Bywają zamówienia, których wartość nie przekracza równowartości 14.000 euro, nie są to przypadki dzielenia zamówienia na części, a mimo to zamawiacze są zobowiązani do publikowania ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Na pytanie, z jakiego przepisu takie kuriozum wynika, odpowiem – z żadnego. Choć bowiem obowiązek istnieje, to podstawy jego wprowadzenia w żaden sposób przepisem nie można określić (czego dowodem wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 12 grudnia 2011 r., sygn. akt P 1/11). Mimo to dotyka bardzo licznych zamawiających, którzy korzystają ze środków europejskich w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko.
O tym, jak wydawać w jego ramach pieniądze w sytuacji, w której ustawa Prawo zamówień publicznych nie obowiązuje, instytucja zarządzająca programem orzeka w wytycznych dotyczących kwalifikowania wydatków. Obecnie obowiązujące wytyczne, zaktualizowane w czerwcu 2011 r. przewidują, że należy udowodnić, że przedmiot zakupu został nabyty po cenach nie gorszych niż rynkowe. Generalnie rzecz biorąc nakazują dokonywanie i dokumentowanie rozeznania rynkowego przed zakupem, szczęśliwie wyłączając od tego obowiązki wydatki nieprzekraczające 2000 zł („szczęśliwie”, bo w poprzedniej wersji wytycznych takiego progu nie było, co prowadziło do pewnego absurdu).
Jedną z form, które wytyczne dopuszczają jest możliwość ogłoszenia przetargu – nie przetargu nieograniczonego czy ograniczonego z Pzp, ale po prostu przetargu, takiego, o którym mowa w kc. Przetarg ma być zorganizowany z poszanowaniem pewnych podstawowych, oczywistych zasad – m.in. niedyskryminacji pod żadnym względem, obiektywizmu, wreszcie jawności. Zgodnie z odpowiednim punkcikiem wytycznych jawność w takim wypadku rozumie się poprzez „zamieszczenie ogłoszenia o przetargu w prasie lub Internecie, w zależności od wartości i rodzaju zamówienia”. Zasada niezmiernie elastyczna, ale jakże słuszna.
Tymczasem miesiąc później tenże sam minister, który był autorem „wytycznych”, wydał „zalecenie” dotyczące „interpretacji zasady jawności” wynikającej z wcześniej omówionych wytycznych. Powołał się na dokument Komisji Europejskiej – „Komunikat wyjaśniający Komisji dotyczący prawa wspólnotowego obowiązującego w dziedzinie udzielania zamówień, które nie są lub są jedynie częściowo objęte dyrektywami w sprawie zamówień publicznych” (2006/C 179/02). Dokument niezmiernie cenny – jako podsumowanie omówienia kwestii jawności można zacytować jedno jego zdanie: „Im większe jest znaczenie danego zamówienia dla potencjalnych oferentów z innych państw członkowskich, tym szerszy powinien być zakres upublicznienia.” A zatem, od znaczenia zamówienia zależy sposób upublicznienia informacji o nim – czy to będzie strona internetowa zamawiacza, czy to internetowe portale ogłoszeniowe, prasa, czy wreszcie TED – zawsze będzie zależeć od oceny, na ile dane zamówienie ma znaczenie dla rynku.
Tymczasem minister wychodząc od komunikatu doszedł do wniosku, że wypełnieniem zasady jawności z „wytycznych” będzie li i jedynie publikacja ogłoszenia w TED. A jeśli ktoś go nie opublikuje, spotka go przyjemność nazywana „taryfikatorem”, znana chyba wszystkim beneficjentom funduszy unijnych. W którym momencie zalecenia doszło do przekłamania na łączach – trudno dostrzec. Wyraźnie jednak widać, że mamy do czynienia z przypadkiem absolutnej nadgorliwości. Ba, także i braku sensu, bo „wytyczne” sprzeczne są z „zaleceniem” – wytyczne pozwalają zamawiającemu samemu decydować, jaki stopień publikacji będzie odpowiedni, zalecenie zaś wspomina tylko, że każdy będzie nieodpowiedni, jeśli nie będzie ogłoszenia w TED.
