O rozliczeniu koncesji w przypadku przedwczesnego rozwiązania umowy

Zarówno polskie prawo cywilne, jak i często strony umów, przewidują możliwość przedterminowego rozwiązania umowy. Czy nazwiemy to rozwiązaniem, odstąpieniem czy wypowiedzeniem, skutek jest jeden (pomijając różnice formalne): jedna strona lub obie z nich decydują, że umowa nie będzie realizowana do końca. Coś, jakiś jej element, pozostanie niewykonany. W skrajnym przypadku umowa w ogóle nie będzie uważana za zawartą, a to, co strony sobie dotąd świadczyły, będzie podlegało obowiązkowi zwrotu.

W przypadku „normalnego” zamówienia publicznego sytuacja, choć z pewnością niepożądana i bardzo kłopotliwa, jest z praktycznego punktu widzenia stosunkowo jednoznaczna. Nieco upraszczając: albo strony zwracają sobie to co dotąd sobie wyświadczyły, albo – jeśli zwrot jest niemożliwy lub mamy do czynienia z wypowiedzeniem umowy tylko w tej części, której dotąd nie zrealizowano – rozliczają to, co dotąd zostało wykonane, zapominając o tym, co nastąpi w przyszłości.

Jednak podczas gdy w „zwykłym” zamówieniu publicznym zazwyczaj wynagrodzeniem za wykonanie świadczenia rzeczowego jest płatność zamawiającego – a zatem co do zasady można określić, co i za ile zostało wykonane, a spełnienie świadczenia pieniężnego nie powinno być (także co do zasady) problemem, to są sytuacje o wiele bardziej skomplikowane. Szczególnym wyzwaniem jest umowa o koncesję na roboty budowlane lub usługi, zwłaszcza gdy całość wynagrodzenia za wykonanie robót lub usług ma stanowić uprawnienie do eksploatacji efektu tych prac przez określony czas. Jeżeli dochodzi w takim wypadku do przedwczesnego rozwiązania umowy, pojawiają się zasadnicze problemy, których w „zwykłych” zamówieniach nie uświadczymy. I to niezależnie od tego, na którym etapie to odstąpienie nastąpi.

Spójrzmy na przykład koncesji na budowę parkingu. Jeśli koncesjonariusz rozpocznie budowę i umowa zostanie rozwiązania w trakcie tej budowy lub po jej zakończeniu, pojawi się pasztet. Umowa nie przewidywała w normalnych warunkach wynagrodzenia pieniężnego, a jedynie prawo do eksploatacji obiektu. Do tej eksploatacji nie dojdzie. Oczywiście, trudno mówić o zwrocie świadczeń, bo trudno zwrócić rozpoczęte roboty budowlane lub obiekt wybudowany na nieruchomości koncesjodawcy. Pozostawienie koncesjonariusza bez jakiegokolwiek wynagrodzenia za wykonane prace będzie skutkować bezpodstawnym wzbogaceniem koncesjodawcy. Z kolei zapłata koncesjonariuszowi w brzęczącym pieniądzu będzie sprzeczna z zamierzeniami zamawiającego (którego wręcz może na to nie być stać). Analogicznie już w okresie eksploatacji – jego przerwanie w jakimś momencie skutkuje tym, że koncesjonariusz nie otrzyma pełnego wynagrodzenia za wykonanie robót… Jak je uzupełnić?

Nawet wtedy, gdy to wykonawca ponosi odpowiedzialność za rozwiązanie umowy (np. zamiast oddać obiekt do użytkowania w celu, któremu był przeznaczony, urządził tam kasyno czy dyskotekę), nie można pozostawić go bez wynagrodzenia. Oczywiście, za naruszenie postanowień umowy zamawiającemu przysługują kary umowne czy odszkodowanie, ale trudno przewidywać, że szkoda będzie miała wartość identyczną wartości robót czy obiektu. Wszak koncesjodawca w momencie wypowiedzenia czy odstąpienia od umowy obiekt uzyska… Można sobie nawet w skrajnym przypadku wyobrazić, że przy odrobinie złej woli ze strony koncesjonariuszowi bardziej opłacalne (np. wskutek zmiany warunków rynkowych) będzie doprowadzenie do wyrzucenia z budowy i dochodzenie przed sądem wynagrodzenia, nawet pomniejszonego o kary, ale płatnego wkrótce, niż powolne odzyskiwanie kosztów przez wieloletnią eksploatację.

Warto zatem sposób postępowania w takich okolicznościach w umowie przewidzieć. Jeśli do rozwiązania umowy dochodzi z winy koncesjonariusza, a koncesjodawca ten obiekt będzie użytkował, można przewidzieć, że zostanie dokonana płatność pieniężna na rzecz koncesjonariusza (zmniejszona o kary, odszkodowania, koszty wykonania zastępczego itp.), ale nie od razu, ale ratami, przez cały okres, przez jaki miała trwać eksploatacja. Oczywiście, warto tu przewidzieć zapisy dotyczące waloryzacji płaconych kosztów, a także uzależnić je od rentowności obiektu (jeśli nie będzie osiągnięty poziom wystarczający do zrekompensowania kosztów budowy, trudno – wykonawca eksploatując samodzielnie obiekt też by tego poziomu nie osiągnął). Inną sprawą powinna być gwarancja, że w takiej sytuacji zamawiający nie będzie sztucznie podnosić kosztów w celu zaniżania dochodów.

Nieco inaczej będzie, jeśli obiekt nie będzie przez zamawiającego eksploatowany – wówczas rozpoczęte roboty będą tylko malowniczą ruiną… W takim wypadku jednak wynagrodzenie powinno zostać jednak wykonawcy wypłacone w przypadku, gdy do rozwiązania umowy nie doszło z jego winy. Jednak również wtedy można przewidzieć zapłatę należnego wynagrodzenia w odpowiednich ratach.

Oczywiście, przedwczesne rozwiązanie to zazwyczaj złe zakończenie współpracy, którego na starcie żadna strona nie pragnie. Ale z umowami już tak jest, że pisze się je na złe czasy. Nigdy nie można być całkowicie pewnym, że przesłanki do rozwiązania stosunku umownego nie zaistnieją; że jedna ze stron się nie zbiesi i nie przestanie realizować swoich zobowiązań. Dlatego nad takim zagadnieniem w umowie o koncesję warto się pochylić szczegółowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.