W Nowy Rok z „nowym podejściem” :)

Tytuł może nieco mylący, bo dokument, o którym będzie mowa opublikowano w roku ubiegłym, a w ogóle początek „nowego podejścia do zamówień publicznych” to w teorii wręcz 2008 rok (wówczas Rada Ministrów przyjęła dokument pod takim tytułem). Niemniej jednak tutaj trafia ten temat wraz z Nowym Rokiem, a cały projekt ma „ruszyć pełną parą” zdaje się właśnie od tego roku.

Chodzi mi o materiał autorstwa Dariusza Koby „Nowe podejście do zamówień publicznych – wyzwanie dla zamawiających – szansa dla małych i średnich przedsiębiorstw”, opublikowany na stronie PARP w październiku ubiegłego roku (do ściągnięcia stąd), a stanowiący element szerszego projektu pod hasłem „Nowe podejście do zamówień publicznych – szkolenie i doradztwo” (broszura informacyjna dotycząca projektu tutaj, a z kolei tutaj materiały z konferencji zorganizowanej pod tym hasłem w grudniu 2010 r.). „Nowe podejście” tu, „nowe podejście” tam, o co chodzi z tym „nowym podejściem”?

W gruncie rzeczy to „nowe podejście” – przynajmniej w moim odbiorze – to nie jest rewolucja systemowa. Celem autorów projektu nie jest zmiana prawa, ale zmiana sposobu myślenia wśród zamawiających. Zmiana sposobu myślenia mająca na celu zwiększenie racjonalności działania (na gruncie choćby zasad wynikających z art. 44 ustawy o finansach publicznych, a zakładających m.in. efektywność wydatkowania środków publicznych), a także umożliwienie dostępu do zamówień na szerszą skalę podmiotów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw (MSP). Poruszają się zatem na gruncie znanym doskonale nam wszystkim, jednak nie zawsze wykorzystywanym w sposób zapewniający osiągnięcie najlepszych efektów z ponoszonych nakładów.

Szczerze mówiąc, do zmiany sposobu myślenia wśród zamawiających na szerszą skalę żaden, nawet najlepszy projekt finansowany z funduszy UE, nie doprowadzi. To kwestia głęboko zakorzenionych nawyków, których zmiana może nawet wymagać zmiany pokoleń. Co gorsza, nawyków wciąż ugruntowywanych. Każdy z nas znajdzie wokół siebie ludzi gotowych pójść po najmniejszej linii oporu, bardziej boją się bowiem kontroli niż chcą by środki publiczne były wydatkowane racjonalnie – bo racjonalność wymaga wysiłku, wymaga inicjatywy, wymaga czasem wreszcie stosowania rozwiązań odważnych, których kontrolujący nie zrozumie. Sam pamiętam w nieodległej przeszłości, jak tłumaczyłem kontrolującemu mechanizm premii za oszczędność zastosowanej w przetargu na termomodernizację, który jego zdaniem naruszał przepis o konieczności zawarcia w umowie maksymalnej wartości zobowiązania zamawiającego. Warto było? Jasne. Ba, to nie tylko ludzie wokół nas, po latach spędzonych w zamówieniach mogę stwierdzić, że taki kącik, mniejszy lub większy, znajdzie się w każdym z nas, także we mnie, i demonek pójścia po najmniejszej linii oporu (czy raczej – po linii najmniejszego oporu) rzadziej lub częściej się z niego wychyla.

Opisywać dokumentu nie mam zamiaru (każdy po niego sięgnąć może, a lektura nie jest nazbyt długa), mam zresztą wrażenie, że czasem będę się tu do niego odwoływać przy konkretnych już okazjach. Ważne jest jednak, że dokument ten nie tylko podpowiada, jak robić „dobrze”, ale wyjaśnia także – dlaczego. Dlaczego warto częściej dopuszczać oferty wariantowe? Dlaczego warto pomyśleć w kryteriach o czymś więcej niż tylko cenie zakupu? Dlaczego zwykle lepiej opisywać przedmiot zamówienia za pomocą opisu funkcjonalnego niż technicznego? Wskazuje przy tym nie na uzasadnienie wynikające z konkretnego przepisu (jeśli pominiemy ciążący nad całością duch zasady racjonalnego dokonywania wydatków), ale na realne korzyści, jakie przynosi to zamawiającemu. Podpowiada również różne rozwiązania mające służyć właśnie tej racjonalności (czy to w zakresie kryteriów, czy to trybów, czy to proponując niezabroniony przecież dialog techniczny – który zresztą sam mam lada dzień zamiar zacząć w jednym z bliskich mi tematów)… Zwraca wreszcie uwagę na pewne oczywiste fakty, które często zamawiającym umykają (zrzuca całe ryzyko związane z realizacją umowy na wykonawcę – może pracownik ma łatwiejsze życie i mniej problemów, ale zamawiający zwykle na tym traci, a nie zyskuje).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.