Skąd taki szalony pomysł, taka nadgorliwość? Może z wygodnictwa? Gdyby bowiem beneficjent kupował cokolwiek w drodze właśnie przetargu, kontroler wydatkowania funduszy europejskich musiałby za każdym razem ocenić, czy ogłoszenie o tym przetargu było wystarczająco dostępne. Gdy jednak pojawiło się zalecenie, problem jest z głowy – można go rozstrzygnąć zerojedynkowo. Cóż z tego, że niekiedy zupełnie bez sensu, a kara będzie niewspółmierna do winy…
Ja rozumiem problem – bywają pewnie przypadki, gdy zamawiacz opublikuje ogłoszenie u siebie na stronie, zadzwoni z informacją do wykonawcy, z którym chciałby współpracować, a nikt inny nawet nie wpadnie na pomysł, aby tego tam szukać. Rozumiem, że brak jasnej reguły oznaczałby kłótnie z każdym takim beneficjentem, który uważałby, że poziom upublicznienia był jednak odpowiedni. Jednak Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej to armata zbyt wielkiego kalibru, by strzelać z niej do wróbli. Na opublikowanie w tej „armacie” ogłoszenia trzeba czekać parę dni (ostatnio miałem przyjemność czekać sześć dni) – niekiedy dużo dłużej, niż wymaga tego sporządzenie i przesłanie oferty mailem na worek długopisów z nadrukiem…
Ps. Oczywiście, omówione zalecenia nie dotyczą tylko zamówień poniżej 14.000 euro, ale i innych, do których nie stosuje się ustawa Pzp. Oprócz zatem niewielkich kwot mogą zdarzyć się także i całkiem spore, gdy nie stosuje się ustawy z innego powodu, np. przedmiot zakupu nie jest objęty zamówieniami. Niemniej jednak przy niewielkich kwotach najlepiej widać absurd tego zalecenia. Ba, zdarzył się przypadek, w którym beneficjent ogłaszający przetarg poniżej progów unijnych („biuletynowy”), ze strachu przed tym zaleceniem publikował ogłoszenie oprócz BZP także w TED…
Pps. Linki: „wytyczne” (tam: podrozdział 5.5, pkt 4.a), „zalecenie” (tam: w szczególności pkt 11 i 21), komunikat KE (tam: w szczególności pkt 1.1.3, 2.1.1, 2.1.2).
MRR skorygował swoje stanowisko w tej sprawie pismem z 24 września 2012 r. Napisali, że publikację w TED należy traktować jako „dobrą praktykę”, a upublicznienie może nastąpić w inny sposób. Wtedy ciężar dowodu upublicznienia spoczywa na beneficjencie.
Ciekawostka. Gdy zaglądam sobie właśnie na oficjalną stronę POIiŚ, zawierającą ponoć aktualne wytyczne, widzę tam tylko wytyczne w zakresie kwalifikowalności oraz nieszczęsne zalecenie nr 16, nie widzę zaś śladu żadnego pisma. Patrzę też na inną podstronę, gdzie ponoć są informacje o publikacji rozmaitych POISiowych dokumentów i też nic nie widzę.
Patrzę wreszcie na kolejną podstronę, i dopiero tam, w głęboko zakopanym załączniku nr 4 do „Zaleceń IZ POIiŚ nr 17/2012 w zakresie sposobu korygowania wydatków nieprawidłowo poniesionych w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007-2013” z 8 października 2012 r. znajduję ni z tego ni z owego komentarz do Zalecenia nr 16: że „mają na celu zminimalizowanie ryzyka zakwestionowania przez KE lub inne służby kontrolne UE kwalifikowalności wydatków”, że „należy traktować jako ‘dobrą praktykę’” czy że „ryzyko korekty istnieje, jednakże każdy przypadek powinien być analizowany indywidualnie”.
Problem w tym, że nadal mamy do czynienia z daleko posuniętą schizofrenią instytucji zarządzającej. Wspomniany załącznik nr 4 zawiera informację, że jeśli ogłoszenia nie było w TED, ale było „upublicznione w inny – wystarczający w danej sytuacji sposób, np. poprzez ogłoszenie w ogólnodostępnej prasie – nie należy nakładać korekty. Podobnie w sytuacji, w której ogłoszenie zostało upublicznione w inny sposób, a wystarczający zakres upublicznienia został potwierdzony przez liczne grono wykonawców, którzy złożyli oferty”. Tymczasem w załączniku nr 2 do tych samych Zaleceń nr 17 przewidziano stuprocentową korektę wydatku, jeśli ogłoszenia nie było w TED, dzienniku ogólnopolskim, BZP lub na internetowym portalu ogłoszeniowym.
Niby zatem niech zamawiacz decyduje, niby każdy przypadek indywidualnie, jeśli zamawiacz umieści ogłoszenie na własnej stronie www i dostanie setkę ofert, będzie OK, a tymczasem załącznik nr 2 do tego samego dokumentu – furda, ma być TED, BZP, czy ogólnopolski portal ogłoszeniowy, a nie jakaś tam strona www.
Zastanawiam się, czemu to wszystko ma służyć. Mamy zatem obowiązujące wytyczne w zakresie kwalifikowalności, sprzeczne z nimi obowiązujące zalecenie nr 16, i obowiązujące zalecenie nr 17, w którym mamy kolejne dwie opcje, także wzajemnie sobie zaprzeczające. Co tu stosować? Ba, zalecenie nr 17 jest tak jakby na inny temat, i na stronie z wytycznymi dot. kwalifikowalności ani śladu po nim nie znajdziemy. Trudno też dostrzec jakikolwiek wyraźny sygnał, że w tym zakresie coś się zmieniło. Klarowność tworzenia wytycznych funduszowych jest absolutnie żenująca.
Ps. No i wyszła niemal kolejna notka. To może w następny poniedziałek laba?