Tytuł niestety wyszedł nieco nieszczęśliwy, chyba jednak dobrze oddaje to, co ma być tematem tego tekstu. Mianowicie chodzi o określenie momentu, w którym można uznać kogoś za osobę doświadczoną. A ma to spory związek z zamówieniami publicznymi, w szczególności w kontekście stawiania warunków udziału w postępowaniu – zarówno tych, które dotyczą doświadczenia samego wykonawcy, jak i tych, które dotyczą kwalifikacji osób, którymi ten wykonawca dysponuje. A jedyną pomocą w tym zadaniu, którą oferuje nam ustawa Pzp jest art. 22 ust. 4 – stanowiący o tym, iż warunki muszą być związane z przedmiotem zamówienia i do niego proporcjonalne.
Nie wiem, czy w szponach poruszałem kiedyś wątek owej proporcjonalności (wszak pojawiło się tu już ponad 200 moich tekstów, zwykle na tematy zamówieniowe). Na wszelki wypadek zatem wspomnę tylko, że w owej proporcjonalności nie chodzi o matematykę i równość stosunków pomiędzy dwoma wielkościami (w zamówieniach sensu by to nie miało), ale raczej o adekwatność postawionych warunków w stosunku do przedmiotu zamówienia. O to, by warunek zapewniał wybór wykonawcy zdolnego do wykonania zamówienia, a jednocześnie nie dopuszczał do wyboru wykonawcy niezdolnego. Oczywiście, taka jest idea, życie natomiast nie jest tak czarno-białe. Nie da się tu ustalić z góry takiej wielkości oka siatki, która pozwalałaby na idealne odsianie ziaren od plew. Nie da się uniknąć tego, że w efekcie przesiewania jakieś ziarno przejdzie przez sito, a plewa pozostanie na nim. Zamawiający powinien dążyć do ideału, ale nigdy go nie osiągnie.
Kwestia ustalenia owej proporcjonalności, ponieważ dotyczy niemal każdego postępowania, niezmiernie często staje przed zamawiającym. Jednak gdy dość łatwo ustalić, jakie uprawnienia są wymagane do prowadzenia działalności, jaki jest niezbędny sprzęt czy jakim papierem musi legitymować się kierownik prac, o wiele trudniej odpowiedzieć na pytanie – kiedy doświadczenie wykonawcy czy osoby, która występuje po jego stronie staje się wystarczające, aby uznać, iż można w jego ręce powierzyć wykonanie zamówienia publicznego.
Kilka lat temu zdarzyło mi się odwołanie, w którym wykonawca zarzucał zamawiającemu, iż ten postawił warunki nadmierne i nieproporcjonalne – bo chociaż przedmiotem zamówienia jest budowa jednego obiektu (dodajmy – bardzo skomplikowanego), zażądał od dwóch członków kluczowego personelu doświadczenia przy budowie aż dwóch podobnych obiektów. I co tu zrobić? Czy faktycznie zamawiający zamierzał nielegalnie ograniczyć konkurencję?
Wykonawca postawił w odwołaniu tezę – jeśli zamawiacz zamawia jeden obiekt, to może żądać doświadczenia w wykonaniu dotąd tylko jednego. Szczerze mówiąc taki sposób myślenia trochę mnie przeraża. Jest sobie taka ludowo-budowlana mądrość: pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie. Jasne, nie powinno się wierzyć bez zastrzeżeń w ludowe mądrości, ale warto zastanowić się skąd się wzięły. A chodzi tu właśnie o zbieranie doświadczenia. O nabywanie umiejętności radzenia sobie z problemami, jakie się pojawiają, i – co jest jeszcze ważniejsze – unikania problemów. Wyrobienia sobie pewnej praktyki. A wyrobienie sobie praktyki następuje poprzez powtarzanie pewnych czynności. Człowiek, który wykonywał pewne rzeczy więcej niż raz, zwykle będzie też znacznie pewniejszym wykonawcą niż ktoś, kto dotąd tylko raz „eksperymentował”.
