O wielkich zmianach i małych poprawkach

Niejeden raz w szponach krytykowałem różne wielkie rewolucje, do których dochodziło w przepisach zamówieniowych. Niejeden raz także pisałem o pozornych błahostkach, które w praktyce użytkowania ustawy Pzp uwierają. I jakoś tak jest, że gdy człowiek sięga do kolejnych projektów nowelizacji czy założeń zmian Pzp, widzi kolejne rewolucje, często kontrowersyjne, nie widzi natomiast choćby zamiarów poprawienia tych małych, uwierających „baboli”.

Oczywiście, niekiedy coś udaje się zrobić. Najlepszym dowodem jest nowe rozporządzenie o dokumentach i dwa drobiazgi tam poprawione: usunięcie niepotrzebnego obowiązku złożenia oświadczenia przed notariuszem kraju pochodzenia wykonawcy (teraz jest po prostu notariusz) i dodanie jeszcze jednego „odpowiednio” w przepisie o potwierdzaniu za zgodność z oryginałem dokumentów przed podmioty trzecie. Oczywiście, można ten ostatni przepis traktować jako w ogóle niepotrzebny, ale w poprzednim brzmieniu był on średnio logiczny – teraz przynajmniej jest jasne, o co w nim chodzi.
Czytaj dalej →

O domniemanej wyższości BZP nad TED

„Zauważyć bowiem należy, iż poziom konkurencyjności (średnia liczba ofert składanych w jednym postępowaniu) w przypadku zamówień o wartości powyżej progów unijnych jest niższy niż poniżej tych progów, tj. zamówień publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. Przyczyną mniejszego zainteresowania polskich przedsiębiorców zamówieniami publicznymi o wartościach powyżej progów unijnych mogą być trudności w dostępie do ogłoszeń dotyczących tego rodzaju zamówień, tj. konieczność korzystania z systemu TED, który jest „mniej przyjazny dla użytkownika” niż Biuletyn Zamówień Publicznych udostępniony przez Urząd Zamówień Publicznych.”

Te dwa powyżej zacytowane zdania to fragment uzasadnienia jednego z postulatów zmian w Pzp zawarty w ostatniej, kwietniowej wersji „projektu założeń projektu ustawy o zmianie ustawy” (chyba już pisałem, że uwielbiam te powtórzenia :)). Zaintrygowała mnie niezmiernie ta wyższa ocena Biuletynu Zamówień Publicznych w porównaniu z TED w kategorii „przyjazności dla użytkownika”. Użytkownika oczywiście w sensie nie tego, kto zamieszcza ogłoszenia, ale tego, kto ich poszukuje. Wszak o to w cytowanym twierdzeniu wyraźnie chodzi. Sam czasami poszukuję ogłoszeń na różne tematy (niedawno na przykład na potrzeby szponów, mianowicie przetargów na jaja) i jakoś nie widzę szczególnej przewagi BZP nad TED. Może sęk w tym, że Prezes UZP widzi statystykę i dorabia do niej teorię, a ja po prostu korzystam?
Czytaj dalej →

O wyborze oferty po terminie związania ofertą

Termin związania ofertą nieraz już był tematem notek w „szponach”. O konsekwencjach jego upływu dla losów postępowania pisałem tu dwukrotnie, ponad półtora roku temu (5 września i 19 września 2011 roku). Ubolewałem wtedy, iż pojawia się w orzecznictwie KIO tendencja do uznawania, iż po terminie związania ofertą nie można dokonać wyboru najkorzystniejszej oferty. Co prawda zgody w orzecznictwie nie było, jednak pojawiały się tezy jakoby po upływie terminu związania ofertą i wobec braku deklaracji wykonawcy o woli przedłużenia tego terminu (mimo braku wniosku zamawiającego w tej sprawie) należy odrzucić ofertę na podstawie art. 89 ust. 1 pkt 1 Pzp (uchwała KIO/KD 46/10) lub wykluczyć wykonawcę z postępowania na podstawie art. 24 ust. 2 pkt 2 Pzp (wyrok KIO 2204/10). Zresztą, wciąż to boli :)

