O terminie na uzupełnienie i równym traktowaniu wykonawców

Zeszłotygodniowy tekst powstał w zasadzie przez przypadek. Miało być bowiem o pewnym szczególnym przypadku, a wcześniej kilka zdań wstępu o wyznaczaniu terminu na uzupełnienie dokumentów „w ogóle”. Kilka zdań rozrosło się w osobny tekst :) Dziś zaś będzie o tym, o czym od początku planowałem napisać, czyli o tym, co ma począć zamawiający, który wyznaczy wykonawcom różne terminy na uzupełnienie dokumentów. Niezależnie od powodów takiego postępowania – czy to będzie efekt celowego działania, czy też skutek zwykłego błędu (np. literówki, a raczej cyfrówki w wypełnianiu wezwań do uzupełnienia).

Przede wszystkim – dlaczego nie powinno się ustawiać różnych terminów. Tydzień temu przywołałem dwa przykłady uzupełnień – wykonawcy lokalnego z niewielkim problemem, któremu nawet dzień by wystarczył, i wykonawcy z Australii z problemem bardziej skomplikowanym, przy którym nawet tygodnia mogłoby być mało. Co jeśli w jednym postępowaniu mamy te dwa przypadki? Dbając o odpowiedni termin zamawiacz powinien ustalić różne terminy dla różnych wykonawców? Jeden dzień dla krajana z małym problemem, dwa tygodnie dla Australijczyka z grubszym? Cóż, na przeszkodzie staje tu zasada równego traktowania wykonawców. A jeśli ona nie trafia do przekonania, to warto się zastanowić – co zamawiaczowi przyszłoby z wyznaczenia różnych terminów? Wszak z rozstrzygnięciami i tak musiałby czekać do upływu najdłuższego z nich. Analogicznie z przedłużeniem terminu na uzupełnienie dokumentów – jeśli przedłużamy, to przedłużamy wszystkim identycznie.

Co jednak, gdy nieszczęście się już stanie i mleko jest rozlane? Postępowanie należy unieważnić, czy też można na to nie zważać jako kwestię nieistotną? Cóż, na pewno danie części wykonawców dłuższego terminu na uzupełnienie stawia ich w uprzywilejowanej pozycji względem konkurencji. Nie można wykluczyć, że danie tego samego terminu innym wykonawcom pozwoliłoby im na złożenie uzupełnień. Sam ten fakt jednak nie musi dyskwalifikować postępowania. Istnieje możliwa sytuacja (a przynajmniej tę jedną potrafię sobie wyobrazić), w której zamawiający może postępowanie uratować.

Stanie się tak, gdy wykonawca (lub wykonawcy) z krótszym terminem uzupełnienia złożą takie uzupełnienia w pełni skutecznie, a jednocześnie wykonawca (lub wykonawcy), któremu wyznaczono dłuższy termin nie złoży uzupełnień lub nawet pomimo ich złożenia będzie podlegać wykluczeniu z postępowania lub nie będzie mógł brać udziału w dalszym postępowaniu z innych powodów (np. nie zmieści się na krótkiej liście). Podobnie – w przetargu nieograniczonym – gdy mimo uzupełnienia jego oferta nie będzie ofertą uznaną za najkorzystniejszą. Wówczas owo wynikające z błędu zamawiającego uprzywilejowanie tego wykonawcy pozostanie w praktyce niewykorzystane – nie będzie miało żadnego wpływu na wynik postępowania. Wszak gdyby ów wykonawca miał termin taki jak wszyscy, mógłby spotkać go jedynie taki sam lub gorszy los – nigdy lepszy. Z kolei skoro wykonawcy z krótszym terminem złożyli uzupełnienia – dłuższy termin ich losu by nie pogorszył.

Zamawiający musi jednak mieć nieco szczęścia w nieszczęściu :)

2 komentarze do: “O terminie na uzupełnienie i równym traktowaniu wykonawców

  1. Osobiście poszłabym trzecią ścieżką. Jeśli terminy rzeczywiście byłyby rozbieżne, zawsze można przedłużyć termin (skrócenie raczej nie wchodzi w rachubę). Zamawiacz jest tylko człowiekiem, może się pomylić. U mnie w jednostce istnieje coś takiego jak protokół z prac komisji przetargowej (komisja jest stała). Polecam. Zawsze oprócz rozłożenia odpowiedzialności, jest to jakaś podstawa do sprostowania.

    • Słuszna uwaga, o ile tylko zamawiacz zorientuje się w jakimś racjonalnym okresie przed upływem krótszego terminu (niezależnie od tego, czy protokół komisji jest czy nie). Jeśli zorientuje się po terminie (lub tuż przed jego upływem, to już zależy od konkretnej sytuacji) – sprawa już jest w ten sposób nie do uratowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *