Ograniczenie liczby wykonawców zapraszanych do składania ofert

Kilkakrotnie już spotkałem się z wątpliwościami wyrażanymi przez niektórych z użytkowników Pzp dotyczącymi sensu tworzenia w trybach dwustopniowych rankingu wykonawców. Dlaczego człowiek może zaprosić do kolejnego etapu postępowania tylko 20 wykonawców, skoro wszystkich, którzy się pojawią? Nawet jak będzie ich więcej? Inni z kolei użytkownicy ustawy cieszą się: już na początku mają szansę odsiać najmniejszych czy najmniej doświadczonych graczy (oczywiście, jeśli w ogóle jakiś odsiew nastąpi, gwarancji nigdy nie ma, bo równie dobrze może się pojawić tylko jeden wniosek od mało doświadczonego i małego gracza), a na dodatek jest mniej pracy ze sprawdzaniem ofert.

O co tak naprawdę tutaj chodzi? Ograniczenie liczby wykonawców uczestniczących w postępowaniu zdaje się mieć jeden podstawowy cel: oznacza zmniejszenie konkurencji. Zmniejszenie konkurencji oznacza zwiększenie szans poszczególnych wykonawców na uzyskanie zamówienia. Większe szanse z kolei oznaczają większe zaangażowanie się w postępowanie, przygotowanie oferty itd. Wszak gdy w postępowaniu uczestniczy 40 wykonawców statystyczne szanse na zwycięstwo to tylko 2,5%; gdy jest tylko pięciu wykonawców – 20%. Zasada jest zrozumiała. Udział w postępowaniu wiąże się dla uczestnika takiego postępowania z kosztami, w przypadku zamówień bardziej skomplikowanych czy długotrwałych niejednokrotnie bardzo wysokimi (rzędu nawet setek tysięcy złotych). Im większe ryzyko tym mniejsza chęć ponoszenia tych kosztów. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie jeden niezrozumiały wyjątek od tej zasady.

Na łamach „Zamówień Publicznych. Doradcy” publikowany jest właśnie w częściach (nieco nieszczęśliwie jednak na te części podzielony, począwszy od numeru 1/2011) mój tekst na temat postępowania o zawarcie umowy na roboty budowlane i usługi (do lektury serdecznie zapraszam). Zwracam tam uwagę na szereg problemów praktycznych wynikających ze stosowania ustawy o koncesjach na roboty budowlane lub usługi w praktyce.

M.in. krótko sygnalizuję tam właśnie fakt, iż w przypadku koncesji ustawodawca nie przewidział możliwości, aby koncesjodawca ograniczył liczbę kandydatów po pierwszym etapie postępowania. Ba, z art. 14 ust. 1 ustawy o koncesji wynika, że do negocjacji zaprasza się wszystkich wykonawców, którzy złożyli prawidłowe wnioski o zawarcie umowy koncesji. Jest tymczasem chyba oczywistością, że udział w postępowaniu o zawarcie umowy koncesji z uwagi na charakter umowy kwestię kosztów udziału w postępowaniu czyni szczególnie bolesną – w tym trybie nie udziela się jednak niewielkich zamówień, a umowy są długoterminowe. Chęć ponoszenia takich kosztów przez wykonawców zawsze jest wyższa, im większą szansę mają na uzyskanie koncesji. I przeciwnie – im mniejsza ta szansa, im większe ryzyko konieczności odpisania tych kosztów w czyste straty, tym zaangażowanie w postępowanie mniejsze (a zatem i efekty negocjacji gorsze).

Na przeszkodzie wprowadzeniu zasady tworzenia rankingu stoi zresztą w ustawie o koncesji coś więcej niż tylko art. 14 ust. 1. Przeszkodą tą jest krytykowana już przeze mnie (we wspomnianym artykule, ale także i kiedyś na tych łamach) zasada składania dokumentów potwierdzających spełnianie warunków udziału w postępowaniu dopiero po wyborze najkorzystniejszej oferty. Gdyby chcieć ranking („krótką listę”) tworzyć (co ma sens tylko przed negocjacjami), takie dokumenty byłyby niezbędne na dużo wcześniejszym etapie postępowania.

Oczywiście, można powiedzieć, że przecież w przypadku koncesji koncesjodawca może stosować kryteria dotyczące właściwości przyszłego koncesjonariusza. Że w ten sposób może promować większych i bardziej doświadczonych. To jednak problemu ryzyka związanego z kosztami udziału w postępowaniu, w szczególności analiz i udziału w negocjacjach, nie rozwiązuje. Koszty ponosi się bowiem zanim do stosowania kryteriów oceny ofert w ogóle dojdzie. A nawet największy może w czasie tej oceny przegrać z maluczkim :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.