Od września 2011 roku upłynęło już trochę wody w Wiśle i w międzyczasie pojawiła się garść nowego orzecznictwa, w którym temat ten był poruszany. Choćby tego samego 5 września 2011 r., gdy publikowałem tu pierwszy z wymienionych tekstów, KIO ponownie stwierdziło, że skoro art. 85 Pzp daje możliwość wykonawcy samodzielnego złożenia oświadczenia o przedłużeniu terminu związania ofertą, wykonawca powinien być aktywny i takie oświadczenie składać. Jeśli zaś nie składa – cóż, art. 24 ust. 2 pkt 2 Pzp (znowu z tym kuriozalnym w mojej opinii uzasadnieniem: „Należy podkreślić, że przesłanką możliwości wykluczenia wykonawcy na podstawie art. 24 ust. 2 pkt 2 ustawy nie jest uprzednie wezwanie wykonawcy przez Zamawiającego do przedłużenia terminu związania ofertą. Z treści artykułu 24 nie wynika aby brak zgody wykonawcy, o którym mowa w tym przepisie, musiał być poprzedzony wezwaniem Zamawiającego do przedłużenia terminu związania ofertą.”)
Czytaj dalej →

O rzekomej informatyzacji i odbiurokratyzowaniu zamówień

Noga dalej w „elewacji”, więc znowuż krótko :) Kilka tygodni temu Prezes UZP opublikował kolejny projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy Pzp. Jednym z podkreślanych przez Prezesa elementów tych założeń jest postulat zmian umożliwiających prowadzenie w pełni elektronicznych postępowań o udzielenie zamówień publicznych. Wymiernych korzyści takiej elektronizacji Prezes wymienia sporo – m.in. to, że będzie taniej i szybciej. I nie zamierzam tego krytykować, wszak sam nieraz już płakałem w szponach o głębokim pragnieniu zmian w tym kierunku (o, choćby w listopadzie ubiegłego roku czy na marginesie jednej z marcowych notek). Problem w tym, że Prezes jedną ręką słusznie postuluje, a drugą ręką… tłamsi zdobycze w tym zakresie.

Sam już kilka miesięcy przed KIO nie byłem, gdy jednak załatwiałem tam ostatnie swoje sprawy, praktyka była dość przyjazna użytkownikowi. Mimo iż żaden przepis tego nie przewidywał, można było poprosić Izbę o przesłanie odpisu wyroku mailem (albo faksem), a Izba (a raczej obsługa administracyjna Izby w ramach UZP) prośbę taką realizowała. Po wysłaniu wyroku listem można było liczyć na maila z jego wordowską wersją czy faks. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, iż było to istotne udogodnienie, wszak dzięki temu strona otrzymywała odpis nawet kilka dni wcześniej niż pisemnie (listem) – a nawet dzień czy dwa są w zamówieniach cenne, bo terminy zwykle gonią, a ustawowy termin trzech dni na wysłanie orzeczenia zwykle nie jest dotrzymywany. A nieraz zdarzają się wyroki, w których sama sentencja nie starczy i to z uzasadnienia zamawiający musi wyczytywać, co właściwie ma zrobić.
Czytaj dalej →

O zamachach na zapytanie o cenę i ich słuszności

Będzie dzisiaj dość krótko (mam nadzieję) i na temat dość ogólny. Czas długiego weekendu jakoś nie sprzyja skupieniu na sprawach zamówieniowych, a na dodatek nakazano mi „elewację kończyny”. Wierzcie mi, uprawianie tego sportu przeszkadza w pisaniu :) Dlatego sięgnąłem do kolejki po temat zalegający tam od tak dawna, że nabrał on już charakteru nieco archiwalnego. Ale choć Prezes UZP w kolejnych założeniach zmian w Pzp o tym nie pisze, mam wrażenie, że kiedyś jeszcze sprawa ta powróci :) A idzie o zlikwidowanie trybu zapytania o cenę.

Pomysły takie – w oczach jednych szalone, w oczach innych jak najbardziej uzasadnione – kilka razy się pojawiały. Tak było w projekcie nowelizacji ustawy z 4 lutego 2008 r., z czasów prezesa Czajkowskiego. Uzasadnienie tej zmiany odnosiło się wówczas do faktu, że tryby zapytania o cenę i licytacji elektronicznej są bardzo podobne do siebie i nie jest celowe utrzymywanie ich obu. W wersji projektu ledwie kilka tygodni późniejszej (z 29 lutego 2008 r.) już tego nie było. Dlaczego? Protestował Prezes NBP (zapytanie o cenę to tryb szybki, niesformalizowany i na dodatek konkurencyjny), Minister Finansów (bo licytacja jest zła i nieefektywna), Minister Obrony Narodowej (tryb dobry w zamówieniach prostych, zaś jego brak w dyrektywie nie przeszkadza), Minister Skarbu Państwa (tryb bardzo często używany, rzadko zmieniany a więc umiejętnie stosowany, na dodatek KE nie zgłaszała doń uwag). Jednym słowem – niemalże pospolite ruszenie (choć trzeba przyznać, że z protokołu rozbieżności wynika, że wniosek usunięcia trybu złożył Minister Infrastruktury z poparciem Ministra Gospodarki). Sprawa upadła.
Czytaj dalej →

O wyjaśnieniu treści pracy konkursowej

W kwietniowym numerze „Przetargów Publicznych” napotkałem ciekawy tekst Edyty Snakowskiej-Estorninho pt. „Procedura konkursowa”. To, co szczególnie ujęło mnie za serce, to jego bardzo praktyczny charakter. Często w zamówieniowych periodykach spotykam „przepisywanie przepisów”, a tu autorka odważnie sięgała po rozmaite realne problemy, na które nie ma prostych odpowiedzi, i analizowała ich rozwiązania możliwe do zastosowania w praktyce. To jest wszak to, czego zwykły użytkownik ustawy najbardziej potrzebuje. Oczywiście, idąc taką kolczastą ścieżką, łatwo się pokaleczyć, stąd być może autorzy czasami takich problemów unikają ;)

Pośród zagadnień poruszonych we wspomnianym artykule znalazła się analiza problemu, jak pogodzić możliwość wyjaśnienia prac konkursowych (art. 122 ust. 1 w związku z art. 87 ust. 1 Pzp) z zasadą anonimowości tych prac do momentu rozstrzygnięcia konkursu (art. 121 ust. 4 Pzp). Faktycznie, tu jest pewien praktyczny kłopot – wszak stosując art. 87 ust. 1 w typowym przetargu, zamawiający zadaje pytanie konkretnemu wykonawcy. Z ustaleniem adresata nie ma żadnych wątpliwości. Gdy sąd ocenia pracę konkursową i zalęga się w jego zbiorowej świadomości jakaś wątpliwość – komu ma zadać pytanie? Czyja to jest praca?
Czytaj dalej →

O dwóch postępowaniach i jednym potencjale, ciąg dalszy

Tydzień temu pisałem w szponach o wyroku KIO z 26 lutego 2013 r., sygn. akt KIO 297/13 i KIO 300/13. A raczej zacząłem pisać. Bo dotąd chwaliłem zasadę (swoją drogą, można ją ująć w czterech tradycyjnych słowach: „mierz siły na zamiary”) – a pozostało jeszcze rozpoznanie praktycznych problemów. A problemów jest co najmniej kilka. W tym jeden bardzo podstawowy. W tym konkretnym, opisywanym przypadku identyfikacja, że ten sam potencjał jest wykorzystywany w dwóch różnych postępowaniach, była prosta. Ten sam czas, ten sam zamawiający, takie same oferty… Ale to sytuacja bardzo szczególna. Gdyby te dwa postępowania prowadziły już dwa odrębne oddziały GDDKiA, a konkurentami były różne, a nie te same firmy – szansa na wykrycie takiego nadużycia spadłaby ogromnie. A co dopiero, jeśli chcielibyśmy kontrolować wykorzystanie tych zasobów w szerszej skali.

Wszak czy to proponowane osoby, czy deklarowane wytwórnie asfaltu oprócz tego, że wykazano je w dwóch różnych postępowaniach, mogą być też obciążone wcześniejszymi zobowiązaniami, o których zamawiający czy konkurencja może nie mieć zielonego pojęcia – bo i skąd? Jedyna realna opcja weryfikacji w takim wypadku możliwa byłaby na podstawie oświadczenia wykonawcy – tak jak w przywoływanym przed tygodniem orzeczeniem ETS w sprawie CEI i Bellini. Problem w tym, że tam sprawa dotyczyła sytuacji ekonomicznej i finansowej, a w takim wypadku dyrektywa stanowi o otwartym katalogu dokumentów, których można wymagać (jest też odpowiedni zapis w rozporządzeniu). Jest jakaś furtka do żądania informacji o łącznej wartości realizowanych zleceń. Natomiast w przypadku osób czy potencjału technicznego katalog dokumentów już otwarty nie jest. Czy da się wycisnąć obciążenie osób/sprzętu innymi zleceniami z wykazów odpowiednio osób i narzędzi?
Czytaj dalej →

O dwóch postępowaniach i jednym potencjale

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze w Polsce zaczęliśmy śnić o Unii czy o ustawie o zamówieniach publicznych, 9 lipca 1987 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie C 27-29/86 (CEI i Bellini). Wyrok ten dotyczył problemu, który od dawna każe mi zastanawiać się na iluzorycznością warunków udziału w postępowaniu stawianych przez zamawiających, czemu wyraz pewnie już nie jeden raz dałem na łamach szponów. Co prawda został wydany w okresie gdy obowiązywała nie obecna dyrektywa, z 2004 r., ani uprzednia, z 1993 r., ale zamierzchła, z 1971 r., ale konkluzja była ze wszech miar słuszna i zapewne do obrony również na gruncie obowiązujących przepisów (choć w wyroku C-299/08 ETS zwrócił uwagę, iż w 1987 roku harmonizacja prawa unijnego była na nieco innym stadium, uwaga ta zdaje się nie odnosić do tego problemu – wszak obecnie mamy w dyrektywie klasycznej art. 47 ust. 4).

