W pięknych, niecodziennych okolicznościach przyrody wgryzać się w subtelności związane z interpretacją przepisów. Będzie więc nie o ustawie, ale o ludziach – zamawiających, wykonawcach i kontrolujących. I ich arogancji, która jest dość często występującą chorobą systemu zamówień. Najczęściej zapadają na nią zamawiający, mający poczucie wszechwładzy. Pal licho, jeśli arogancji towarzyszą odpowiednie kompetencje, wówczas nawet decyzje wyrażane w arogancki sposób mogą być zgodne z prawem, co najwyżej można mieć zastrzeżenia do formy. Gorzej, jeśli – jak to czasami się zdarza – arogancji towarzyszy niekompetencja lub brak obiektywizmu.
Źródłem tej arogancji zamawiających pewnie najczęściej jest poczucie władzy – to oni decydują o kształcie postępowania, postanowieniach umowy etc. Nierzadko wychodzą z założenia, że jeśli wykonawcy coś się nie podoba – niech nie składa oferty. Wykonawca chcąc wprowadzić jakąś zmianę może tylko prosić (albo pójść do KIO, ale to rozwiązanie, po które sięga się – w mniejszych postępowaniach, gdzie robak arogancji większy – w ostateczności, na dodatek mocno ograniczone przez ustawodawcę). Dlatego niekiedy to poczucie władzy powoduje odrzucanie wszelkich uwag, próśb czy propozycji bez słowa wyjaśnienia. Czasami bez przemyślenia sprawy. Czasami zaś mimo takiego przemyślenia, w pełni świadomie.
Czytaj dalej