Sporo jest orzecznictwa w podobnych sprawach. Jest na przykład wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie z 25 maja 2007 r. (sygn. akt XII Ga 230/07), w którym sąd stwierdził: „żądanie wykazania się wykonaniem przynajmniej 3 zadań o zakresie porównywalnym nie jest żądaniem wygórowanym ograniczającym wykonawcom dostęp do zamówienia”. Jest też na przykład wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 30 września 2009 r. (sygn. akt XXIII Ga 569/09), w którym sąd stwierdził, że zamawiający nie ma obowiązku dostosowania się do możliwości wszystkich podmiotów działających w branży. „To przedmiot zamówienia i jego planowane wykorzystanie determinują warunki dopuszczenia do udziału przy zachowaniu kryterium obiektywizmu i usprawiedliwionych potrzeb Zamawiającego”.
Oczywiście, jak już wspomniałem na wstępie, nie ma uniwersalnej reguły. Czasami zdarzają się sytuacje, w których do doświadczenie w jednej, podobnej usłudze będzie wystarczające. Ba, czasami nawet jedna to za dużo – wszystko zależy od przedmiotu zamówienia. Bardzo często można spotkać specyfikacje, w których zamawiający przesadza*. Celem tego tekstu było jednak wykazanie, że nie ma również żadnej reguły stanowiącej, że jedna robota jest OK, ale już dwie czy trzy – nie. Wszystko zależy od konkretnego przypadku.
*) Dobrym przykładem przetarg na doradcę od zamówień w przetargu na kredyt, niedawno pokazany mi przez dobrą duszę. Problem tam był nie w ilości, ale w połączeniu różnych elementów w jeden – jednym z warunków było dysponowanie osobą, która reprezentowała stronę przed sądem okręgowym w sprawie skargi na orzeczenie KIO, gdzie przedmiotem orzekania były kwestie związane z prawem bankowym…
Problemem jest ustalenie, kiedy posiadane doświadczenie jest wystarczające jako minimalne. I tutaj z tą przerażającą tezą odwołującego się co do zasady zgadzam „jeśli zamawiacz zamawia jeden obiekt, to może żądać doświadczenia w wykonaniu dotąd tylko jednego”.
Bo można postawić tezę, że wymaganego doświadczenia nie posiada ten, kto nic nie wybudował.
Trudno też dowodzić, że z całą pewnością nie wybuduje np. basenu ktoś, kto już przynajmniej jeden podobny basen wybudował.
Oczywiste jest też, że lepsze doświadczenie w budowie np. 5 obiektów niż w 3.
Ale takie różnicowanie, to jasny sygnał dla zamawiacza – rób Pan przetarg ograniczony, a kryterium prekwalifikacji uczyń właśnie lepsze doświadczenie!
Niestety, często takie przesadzone lub zaostrzone wymagania mają drugie dno, zwłaszcza jeśli się zapytać ilu jest wykonawców, którzy spełniają zaostrzony warunek, a ilu byłoby takich, gdyby postawić warunek „normalny”?
Tak jak pisałem, znalezienie ideału – by warunek zapewniał wybór wykonawcy zdolnego do wykonania zamówienia, a jednocześnie nie dopuszczał do wyboru wykonawcy niezdolnego – jest w przyrodzie niemożliwe :) Ale co do rekomendacji trybów dwustopniowych – absolutna zgoda :) Aczkolwiek obecnie ocena doświadczenia dzięki art. 26 ust. 2b nieco się zdewaluowała.
Ocena doświadczenia to kapitalny przykład na to jaka przepaść dzieli teorię od praktyki w zamówieniach publicznych. Jak porównywać np. doświadczenie wykonawcy – konsorcjanta, który swoją część zadań w ramach konsorcjum zrealizował w większość podwykonawcami i który później posługuje się doświadczeniem całego konsorcjum z doświadczeniem wykonawcy który realizował prace samodzielnie? Jakie znaczenie ma ilość czy wartość wykonanych prac w takich przypadkach?
Skala problemów związanych z oceną doświadczenia wydaje się być niezmierzona. Tu poruszyłem tylko jeden z nich, natomiast nie ulega wątpliwości, że ani to jedyny problem, ani największy. O problemie doświadczenia zdobytego przez konsorcjum czy doświadczenia zdobytego siłami podwykonawców też już w szponach pisałem (kilka miesięcy temu. I idealnych rozwiązań nie ma. Ba, nawet chyba i o po prostu dobre trudno. Pewnego pola do nadużyć wyeliminować się nie da – ramy określone przepisami na to nie pozwalają. Przy czym „nadużycie” nie zawsze jest faktycznie nadużyciem. Np. duże roboty budowlane to chyba zawsze jest piramidka podwykonawców. I trudno odmawiać prawa do posługiwania się takim doświadczeniem w praktyce…