu, a nie tylko tych na potwierdzenie spełniania warunków.
W jakiej formie obecnie wykonawcy mają składać te tłumaczenia? Czy wykonawca musi takie tłumaczenie podpisać? Trudno znaleźć orzecznictwo, które pomogłyby rozwikłać to zagadnienie (bodaj jedyne orzeczenie odnoszące się do formy tłumaczenia zapadło w sprawie, w której zamawiający opisał wymagania w tym zakresie w SIWZ). Kwestii podpisywania dokumentów sporządzonych przez wykonawcę dotyczy § 7 rozporządzenia o sposobie sporządzania i przekazywania informacji. Jednak nie odnosi się do wszelkich dokumentów, ale wyłącznie do podmiotowych i przedmiotowych środków dowodowych oraz pełnomocnictw. Czy tłumaczenie jest częścią takiego środka dowodowego lub pełnomocnictwa? Nie sądzę i utwierdza mnie w tym przekonaniu § 5 tego rozporządzenia (gdzie użyto konstrukcji: środek dowodowy wraz z tłumaczeniem). Jakieś są zatem wymogi? Cóż, wydaje się, że żadne, że tłumaczenie po prostu nie musi być podpisane. Zresztą, patrząc na zmianę przepisów w momencie wprowadzenia rozporządzenia z 2009 roku: wcześniej było tłumaczenie poświadczone przez wykonawcę, od tego momentu jest tłumaczenie i kropka. Taka zmiana musiała mieć jakiś cel, w końcu zakładamy racjonalność ustawodawcy.