Jak kupować telewizor

Wywiało mnie w świat na spotkanie – jak się niespodziewanie okazało – z dyrektorami szkół. Dyrektorami szkół borykającymi się z zamówieniami na miarę skromnych środków, jakimi dysponują i równie ważkimi problemami. Jeden z tych problemów przedstawiony przez takiego dyrektora nieco mnie zastanowił.

Mianowicie szkoła kupowała telewizor. Za 4 tysiące złotych, a więc za kwotę, wobec której nie obowiązują żadne procedury opisane w ustawie Prawo zamówień publicznych. Z racji postanowień art. 4 pkt 8 nie obowiązuje także przepis art. 139 stanowiący o bezwzględnym obowiązku zachowania pisemności umów o zamówienie publicznego. Zresztą – całkiem słusznie, trudno bowiem wymagać, aby każdy zakup ołówków za 50 gr (albo i za 4 zł, bo tyle ostatnio zapłaciłem za jedną żółtą kredkę) musiał być związany z podpisaniem umowy. Nie obowiązuje już także od 20 lat przepis kodeksu cywilnego (dawny art. 75) stanowiący o pisemności umów powyżej 2 tysięcy złotych. Tymczasem szkoła ta spotkała się z człowiekiem kontrolującym jej wydatki, który zakwestionował brak umowy zakupu telewizora.

Nie znam argumentacji człowieka kwestionującego ten brak umowy i szczerze mówiąc trudno mi ją sobie wyobrazić. Nie ulega wątpliwości, że zakup telewizora ani z samej swej natury (umowa sprzedaży), ani też z racji zaangażowania środków publicznych nie wymaga dla swej ważności umowy w szczególnej formie. Rzecz jasna, nie ulega także wątpliwości, że w przypadku środków publicznych bezpieczeństwo nimi dysponowania nakazuje także i w niektórych sytuacjach, w których pisemna umowa nie jest wymagana, taką umowę podpisywać. Tak będzie gdy zamawiający będzie udzielał zaliczki, tak będzie, gdy będzie zamawiał usługę czy robotę, która ma być wykonywana dłużej czy jest bardziej skomplikowana.

Ale czy zakup telewizora spełnia te wymogi? Czy nawet fakt, że wydaje się na ten cel „aż” 4 tysiące złotych coś tu zmienia? Cóż, w mojej opinii taki właśnie wydatek to wręcz podręcznikowy przykład sytuacji, w której typowa umowa pisemna żadnej ze stron do niczego nie jest potrzebna. Zakup wszak dokonywany jest „z ręki do ręki”. Dyrektor szkoły idzie do sklepu, płaci za telewizor i od razu go zabiera. Sklep wykonuje swój obowiązek dostarczenia towaru już w momencie zawarcia umowy ustnej, tak samo zamawiający wykonuje swój obowiązek zapłaty za ten towar. Jedynym elementem pozostającym na późniejszy okres jest (odpukać!) ewentualność skorzystania z gwarancji jakości udzielonej na telewizor. Ale gwarancja – jako jedyny (poza fakturą) dokument w tym stosunku zobowiązaniowym, akurat jest na papierze (dyrektor szkoły dostaje dokument gwarancyjny producenta razem z telewizorem), tam są opisane wszelkie obowiązki stron nią związane. Na cóż zatem miałaby się tu przydać dodatkowo umowa spisana na piśmie? Cóż, ja nie mam zielonego pojęcia.

Ps. Rozmawiałem potem z „człowiekiem kontrolującym” i ten stwierdził, że w życiu czegoś takiego nie zarzucał. Nieważne. Notka napisana, a temat pewnie się tu i ówdzie przewija :)

3 komentarze do: “Jak kupować telewizor

  1. Znam osoby, które przychodziły kontrolować wielomilionowe zamówienia i chwaliły się, że były niedawno na pierwszym szkoleniu z zamówień publicznych. Znam osoby, które w życiu nie słyszały, że istnieje nawet coś takiego forma ustna umowy i że kupując gazetę w kiosku też zawierają umowę. Znam wreszcie osoby dla których kwota 4 tysiące złotych jest sumą tak wysoką, że jeśli nie żadne przepisy to przynajmniej zwykły ludzki szacunek dla pieniędzy i trudu związanego z kilkumiesięczną ich pracą na tą astronomiczną kwotę wymaga by potraktować taki zakup podpisaniem umowy. Polska rośnie w siłę, a ludzie są tylko ludźmi, ot co. O wiele łatwiej roztrząsać im potrzebę konieczności stawiania pomników byłego Prezydenta niż zasadność zgodności z prawem postępowania zamawiających. Co gorsza tacy ludzie mogą mieć władzę kontrolną nad nami. A może by to wszytko rzucić raz na zawsze? E.. chyba jednak nie.

  2. Cóż, być może moja ironia w odniesieniu do wielkości kwoty 4 tysięcy nie była na miejscu – co jednak nie zmienia istoty rzeczy :) Swoją drogą, gdy zaczynałem robotę mój pierwszy, nieodżałowany kierownik ostrzegał mnie, bym nie zaczął myśleć w kategoriach kwot, które będą się przewijać na przetargach bo marnie i to bardzo szybko skończę. Udało mi się tego uniknąć i stąd dwutorowość w traktowaniu kwot – prywatnie i nieprywatnie :)

  3. Twoja ironia była jak najbardziej na miejscu. Telewizor to nie zakup na spisywanie umowy. Wiem jak niektórzy podchodzą do tego i to, że ich zdaniem właśnie dbałość o środki publiczne powoduje konieczność pisemności nawet na najmniejsze sumy. Jakiś czas temu na szkoleniu dla urzędników pewnego Urzędu Marszałkowskiego opowiedziano mi, że mieli kiedyś kupić jedną sztukę jakiegoś środka sanitarnego, który kosztuje kilkadziesiąt złotych. Zgodnie z obowiązującą u nich wewnętrzną procedurą musieli przygotować zaproszenia do składania ofert cenowych, rozesłać je, czekać na oferty, wybrać ofertę najkorzystniejszą a potem zawrzeć umowę. Po co to wszystko? Po to, żeby udowodnić, iż gdy się bardzo postara można znaleźć kogoś kto sprzeda nam rzecz nie za 40 tylko za 36 zł. Potem pomyślałem sobie, że może świadomie wybrali uprawianie biurokracji po to aby nie tłumaczyć się potem wszelakiej maści kontrolerom na ich niemądre uwagi?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *