O odchodzącym problemie

Myślałem o tym, aby ostatni tekst w 2020 stanowił pożegnanie z naszą już ponad szesnastolatką. Nie miała ona łatwego życia. Aż 65 mniejszych lub większych liftingów – trudno znaleźć miejsce, które przez te lata nie było zmieniane. Ba, już narodziny miała wyjątkowo niefortunne, bo przecież w momencie wejścia w życie było wiadomo, że zaraz będzie wymagała znaczących zmian – wszak jednocześnie uchwalano nowe dyrektywy, a my wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Miała bardzo wiele wad (z których chyba najwięcej pojawiało się w ramach wspomnianych wyżej „liftingów”), ale też jedną niekwestionowaną zaletę w porównaniu do przepisów, które zaraz weźmiemy do ręki: była o połowę krótsza od obecnej (a dorzućmy jeszcze przepis wprowadzające…).

Łzawego pożegnania nie będzie, będzie natomiast o historii. Zamawiający publiczny, ograniczony rygorami gospodarki budżetowej. Pieniądze wrzucone w ostatniej chwili z innego, niewykorzystanego źródła, natychmiast do wydania, kupowane zazwyczaj komputery, bo tego zawsze potrzeba. Do końca roku parę tygodni. Mało który z zamawiających nie zna takiego bólu. Nowelizacja z 2016 nieco utrudniła takie manewry, bo najpierw jest etap składania ofert, a dopiero potem składania dokumentów, co powoduje przedłużenie postępowania. Jednak w tego typu sytuacjach zwykle nie wydaje się milionów, a więc składanie dokumentów można pominąć, jeśli zamawiający zadowoli się samymi oświadczeniami. Przychodzą oferty i jeśli nie ma w nich jakichś problemów z cenami, przedmiotem, pełnomocnictwem czy oświadczeniami (dużo tego „jeśli” :)), można wybierać najkorzystniejszą.

Ale stop, nie ma tak łatwo. Cokolwiek nie zrobiłby zamawiający, ile „jeśli” by szczęśliwie nie ominął (bo przecież ich ziszczenie zależy w dużej mierze nie od niego), jest jeden dokument, który musi być złożony po otwarciu ofert. Oświadczenie wykonawcy, o tym, że nie należy do tej samej grupy kapitałowej z innymi wykonawcami, którzy złożyli oferty w postępowaniu. Oczywiście, racjonalni zamawiający korzystają w tej sytuacji z dobrodziejstwa art. 24aa Pzp i czekają na oświadczenie tylko tego wygrywającego, innymi się nie przejmując, ale to problem nieco tylko zmniejsza, a nie eliminuje.

Jeśli zamawiający da formularz oświadczenia do specyfikacji, mniej więcej w połowie przypadków dostanie wypełnione oświadczenie wraz z ofertą. Co czyni je bezwartościowym, bo skąd wykonawca ma w tym momencie wiedzieć, kto złożył oferty. Cóż, zatem zamawiający dzwoni do wykonawcy i tłumaczy, że ten papier należy złożyć jeszcze raz, identyczny. I że trzeba go złożyć na domiar złego w formie pisemnej. Lepiej nie mówić, co myśli sobie o tym wykonawca – owszem, takie prawo, ale dla normalnego człowieka konieczność złożenia drugi raz tego samego papierka to biurokratyczny absurd. Jeśli zamawiający nie da wzoru oświadczenia do specyfikacji, ale wyśle go wykonawcom po składaniu ofert, w praktyce niewiele to zmieni. Tyle tylko, że tłumaczenie się z absurdów biurokracji będzie nieco łatwiejsze. Tak czy owak, czas leci, a zamawiający czeka.

Nie, żebym pochwalał pośpiech i wydawanie pieniędzy na łapu capu. Ale mam wrażenie, że na reformę gospodarki budżetowej się nie doczekam, a zatem problem będzie wieczny. Ba, coraz częściej dostrzegam ten sam problem w podmiotach, które pod ustawę o finansach publicznych nie podlegają – ale wykonać jakieś plany też muszą (choć na szczęście nie kasowo). Problemy końca roku się nie skończą, bo w ustawie nigdy nie doczekamy się przepisu (na szczęście), że jeśli zostało mało czasu na wydanie środków, to ustawy nie stosujemy. Ale w nowej ustawie rozwiązano przynajmniej wreszcie problem nieszczęsnych oświadczeń o braku przynależności do tej samej grupy kapitałowej. Nie ma tego oświadczenia już w ustawie, nie ma tego dziwacznego 3-dniowego terminu. Znalazło się ono za to w projekcie rozporządzenia o podmiotowych środkach dowodowych, a więc będzie składane na wezwanie z innymi dokumentami. W postępowaniach krajowych żądanie go przez zamawiającego nie będzie zatem obowiązkowe (zgodnie z art. 273). Szkoda tylko, że dopiero teraz i że trzeba aż tak wielkiej rewolucji w systemie, aby to zmienić…

Ps. 28 grudnia. Do wejścia w życie ustawy zostały cztery dni. No, po ludzku tydzień. A my wciąż piszemy o projekcie rozporządzenia (UZP się chwali, że podpisane dzień przed Wigilią, ale na oczy nikt nie widział).

Pps. No dobrze, w 2004 na rozporządzenie o dokumentach czekaliśmy dobrych parę tygodni po wejściu w życie ustawy. Ale wtedy vacatio legis ustawy wynosiło trzy tygodnie. Teraz półtorej roku. Miało być tak pięknie, ale absolutnie nic z tego nie wynikło i dalej wszystko jest na łapu capu.

2 komentarze do: “O odchodzącym problemie

  1. Ustawodawcy chyba za bardzo nie zależy na pośpiechu zamawiającego, uwzględniając np. wyrzucenie procedury odwróconej z postępowań poniżej progów.
    Problem przewlekłego postępowania mógł częściowo zostać rozwiązany przez elektronizację, ale niestety wykonawcom na wiele czynności pozostawiono tyle samo czasu, mimo że już nie muszą tracić kilku dni na dostarczenie dokumentów.
    Zatem rozpoczynamy tę samą zabawę od nowa 😉

    • Akurat w tym zakresie brak procedury odwróconej mnie specjalnie nie boli – owszem, przede wszystkim przydawała się do ignorowania braku oświadczeń o grupie kapitałowej od tych, którzy nie wygrywają (albo braków w JEDZ, ale to powyżej progów unijnych). Teraz oświadczenia będą składane tylko przez najlepszego razem z resztą dokumentów, więc skutek ten sam, tylko metoda inna. Oczywiście, byłoby lepiej, gdyby w ogóle tych oświadczeń nie było, ale cóż – nie można mieć wszystkiego :) Jasne, z odwrócono moglibyśmy od czasu do czasu uniknąć innych (choć już zdecydowanie rzadszych) przypadków marnowania czasu, ale muszę się zastanowić, czy nie zaryzykować takiego kształtowania warunków zamówienia, aby ona nadal działała :)
      Co do terminów – pełna zgoda :)
      A zabawy to będziemy mieli powyżej uszu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.