W przypadku, nad którym pochylił się ETS sytuacja była nieco zawiła, gdyż tłem sprawy była niezgodność pomiędzy systemami klasyfikacji wykonawców w zakresie ich zdolności do wykonywania zamówień w Belgii i Włoszech. Okazało się, że w Belgii kryteria są ostrzejsze i wykonawca zakwalifikowany we Włoszech do odpowiedniej klasy, może być zmuszony do udowodnienia, że spełnia ostrzejsze, belgijskie kryteria, skoro zamówienie organizowała instytucja belgijska. To, co jest jednak najciekawsze, to fakt, że ustalono tam wartość robót, jakie mogą być wykonywane równocześnie przez wykonawcę pozostającego w określonej sytuacji ekonomicznej. Można to spróbować uprościć – maksymalne zdolności ekonomiczne i finansowe wykonawcy nie powinny być odnoszone jedynie do postępowania, w którym bierze udział, ale także do wszystkich innych robót, jakie równocześnie realizuje; można żądać od wykonawcy informacji o całkowitej wartości zleconych im robót. Jakże słusznie.
Czytaj dalej →

O maksymalnej wartości zobowiązania

Temat maksymalnej wartości zamówienia czekał sobie w kolejce szponowej od samego początku istnienia strony. Nieustannie był jednak spychany w dół przez sprawy bardziej aktualne czy po prostu takie, w stosunku do których poczułem wenę pisania. Ostatnio zrobiłem jednak mały remanent w kolejce, a sygnał na forum actuariusowym dodatkowo mnie zmobilizował. A temat ten o tyle dotyczy zamówień, że przy umowach zawierających jedynie ceny jednostkowe pojawia się problem wskazania, jaką tak naprawdę wartość ma umowa.

W starych dobrych czasach był w ustawie o finansach publicznych z 1999 r. przepis art. 51 ust. 1, który stanowił co następuje: „Jednostki samorządu terytorialnego oraz inne podmioty sektora finansów publicznych, z wyjątkiem Skarbu Państwa, nie mogą zaciągać zobowiązań finansowych, których maksymalna wartość nominalna, wyrażona w złotych, nie została ustalona w dniu zawierania transakcji.” Wielu użytkowników ustawy o finansach publicznych i ówczesnej ustawy o zamówieniach publicznych, odczytywało ten przepis tak, że każda umowa musi mieć ustaloną wartość maksymalną. Sam też tak robiłem, dopóki w dyskusji, której dziś odnaleźć nie mogę, ktoś nie zasiał w mej pustej głowie ziarna wątpliwości.
Czytaj dalej →

O jajach

O jajach, dodajmy, sklasyfikowanych pod kodem CPV 03142500-3. W sąsiedztwie innych „produktów zwierzęcych” takich jak nasienie byków czy ślimaki. W przeciwieństwie jednak do tych ostatnich, jaja nieodmiennie kojarzą mi się ze świętami wielkanocnymi. Te ostatnie co prawda w tym roku aż proszą się o choinkę, a dziecko moje dzisiejszy dzień przezwało „śniegusem-dyngusem” i chętnie poszłoby porzucać się śnieżkami, jaj jednak na stole nie zabrakło (co najwyżej – z uwagi na remont, skończony zasadniczo w sobotę wieczorem – brakło jaj malowanych przez autora „szponów” :)). Co prawda ten tekst, w sieci pojawi się jutro, we wtorek poświąteczny (wszak w poniedziałek dzień ustawowo wolny od wszelkich katuszy zawodowych), jednak myślę, że temat jaj nie będzie wtedy jeszcze całkiem zdezaktualizowany :)

Kilka lat temu, podczas jednego ze szkoleń, które prowadziłem, głównym przykładem w temacie problemu łączenia czy dzielenia zamówień stały się zakupy artykułów spożywczych. Nie jest to niestety branża, w której na co dzień bym siedział – nie znam więc dobrze realiów rynku i być może zatem w niektórych sądach błądzę. Faktem jest jednak, że dyskusje na actuariusowym forum (o, choćby ta) dowodzą, że zamawiacze mają problem – czy zakupy żywności traktować jako jedno zamówienie (i ewentualnie udzielać go w częściach), czy też poszczególne rodzaje tej żywności traktować jako odrębne zamówienia z wszelkimi udogodnieniami z tym związanymi w zakresie wartości zamówienia i przekraczania progów.
Czytaj dalej →