Kiedyś pewna koleżanka (i świetna znawczyni Pzp zarazem) zapytała mnie, czy jestem zadowolony z warunków udziału w postępowaniu postawionych w zakończonym właśnie dużym postępowaniu. Odpowiedź była prosta – nie. I w zasadzie rzadko kiedy bywa inaczej… Gdy patrzę w statystyki poszczególnych kategorii szponowych – najczęściej napełnianą jest właśnie kategoria „warunki udziału”. Dość wspomnieć, że cztery kolejne ostatnie teksty dotyczyły tego tematu. Bierze się to z pewnością z tego, że z jednej strony tak trudno osiągnąć jakiś ideał w tej mierze, a z drugiej – gdyż ten problem dotyczy niemal każdego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego.
Nad drugą przyczyną można przejść do porządku dziennego – kwestia warunków udziału w postępowaniu jest nie do uniknięcia, jeśli zamawiający chce zapewnić wykonanie zamówienia przez podmiot do tego zdolny. Problem w tym, że liczne problemy powodują, że zamawiający może jedynie próbować, ale nigdy nie będzie miał gwarancji, że cel osiągnie. Przyczyny tego stanu są co najmniej dwie: niedostatek wiedzy czy komunikacji między osobami po stronie zamawiającego (lub brak zaangażowania w proces) oraz niedostatki przepisów w tym zakresie.
O niedostatkach przepisów pisałem już tutaj (i nie tylko tutaj) wielokrotnie. Dość wymienić liczne problemy z warunkiem doświadczenia, w sporej mierze (lecz nie wyłącznie) związane z art. 26 ust. 2b Pzp (temat poruszałem choćby w tekście w jednym z zeszłorocznych numerów „Buduj z Głową”), najrozmaitsze problemy związane z oceną warunków finansowych i ekonomicznych (sporo z nich opisałem w „Doradcy”, nr 2/2008), czy problem faktycznego dysponowania potencjałem wykazywanym na etapie postępowania (polecam teksty w szponach – np. z września 2013 r.). Problemów tych jest sporo więcej.
Przejdźmy teraz do samego zamawiającego. I tu skala problemów jest również szeroka. Można się spotkać z brakiem kompetencji czy brakiem dobrej woli (które są problemami dotyczącymi zamówień w ogóle, a nie tylko warunków). Zdarzają się sytuacje, gdy zamawiający dysponuje kompetentnymi specjalistami zarówno od zamówień, jak i od kwestii merytorycznych, ma wolę uczciwego i rzetelnego zbadania właściwości wykonawcy, jednak problem pojawia się w tym, że specjalista od zamówień nie zna rynku ani problemów merytorycznych, a specjalista merytoryczny nie zna uwarunkowań wynikających z Pzp i często nie dostrzega samej idei warunków. Dogadanie się tych dwóch stron jest o tyle trudne, że żadna z tych osób do końca nie pozna wszelkich uwarunkowań związanych z warunkiem pojawiających się z drugiej strony, a przez to nie ogarnie całego tematu i nie przewidzi wszelkich „pułapek”. Jasne, po pewnym czasie pojawia się doświadczenie, ale rzadko jest tak, że specjalista od zamówień na bieżąco śledzi zmiany na rynkach „merytorycznych”, a specjalista merytoryczny na bieżąco orientuje się w woltach orzecznictwa KIO…
Niekiedy dopiero w wyniku analizy postępowania zamawiający zdaje sobie sprawę z faktu, że kształtując warunki niepotrzebnie ograniczył sposoby ich spełnienia (bo np. są inne sposoby zdobycia wystarczającego doświadczenia, których jednak zamawiający nie przewidział) albo przeciwnie – jakimś nieszczęśliwym sformułowaniem dopuścił do zamówienia wykonawców, którzy przez sito przejść nie powinni.
W początkach polskiego systemu zamówień nie były rzadkością sytuacje, gdy zamawiający nie dokonywali precyzyjnego, zerojedynkowego określenia progów poszczególnych warunków, ale dokonywali tylko ogólnych opisów. Decyzja o wykluczeniu była wtedy rzecz jasna trudniejsza, pojawiało się też pole do nadużyć, z drugiej strony jednak pozwalało to uniknąć problemu braku możliwości uwzględnienia przy kształtowaniu warunku wszelkich możliwych okoliczności, które mogą mieć wpływ na ocenę wykonawcy. Dobrym przykładem są warunki ekonomiczne – spełnienie warunku przychodów w określonej wysokości nie gwarantuje wystarczającej kondycji finansowej wykonawcy. Dołożenie do niego warunku płynności również wcale nie musi dawać takiej gwarancji. Ilość czynników, które na sytuację przedsiębiorcy mogą wpłynąć jest wielka i wcale nie kończy się na liczbach zawartych w sprawozdaniu finansowym… A nadużycia… cóż, mielibyśmy więcej odwołań. I dobrze :)
Ps. Następnym razem może wreszcie nie będzie już o warunkach :)