Swego czasu pisałem tutaj (w lipcu i wrześniu ubiegłego roku) o przypadku pewnego wykonawcy, który na mocy wyroku KIO został wykluczony z postępowania wskutek ogłoszenia upadłości, mimo iż to ogłoszenie nastąpiło po terminie składania wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu (ba – prawie rok później). W tekstach tych podkreślałem, że wykluczenie to było słuszne – nie tylko zgodne z przepisami art. 24 ustawy Pzp (art. 24 ani słowem nie wspomina, na jaki moment bada się przesłanki wykluczenia; przepisy stanowią jedynie o momencie, na który spełnienie warunków mogą potwierdzać dokumenty, których zamawiający może wymagać od wykonawców, natomiast nie ograniczają zamawiającego w korzystaniu z innych źródeł wiedzy), ale także zgodne z logiką i zdrowym rozsądkiem (kto by chciał trzyletnią inwestycję powierzać w ręce wykonawcy, który znajduje się na krawędzi?).
W przypadku, który był podstawą omawianego tam wyroku KIO 1275/12, od momentu ustalenia krótkiej listy do podpisania umowy upłynął ponad rok. Od upływu terminu składania wniosków do podpisania umowy – prawie półtora roku. Nie jest to sytuacja normalna, ale w pewnych szczególnych okolicznościach (w tym także bez winy zamawiającego) może się przytrafić. Jeśli uznać, że ocena wykonawcy według stanu aktualnego półtora roku wcześniej jest wystarczająca do potwierdzenia zdolności do wykonania zamówienia, nie wróży to dobrze kontraktowi. Półtora roku to szmat czasu. W takim okresie zmienić się może wszystko – oczywiście, „dobry” wykonawca może nadal pozostać „dobrym”, ale może także stoczyć się strasznie, tak jak w przedmiotowym wypadku. Kto w połowie 2011 roku prorokował upadek PBG?
Czytaj dalej