Nieustającym problemem użytkowników systemu zamówieniowego w Polsce jest „czarna lista” wykonawców, prowadzona przez Prezesa UZP. Ma ona, jak się zdaje, więcej wad niż zalet. Jeśli bowiem wziąć pod uwagę znikomą liczbę wykonawców, którzy się w ciągu ponad czterech lat jej obowiązywania na niej znaleźli, ilość problemów jaka wokół tego się pojawiła jest spora. Ostatnia nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych, która weszła nam w życie parę tygodni temu, zamiast problemy rozwiązać, dołożyła nowy kwiatek – mianowicie przesłankę wykluczenia w art. 24 ust. 1 pkt 1 Pzp poszerzono, natomiast kompetencje Prezesa UZP w sprawie prowadzenia „czarnej listy” pozostały „po staremu” (art. 154 pkt 5a). Niby drobiazg, a tak naprawdę kolejny przykład marnej jakości legislacji spod znaku UZP.
Szczerze mówiąc nie wiem, czy w innych krajach UE funkcjonują wynalazki podobne do „czarnej listy”, a jeśli funkcjonują – czy są powodem równie wielkiego zamętu, jak u nas. Wiem jednak, że w niektórych krajach UE funkcjonują „białe listy”, do czego asumpt daje art. 52 dyrektywy 2004/18/WE, a których wprowadzenia w naszym kraju doczekać się nie możemy. Mimo, iż głosy w tej sprawie pojawiają się w postulatach wielu użytkowników zamówieniowego systemu od wielu lat (wspominałem o tym także i w szponach, blisko rok temu), jakoś nie widać, aby w procesie legislacyjnym podejmowano próbę wdrożenia takiego rozwiązania.
Czytaj dalej