Suma ubezpieczenia OC kontraktu

Popularne jest wśród zamawiających wymaganie, aby wykonawca w ramach realizacji umowy wykupił ubezpieczenie oc kontraktowe. Nie chodzi tu rzecz jasna o ubezpieczenie oc, którego zamawiający może domagać się na etapie postępowania o udzielenie zamówienia na potwierdzenie jego sytuacji ekonomicznej (co jest swoją drogą tematem na osobną notkę), ale o ubezpieczenie, które wykonawca musi posiadać w okresie realizacji umowy.

Problemów z takim ubezpieczeniem bywa sporo w praktyce. Główny to fakt, że większość zamawiających do ubezpieczeniowi amatorzy (sam się do takich osób zaliczam), a ubezpieczenia to dość specyficzna dziedzina (od samego języka, którym się posługują zaczynając). Często zatem zbyt ogólny opis spowoduje, że wymóg będzie dość iluzoryczny – jeśli tylko wykonawca zechce wykorzystać znalezione dziury w całym. Wielu zamawiaczy postawi na przykład wymóg określonej sumy ubezpieczenia, zapominając jednocześnie o franszyzach czy sumie na jedno zdarzenie, żeby trzymać się najprostszych przykładów. A cóż to za problem ustawić franszyzę redukcyjną na poziomie 90% sumy ubezpieczenia albo sumę na jedno zdarzenie – odwrotnie – 10% tej sumy. Dzięki czemu ubezpieczenie będzie znacznie tańsze, koszty wykonawcy niższe, zysk z realizacji zamówienia większy… a interes zamawiającego ubezpieczony marnie.

Nawet gdy zamawiający ominie przeszkody, o jakich mowa powyżej, i tak zostaje przed nim problem konkretnych kwot. Na jaką kwotę ten kontrakt powinien być ubezpieczony? Najczęstszą odpowiedzią jest – na kwotę wynagrodzenia wykonawcy. Czy faktycznie? Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, do czego ubezpieczenie tego rodzaju służy. A służy sfinansowaniu pokrycia szkód, jakie wykonawca spowoduje w toku realizacji umowy. Szkód u zamawiającego, ale i szkód u osób trzecich. Czy zatem kwota wynagrodzenia wykonawcy będzie odpowiednia by automatycznie zrównać z nią sumę ubezpieczenia?

Wszelkiego rodzaju automaty bardzo źle się sprawdzają w tego typu sprawach :) Aby ustalić sumę ubezpieczenia trzeba przede wszystkim (bo nie tylko to) rozważyć dwie kwestie. Pierwsza: jak wielką szkodę jest w stanie wywołać wykonawca realizując zamówienie. Druga: jakie jest ryzyko zaistnienia takiej szkody.

Przykład: zamawiający chce wykopać rurę kanalizacyjną na dziedzińcu zewnętrznym zamku wawelskiego. Wartość zamówienia to jakieś głupie 50 tysięcy złotych. Jaka jest możliwa szkoda? Cóż, mogę przy okazji przebić rurę wodociągową tuż obok, woda z niej podmyje kilka płytek chodnikowych, trzeba będzie to naprawić. Koszt? Załóżmy, że parę tysięcy. Cóż, woda z tej rury może nie tylko podmyć kilka płytek, ale – gdy będzie dłużej się lała – trafić do piwnic archiwum katedralnego i zniszczyć trochę zmagazynowanych tam mniej wartościowych dokumentów (jeśli faktycznie tak jest, pojęcia nie mam). Strata? Załóżmy, że parędziesiąt tysięcy. Cóż, załóżmy scenariusz najpoważniejszy – woda się leje i leje, podmywa jeden kamień, drugi kamień z fundamentu katedry, wreszcie katedra runie. Strata – niewyobrażalna (choć parę lat temu w prasie przewinął się temat wyceniania Wawelu).

Mamy zatem trzy scenariusze. Każdy możliwy, choć ryzyko zaistnienia każdego z nich jest bardzo różne. Że przebije się rurę wodociągową obok i trzeba będzie chodnik naprawiać – cóż, taka możliwość faktycznie jest. Że przebije się tę rurę i katedra runie – cóż, prawdopodobieństwo zaistnienia czegoś takiego jest bardzo, ale to bardzo bliskie zeru. Gdybyśmy teraz chcieli zabezpieczyć się na „wszelki przypadek” – czyli o każdego ryzyka, musielibyśmy sumę ubezpieczenia ustawić na poziomie wartości katedry. Cena tego ubezpieczenia będzie wynosiła zatem parę procent od kwoty niewyobrażalnie wysokiej, sama zatem cena też będzie ogromna. A zatem do ceny położenia rury kanalizacyjnej dokładamy zapewne jej kilkudziesięciokrotność. Wszak wykonawca to nie instytucja dobroczynna – jeśli ponosi koszt ubezpieczenia, to wlicza sobie go w cenę.

Zamawiającemu zatem pozostaje ocenić – na jakim poziomie ryzyko zaistnienia określonej szkody staje się na tyle istotne, aby płacić za jej ubezpieczenie. I suma kontraktu będzie od tego zależała. Jeśli na skraju wykopu stoi budynek i jest spore ryzyko (choć „spore” może znaczyć tu zaledwie procent czy dwa), że się zawali – z pewnością uwzględnię go w swojej kalkulacji. Jeśli budynek stoi trzydzieści metrów dalej – raczej tego nie zrobię.

1 komentarz do: “Suma ubezpieczenia OC kontraktu

  1. Z przykrością muszę uznać tezę postawioną przez Autora za prawidłową. Nadal niewiele jest specyfikacji z określonymi warunkami ubezpieczenia w sposób prawidłowy. To znaczy taki, który zabezpiecza interes Zamawiającego, a przy okazji jest możliwe do zrealizowania przez oferenta i nie zjada np. całej marży ustalonej w typowej dla danego rodzaju prac wysokości.
    Zamawiający, w dużej mierze jeszcze tego problemu nie dostrzegają, choć staramy się im go nakreślać, dając od razu rozwiązanie (indywidualnie dopasowane parametry wymaganego ubezpieczenia). I potem mamy takie kwiatki jak słynne już w Krakowie ubezpieczenie OC wykonawcy prac budowlanych na 100 mln zł na każde zdarzenie, bez limitu zdarzeń (co przekłada się na niemal absolutną odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń), gdzie okazuje się, że warunki takie ustalił…. dr. n. med., czyli Pan Lekarz :-)

Skomentuj Michał Michnowicz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *