Stawianie w gwarancjach wadialnych warunków wypłaty co do zasady jest niedopuszczalne. Głównym wyjątkiem od tej zasady są warunki o charakterze formalnym, służące zabezpieczeniu uczestników obrotu gospodarczego – gdy gwarant wymaga weryfikacji podpisów, nie czyni tego po to, aby rzucać kłody pod nogi, ale po to, aby ktoś nie podszył się pod uprawnionego do wypłaty sumy gwarancyjnej beneficjenta (zamawiającego). Chroni to i gwaranta, i beneficjenta. W czasach obrotu papierowego żadnego wielkiego zdziwienia nie budziły warunki poświadczenia podpisów przez bank prowadzący rachunek zamawiającego.
Problem w tym, że czasy odrobinę się zmieniły, a nie wszyscy gwaranci to dostrzegli. Wróć, dostrzec musieli, bo gwarancje wadialne dzisiaj są wystawiane niemal zawsze w formie elektronicznej, opatrywane podpisami kwalifikowanymi. Ale na tym elektronika często się kończy, bo w wielu gwarancjach wciąż pokutuje obowiązek przesłania wezwania do zapłaty w formie papierowej za pośrednictwem banku prowadzącego rachunek zamawiającego, względnie komunikatem SWIFT (a więc też za pośrednictwem banku, bo tylko banki do tego systemu mają dostęp). Celem nadal jest teoretycznie zagwarantowanie, że podpisały to wezwanie osoby, które miały do tego prawo, ale przecież dokładnie w taki sam sposób gwarantuje to podpis elektroniczny, który już dodatkowej, pośredniej weryfikacji nie wymaga.
I ilekroć widzę taką gwarancję (choć zastrzegam, są też gwaranci, którzy poszli z duchem czasu), wietrzę spisek: być może gwarantowi chodzi tylko o to, aby uszczknąć kilka dni z terminu na wypłatę wadium i zmniejszyć szansę beneficjenta na sięgnięcie po te pieniądze. Bo innego racjonalnego wytłumaczenia trudno sobie wyobrazić – skoro przecież banki nauczyły się wystawiać gwarancje elektroniczne, to przecież są świadome istnienia takiego właśnie elektronicznego obrotu dokumentami. No, chyba że to jeszcze siła bezwładu i zanim wielkie machiny bankowe i ubezpieczeniowe dojrzeją do jakichkolwiek zmian, muszą upłynąć lata.
No dobrze, wezwanie do zapłaty z gwarancji wadialnej to przypadek stosunkowo rzadki. Ale zwrot wadium wniesionego w gwarancji zdarza się zdecydowanie częściej. Zgodnie z ustawą (i słusznie) polega on na zwolnieniu gwaranta ze zobowiązania. Ale skutek w praktyce jest taki, że owo zwolnienie powinno nastąpić w takiej samej formie, jaka jest żądana do wypłaty wadium gwarancji – niektórzy zresztą wprost wpisują to do gwarancji. Cóż to oznacza? Gdyby chcieć postępować zgodnie z tą zasadą (a teoretycznie tak się powinno, bo skoro istnieje obowiązek zwolnienia wadium, to wypadałoby wykonać go skutecznie), banki zamawiających powinny być zasypywane prośbami o potwierdzenie podpisów lub SWIFTy. Czy będą do tego chętne? Wątpię. Cóż, z drugiej strony, gdyby tak faktycznie robić, to przynajmniej one być może poszłyby szybciej po rozum do głowy.