Umowa z mocą obowiązującą wstecz

Fantazja ludzka nie ma granic. Przypadków, w których zamawiający chciał – w reżimie zamówień publicznych – zawrzeć umowę z mocą obowiązującą wstecz, parę na oczy widziałem. Zapewne takich zamawiających, którzy takie umowy zawierają – w skali całego kraju znajdzie się sporo. No bo tak. Skoro wykonawca coś już zrobił, skoro mu trzeba zapłacić, skoro umowy wcześniej nie było – czyżby to było jedyne lekarstwo? Umowa musi przecież być, na dodatek pisemna. I gdzie tu jakiś problem, bo przecież taka pisemna umowa (cóż z tego, że post factum) będzie…

Czy jednak jest to jedyne lekarstwo? Cóż, należałoby raczej spytać, czy w ogóle lekarstwo na coś takiego istnieje. Wszak wykonawca, gdy zacznie nam robić coś „na gębę”… czym jest ta „gęba”? Po prostu umową ustną. A umowa ustna – jak spojrzeć na art. 139 ust. 2 Pzp – to umowa nieważna. Czy umowa zawarta na piśmie miesiąc albo dwa później ten problem „załatwia”?

Oczywiście nie. Jeśli bowiem podpiszemy 1 marca umowę z mocą obowiązującą od 1 stycznia będzie to oznaczało ni mniej ni więcej tylko przyznanie się do tego, że przez dwa miesiące wykonawca realizował na rzecz zamawiającego jakieś świadczenie właśnie na podstawie umowy ustnej – z mocy prawa nieważnej. Zawierając 1 marca umowę pisemną nie będziemy w stanie nic w tej mierze zmienić. Jasne, być może niektórzy zamawiający uznają, że robiąc w ten sposób popełniają mniejszy grzech – jeśli mają wybór między zapłaceniem za jakieś świadczenie wykonawcy bez jakiejkolwiek umowy albo na podstawie umowy felernej. Wszak zapłacić – skoro jakieś świadczenie otrzymaliśmy, i zapewne zwrócić się go nie da – musimy.

Problem w tym, że ta „felerna umowa” nic tu nie zmienia. Przez dwa miesiące nie mieliśmy pisemnej umowy i w związku z tym żadne świadczenie nie powinno tu wchodzić w grę. I tak naprawdę legalnego sposobu na czyste rozwiązanie tego typu sprawy nie ma. Owszem, zdarzają się zamawiający wykazujący się jeszcze większą fantazję i wymyślający różne „obejścia”. Najczęściej nagle okazuje się, że coś na papierze było wykonane dwa miesiące później niż w rzeczywistości. I na dodatek w podejrzanie krótkim czasie (bo wykonawca nie chce czekać na pieniądze nazbyt długo). W przypadku umów o świadczenie ciągłe nagle okazuje się, że trzeba na wstępie do umowy zapłacić opłatę za wznowienie usługi, w podejrzanej wysokości normalnych dwóch miesięcznych stawek. Takie kombinowanie miewa jednak krótkie nogi. Albo inaczej – naciągając zbyt krótką kołdrę – i tak z którejś strony zawsze coś będzie wystawać. I za taką wystającą piętę zamawiacza można boleśnie złapać.

Ps. Czekam na zamawiającego z fantazją, który nie tylko zawrze umowę z mocą obowiązującą wstecz, ale na dodatek przeprowadzi na nią przetarg, a nie zamówienie z wolnej ręki ;) Co mi przypomina pewnego beneficjenta funduszy europejskich, który we wniosku o te fundusze wskazał konkurencyjny tryb wyboru realizatora pewnej części projektu, a jednocześnie wskazał go z imienia i nazwiska :)

2 komentarze do: “Umowa z mocą obowiązującą wstecz

  1. No i co w takim przypadku (świadczenia bezumownego). Od razu iść siedzieć? I dlaczego za świadczenie bezumowne nic się ma nie należeć? A art. 410 i 405 kc to pies? Zaś odszkodowanie można zapłacić i bez przeprowadzenia przetargu – prawda? Owszem, to jest stąpanie po linie ;)

    • Oj, napisałem przecież, że skoro ktoś coś dla nas zrobił, to płacić musimy (no, chyba że możliwy jest zwrot, ale to rzadko się zdarza) :) Więc co do bezpodstawnego wzbogacenia sporu nie ma. A co do konsekwencji, to „siedzieć” to pewnie nie, bo kary za naruszenie dyscypliny finansów publicznych bywają symboliczne (jeśli w ogóle jakieś). Ale takiego stąpania po linie mimo wszystko nie polecam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.