O problemach z podatkiem od towarów i usług w zamówieniowych realiach pisałem już w „szponach” kilkakrotnie – ostatni raz ponad rok temu, po opublikowaniu uchwały Sądu Najwyższego w tej sprawie (link). SN wówczas, powołując się m.in. na konieczność zapewnienia uczciwej konkurencji, wskazał iż błąd w stawce podatku VAT jest błędem w obliczeniu ceny. Co do zasady. W ostatnich dwóch wydaniach „Informatora UZP” pojawiły się jednak dwa ciekawe wyroki KIO dotyczące właśnie VATu wydane w pewnych bardzo szczególnych stanach faktycznych. W obu tych wyrokach uznano, że wskazanie błędnej stawki podatku VAT nie musi być uznawane za błąd w obliczeniu ceny. Czy słusznie?
Na początek sprawa świeższa, a zarazem chyba nieco bardziej oczywista. W numerze 1 z 2013 r. „Informatora UZP”, opublikowanego w zeszłym tygodniu na stronie UZP, cytowane są ustalenia KIO z wyroku z 21 grudnia 2012 r., sygn. akt KIO 2679/12 (str. 41-42 Informatora). Izba zderzyła się tam z problemem wskazania przez wykonawcę stawki 0% zamiast wskazania zwolnienia. Sytuacja zaiste szczególna. Oczywiście, „0%” i „zwolniony” z punktu widzenia podatkowego to dwie różne sytuacje mające różne skutki dla podatnika. Gdy dostawy lub usługi dotyczy stawka „0%”, dostawca/wykonawca może odliczać sobie VAT od kosztów związanych z nabyciem czy wytworzeniem tej dostawy lub usługi. Gdy zaś mamy do czynienia ze zwolnieniem, nie ma mowy o odliczeniu VAT od nabytych usług czy dostaw1.
Problem jednak w tym, że w zamówieniach wpisanie „0%” zamiast „zwolniony” to zazwyczaj nie wynik błędnej oceny sytuacji, nie wynik kombinowania z VAT-em, ale zwykła, prosta, ludzka omyłka. Tym bardziej prawdopodobna, jeśli zamawiający w formularzu oferty pozostawi do wypełnienia pole typu: „cena …….. zł, w tym VAT ……..%” – poprzez znaczek procenta narzucając de facto sposób wypełnienia formularza. Osoba przygotowująca ofertę często nie dostrzega różnicy, bo tego typu niuanse znane są głównie księgowym. W ten sposób popełniona omyłka nie ma żadnego wpływu na wysokość ceny brutto. Również i w przedmiotowym wyroku Izba to zauważyła i powołując się na fakt, że w żaden sposób nie wpływa to na porównywalność ofert, uznała że podstaw do odrzucenia oferty z taką pomyłką nie ma.
Drugi szczególny przypadek opisany został w wyroku KIO z 6 listopada 2012 r., sygn. akt KIO 2294/12, zacytowanym w Informatorze grudniowym (str. 54-55). Izba stanęła tam przed problemem, co począć z ofertą w przypadku gdy wykonawca do całości oferty zastosował podstawową stawkę VAT (23%), choć do części miał prawo zastosować stawkę obniżoną (8%). I mimo to jego oferta zawierała najniższą cenę. Izba uznała, że podstaw do odrzucenia oferty nie ma – po pierwsze dlatego, że zamawiający nie wymagał podania stawki VAT w ofercie i jej tam nie było, a wnioskować o jej wysokości można było tylko pośrednio z wyjaśnień wykonawcy składanych na podstawie art. 90 Pzp. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w tym zakresie stanowisko KIO jest słuszne – stwierdzenie, że „badanie ceny oferty może (…) nastąpić wyłącznie w odniesieniu do sposobu jej obliczenia wskazanego w specyfikacji” jest dość daleko idące. Gdyby przyjąć taką zasadę, zamawiający na przykład nie mógłby wykluczyć wykonawcy zalegającego z podatkami w sytuacji, gdyby ten złożył z ofertą zaświadczenie potwierdzające fakt istnienia zaległości, ale niewymagane przez zamawiającego? Albo w wyjaśnieniu rażąco niskiej ceny podał, że jego ceny są niskie, bo nigdy nie płacił i nie będzie płacić składek do ZUS, bo ZUS to instytucja z piekła rodem? ;)
Drugi motyw uzasadnienia tego wyroku odnosi się do ratio legis art. 89 ust. 1 pkt 6 Pzp – który ma chronić przed nieuczciwą konkurencją wykonawców i nieuzasadnionym zmniejszaniem wpływów do budżetu. Tymczasem wykonawca w przedmiotowym wypadku z pewnością do nieuczciwej konkurencji się nie posunął (wszak zaoferował cenę wyższą, niż mógłby to zrobić), a także z pewnością wpływów do budżetu nie uszczuplił (wszak odprowadzi podatek wyższy, niż powinien). Póki co płacenie wyższych podatków niż się powinno w tym kraju nielegalne nie jest. I nie sposób odmówić racjonalności stwierdzeniu, że bezsensowne byłoby odrzucanie oferty najtańszej tylko dlatego, że mogłaby być ona jeszcze tańsza – i w efekcie płacenie wiele drożej. Problem w tym, że chociaż podejście to jest jak najbardziej racjonalne, to ja mam wątpliwość, czy na pewno zgodne z ustawą.
Tym gorzej jednak dla ustawy ;)
1Jak wygląda w praktyce różnica między „vatowcem” a „zwolnionym”? Spójrzmy na to na przykładzie: wykonawca ponosi koszty w wysokości 100 zł netto (123 zł brutto) i chce zarobić na tym 10%. „Zwolniony” jako koszt ujmuje 123 zł (bo VAT nie odliczy), dolicza 10% zysku, co daje cenę brutto 135,30 zł. „Vatowiec” jako koszt ujmuje 100 zł (bo przecież VAT sobie odlicza), dolicza 10% zysku, to daje 110 zł, do tego dolicza VAT – jeśli 23% – wychodzi 135,30 zł, jeśli 0% – pozostaje 110 zł. Często jednak bywa tak, że nie wszystkie koszty są opodatkowane. Im więcej kosztów nieopodatkowanych VAT-em (np. wynagrodzenia) albo im więcej pracy własnej (też przecież nieopodatkowanej VAT-em), tym bardziej „zwolniony” robi się konkurencyjny. Gdy całość kosztów będzie nieopodatkowana, „zwolniony” będzie mógł dać cenę 110 zł, zaś „vatowiec” da taką tylko w przypadku stawki 0% (gdy będzie musiał naliczyć 23% – to on będzie kosztować 135,30 zł).
Powiem tylko – „A nie mówiłem”. Niestety ja właśnie trafiłem na taki przypadek i od razu było dla mnie jasne, że przy tego typu „omyłce” oferta trafić do kosza nie powinna. Niestety kijanki dość długo dochodziły do tego samego wniosku, czego następstwem jest fakt, iż zamówienie realizuje wykonawca znacznie droższy.