Tekst sprzed kilku tygodni zakończyłem pytaniem o rezygnację „z konkretnych granic”. Dodajmy, konkretnych granic w czasie dotyczących składania dokumentów, wnoszenia wadium etc. Pytaniem, rzecz jasna, nie do końca na serio. Dziś będzie również na temat „dekonkretyzacji” zamówień. Tym razem nie w kontekście terminów, ale warunków i kryteriów udziału w postępowaniu. A całe to rozmyślanie wzięło się z pewnej na pozór nieznaczącej informacji zawartej w opisanym w listopadowym „Informatorze UZP” wyroku ETS z 10 października 2013 r. w sprawie C‑336/12.
Pomijam tu zagadnienie będące przedmiotem orzekania ETS, swoją drogą również bardzo ciekawe i wymagające głębszej refleksji. To, co mnie zainteresowało bardziej, to zacytowany w orzeczeniu (punkt 13) fragment ogłoszenia o zamówieniu z opisem kryteriów, jakie będą podstawą kwalifikacji wykonawców do złożenia ofert. A opis ten zawiera specyfikację dokumentów, jakie wykonawcy powinni dostarczyć, a następnie stwierdzenie: „Jeżeli [do ministerstwa] wpłynie dla każdej z siedmiu części zamówienia więcej niż trzy kandydatury spełniające całość wyżej wymienionych warunków, wybór kandydatów zaproszonych do złożenia ofert i udziału w procedurze negocjacyjnej dokonany zostanie spośród tych kandydatów, którzy wykazali doświadczenie najlepiej odpowiadające przedmiotowi niniejszego zamówienia. Referencje (3) są więc bardziej istotne od informacji na temat kwalifikacji zawodowych i technicznych (4)”.
Hmm. „Doświadczenie najlepiej odpowiadające”? „Bardziej istotne od informacji na temat kwalifikacji zawodowych i technicznych”? Cóż to za nieostre sformułowania… Można pytać: A gdzie uczciwa konkurencja, równe traktowanie etc.? A gdzie znajomość reguł przed przystąpieniem do gry? Jak to ocenić, skoro miary nie ma? Wszak powinno się opisać, że na krótką listę trafią wykonawcy legitymujący się np. największą ilością wykonanych w ciągu ostatnich 3 lat usług obejmujących taki a taki zakres, o wartości minimum x zł itd…
Ja zapytam jednak inaczej: kto ma większe szanse zaproszenia do składania ofert wykonawców faktycznie rzetelnych – ten, kto określi bardziej ogólne zasady, czy ten, kto opisze kryterium „od linijki”? Czy nie przypadkiem ten, kto dopiero na podstawie złożonych wniosków ustali, jakie doświadczenie najlepiej odpowiada przedmiotowi zamówienia? Jest tylko jeden wymóg: robić to z głową i zgodnie z zasadami. Ale owa „głowa” jest wymagana w każdym wypadku. Przecież jeśli ktoś ustala warunki bardzo konkretne, a owej „głowy” braknie, skutki też są opłakane.
Całkiem niedawno wspominałem w dobrym towarzystwie dawne czasy, gdy dopiero uczyliśmy się zamówień publicznych w Polsce. Takie podejście do warunków nie było wówczas niczym karygodnym. Zdarzało mi się wykluczyć wykonawców za to, że nie pozostają w sytuacji ekonomicznej i finansowej pozwalającej na realizację zamówienia nie dlatego, że nie zmieścili się nad jakąś konkretną poprzeczką opisaną w siwz (bo takich poprzeczek nie było), ale dlatego, że po lekturze sprawozdania finansowego potrafiłem wykazać, że kondycja ekonomiczna jest nadzwyczaj marna. I gwarancji należytego wykonania wcale nie daje.
Problem w tym, że potem coś się z nami porobiło. Poprzeczki, jak najbardziej precyzyjnie i z góry określone, dla wszystkich były wygodniejsze, bo ograniczały problem z oceną. Ograniczały dowolność. Ocena stawała się zerojedynkowa. Wygodniej było i zamawiającemu (raz ustalona poprzeczka stawała się świętością, a ocena właściwie formalnością), jak wykonawcom (bo z góry wiedzieli, co należy w ofercie dać, aby poprzeczkę przeskoczyć). I z czasem poprzeczki te stały się niewzruszalną normą. Problem w tym, że owe poprzeczki w dużej mierze zwolniły z myślenia. A efekty oceny wedle tych zasad wcale nie przekonują, że po staremu było gorzej. Wręcz przeciwnie.
Dziś jedynie subiektywne kryteria oceny ofert niekiedy odbiegają od schematu poprzeczek. Spójrzmy jednak na problemy, jakie rodzi w tym wypadku odejście od stosowanego wszędzie indziej schematycznego modelu – zwykle źródłem kłopotu dla zamawiającego nie jest to, czy źle czy dobrze ocenił, ale sam fakt, że na taki sposób oceny ważył się zdecydować…