O fantazji ludzkiej

Jako że czas niespokojny (w sensie: kupa rzeczy do zrobienia naraz) i trudno wykrzesać z siebie energię dodatkowo do napisania „porządnej notki”, będzie tym razem odrobinę krócej i mniej poważnie. Wzmianka o braku granic fantazji ludzkiej z ostatniej notki pchnęła moje myśli w stronę przypadków, gdy właśnie z taką nieograniczoną fantazją miałem do czynienia. Z różnych przypadków, które mógłbym tu podać, jeden zapadł w mojej pamięci szczególnie.

Było to dobrych kilka lat temu, po wejściu do UE, gdy wszyscy przedsiębiorcy rzucili się na fundusze europejskie. Ale otrzymanie tych funduszy oznaczało sprowadzenie sobie na kark problemu w postaci zamówień publicznych (dziś teoretycznie to się zmieniło – dlaczego tylko teoretycznie, o tym tutaj). Starając się więc o te fundusze należało podać, na co się je wyda i – co gorsza – w jakim trybie się zleci wykonanie dostaw czy usług. Na samym początku dość popularna stała się praktyka podawania we wnioskach o dofinansowanie konkretnych nazwisk (nazw) wykonawców, a następnie udzielania im zamówień w trybie zamówienia z wolnej ręki, no bo przecież są jedyni – wszak tylko ich nazwisko zostało podane we wniosku o dofinansowanie.
Czytaj dalej

Przetargi a nagroda Nobla

Pomysł na dzisiejszą notkę przeleżał się na „dnie szuflady” przez kilkanaście lat. Zamiar przerobienia go na coś większego był niemalże odwieczny (od momentu napisania pierwszego artykułu na temat zamówień), ale jakoś nigdy nie doczekał się realizacji. Ponieważ jednak szkoda byłoby go tak całkiem zmarnować, bo kwestia jest ciekawa, a może zmobilizuje mnie to odrobinę, postanowiłem temat zasygnalizować tutaj. I od razu uprzedzam, nie chodzi o to, że nagroda Nobla jest przyznawana w jakiejś formule przetargu (choć z pewnością jest to swego rodzaju konkurs). Chodzi mi o wkład w dziedzinę „przetargologii” Williama Vickrey’a, laureata nagrody Nobla (wraz z Jamesem A. Mirrleesem) w dziedzinie ekonomii za 1996 r. Otrzymał on tę nagrodę za nieco tajemniczo brzmiący „fundamentalny wkład w ekonomiczną teorię bodźców w warunkach asymetrii informacji”. Co to ma wspólnego z przetargami? Ano, jak się okazuje, sporo.

Wspomniane wyżej „warunki asymetrii informacji” występują w ekonomii często (ba, zdaje się, zawsze), a jednym z przykładów, gdy trzeba podejmować decyzje ekonomiczne w takich warunkach, są aukcje i przetargi. Każdy z nas, składając ofertę na budowę Dworca Centralnego w Warszawie albo organizując postępowanie na dostawę ołówków – uczestniczy w grze, której podstawowym elementem jest asymetria i niekompletność informacji, na których podstawie podejmujemy decyzje ekonomiczne.
Czytaj dalej

Doświadczenia brytyjskie

Notka tym razem mniej poważna. Choróbsko mnie dopadło i trzyma, i skupienie się na jakimś problemie absolutnie na serio trudne jest. Będzie zatem krótko i na temat brytyjskich, niezwykle dawnych doświadczeniach z zamówieniami, na których ślady czasami trafia przyjaciel zajmujący się hobbystycznie wyszukiwaniem rozmaitych militarystycznych, historycznych smaczków. A trafia na ślady potwierdzające fakt, że zarówno zamówienia, jak i ppp, tradycję mają w Albionie bardzo długą, a i że nasze problemy (m.in. te, które próbuje się rozwiązać za pomocą „Nowego podejścia” odwieczne są w sensie dosłownym). Trudno wysiedzieć przy komputerze, więc tylko dwa przykłady :)

Przetargi publiczne w brytyjskiej marynarce wprowadzono gdzieś w XVIII w. Kryterium – cena 100%. Krok ten miał dość znaczny wpływ na technologię produkcji armat okrętowych oraz „pogłowie” kanonierów. Mianowicie armat robiono odtąd zdecydowanie więcej (za tę samą kasę można były kupić więcej tańszych), natomiast artylerzystów odtąd zaczęło ubywać (tych przetargi nie obejmowały). Jedno z drugim był dość blisko związane, bo najtańsze na rynku armaty lubiły wybuchać częściej od tych wcześniej używanych, a wybuchając siały spustoszenie wśród obsługi. Inna sprawa, że wybuchało ich mniej niż wypadałoby to z obniżenia jakości produkcji, bowiem proch także kupowano u najtańszych dostawców – proch także częściej niż dotąd odmawiał działania, a zatem pewnie niektórych wybuchów uniknięto dzięki felernemu prochowi :)
Czytaj dalej