Podstawowym wskaźnikiem stosowanym jako warunek udziału w postępowaniu w zakresie sytuacji ekonomicznej jest poziom przychodów. Z rozmaitych przyczyn – pisałem o tym na łamach „Zamówień Publicznych. Doradcy” w grudniu 2000 r., potem w lutym 2008 r. Ocena przychodów jest dość prosta, problemem bywa jednak to, jaką wysokość tych przychodów przyjąć do warunku udziału w postępowaniu. Pisząc wspomniany artykuł z 2008 r. („Wiarygodność ekonomiczna wykonawcy”) poszukiwałem w różnych źródłach wskazówek co do poziomu przychodów, jakich w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego można wymagać od wykonawcy, i efekt tego był niezbyt ciekawy. Owszem, w wielu miejscach mowa była o przychodach, ale uniwersalnej zasady, jak ustalić ich wysokość – nigdzie nie było. „Uniwersalnego” oczywiście w pewnym umownym sensie, bo co zamówienie, to inne okoliczności i uwarunkowania, które na to ustalenie mają wpływ.
Jest oczywiście wzór, co do zasady niezmiernie prosty. Należy odnieść wysokość przychodów do wartości naszego zamówienia w czasie. Czyli – jeśli chcemy się posłużyć przychodami w skali rocznej: (W/T)*12*X, gdzie W to wartość zamówienia, T to czas realizacji zamówienia wyrażony w miesiącach, 12 odpowiada ilości miesięcy w roku, a X to współczynnik mnożenia. Współczynnik o tyle kłopotliwy, że to właśnie z nim jest problem. Jeśli wynosi 1 (a zatem jest we wzorze pomijalny), a czas realizacji zamówienia trwa dokładnie rok – wówczas przychody = W. Czyli wykonawca, który chce pokusić się o realizację danego zamówienia musi legitymować się przychodami co najmniej w wysokości odpowiadającej wartości zamówienia.
Czy to wystarczy? Cóż, sam pisałem w tymże 2008 r., że z punktu widzenia zamawiającego wykonawca, który cały swój potencjał angażuje w dane zamówienie jest wykonawcą niewiarygodnym. Im niższe przychody tym wyższe ryzyko operacyjne firmy. Jeśli dane zamówienie jest dominującym/jedynym zamówieniem w portfelu danego wykonawcy wszelkie zachwiania ekonomiczne dla tego zamówienia mogą być krytyczne. Skoro więc X=1 to za mało, to ile powinno wynosić to X?
W krajowych dokumentach w tym zakresie nie sposób było znaleźć na ten temat najmniejszej wzmianki. W „niebieskiej książce”, czyli dużym komentarzu niegdyś wydanym przez UZP w trzech wydaniach, pod redakcją T. Czajkowskiego, mowa była o przychodach na tym samym, a „nawet wyższym” poziomie. Ile wyższym? Ślady myślenia w tych kategoriach znalazłem wówczas gdzie indziej – na seminarium z udziałem ekspertów Komisji Europejskiej w zamierzchłych czasach pojawiała się teza, iż X powinien wynosić 1,1-1,2. Z. Kosarzewski pisał o sugestiach ekspertów Banku Światowego, według których X powinien wynosić 2. Ale – jeśli mam do czynienia z poważną robotą, rozłożoną w czasie, wymagającą dużego zaangażowania zarówno finansowego, jak i faktycznego – to wciąż dla mnie za mało. Jeśli będzie wykonawca prowadził tylko dwie podobne inwestycje, na tej drugiej się wszystko posypie, to i ta, na której nam zależy również będzie poważnie zagrożona.
I dlatego ogromnie ucieszyłem się kilka tygodni temu biorąc do ręki (a raczej na ekran) potężne dzieło pt. „Podręcznik dla inwestorów przedsięwzięć infrastrukturalnych” (do pobrania choćby stąd). Nie dotyczy on tylko zamówień publicznych, ale sporo miejsca im tam poświęcono. Autorzy gwarantują merytoryczne podejście do tematu. I właśnie tam ktoś odważył się napisać coś, co bardzo mi się podoba. Współczynnik X (nazwany tam „W” – współczynnik zaangażowania) zdaniem autora „Podręcznika” powinien wynosić – w zależności od wielkości zamówienia i ryzyka związanego z jego realizacją – od 2 do 4. Ba, nawet i tak postawiony wskaźnik może niebezpiecznie uzależniać wykonawcę od tej jednej umowy i de facto stanowić zagrożenie dla jej realizacji i dla zamawiającego.
Warto do tego opracowania sięgnąć, sporo zamówieniowych kwestii (choć nie ma co się spodziewać wchodzenia w różne drobiazgi) jest tam całkiem fajnie opisanych.
Ps. A swoją drogą, wspomniany podręcznik nasunął mi pomysł poświęcenia mającej już wkrótce pojawić się jubileuszowej, setnej notki szponowej – skoro same szpony są dziełem sieciowym – innym zamówieniowym miejscom w sieci. Wszelkie sugestie mile widziane :)